Rozrywka

Mąż pobił mnie i powiedział lekarzom, że poślizgnęłam się pod prysznicem — nie wiedział, że ordynator SOR-u jest moim bratem

Wszyscy patrzyli na Michała.

On patrzył tylko na ekran.

Inicjały M.K. widniały przy jedenastu przelewach na łączną kwotę ponad milion dwieście tysięcy złotych.

Mój brat odsunął się od stołu.

— Nigdy nie dostałem tych pieniędzy.

Policjant nie odpowiedział.

Nie musiał.

Wiedziałam, jak wyglądała ta scena z zewnątrz.

Recepta wystawiona na Michała.

Lek znaleziony w mojej krwi.


Teraz jeszcze jego inicjały w tajnym rejestrze płatności.

Tomasz nie zostawiał pojedynczych kłamstw.

Budował całe historie.

— Czerwony znak — powiedziałam.

Adam spojrzał na mnie.

— Co?

Wskazałam ekran.

— Piotr oznaczył ten wpis na czerwono. Pozostałych nazwisk nie oznaczał.

Michał natychmiast zrozumiał.

— Czyli coś mu się nie zgadzało.


Adam otworzył szczegóły pierwszego przelewu.

Pieniądze wychodziły z jednej ze spółek kontrolowanych przez Vistula Development, trafiały na rachunek opisany jedynie jako M.K., a następnie...

...po dziewięćdziesięciu sekundach znikały.

— Dalej — powiedziałam.

Adam kliknął.

Środki zostały przesłane na kolejny rachunek.

Potem kolejny.

Po czterech transferach trafiały do Baltic Meridian Consulting.

Michał wypuścił powietrze.

— Więc M.K. było tylko przystankiem.


— Kontem maskującym — odpowiedział policjant.

Bielski pobladł jeszcze bardziej.

— Tomasz budował ślad.

Spojrzałam na niego.

— Nie finansowy.

Mój wzrok przesunął się na Michała.

— Kryminalny.

Ktoś chciał, aby po rozpoczęciu śledztwa znaleziono nazwisko mojego brata w jak największej liczbie miejsc.

Lek.

Receptę.


Przelewy.

A jeśli umarłabym tamtej nocy, historia napisałaby się niemal sama.

Lekarz mający dostęp do silnych środków uspokajających.

Jego siostra z toksycznym małżeństwem.

Pieniądze pochodzące z firmy jej męża.

Możliwe rodzinne porachunki.

Tomasz mógł przedstawić się jako człowiek, który przypadkiem odkrył przestępstwo.

Poczułam mdłości.

— On chciał, żeby po mojej śmierci Michał został podejrzanym.

Mój brat zacisnął pięści.


— A on zostałby wdowcem opłakującym żonę.

Helena zamknęła oczy.

— To do niego podobne.

Nie spojrzałam na nią.

Jeszcze nie potrafiłam jej wybaczyć tego, że widziała ślady i milczała.

Drzwi otworzyły się.

Pielęgniarka weszła szybko.

— Piotr odzyskał przytomność.

Policjant natychmiast się odwrócił.

— Może rozmawiać?


— Krótko. Wyniki wskazują, że również miał w organizmie środek uspokajający.

Michał zesztywniał.

— Ten sam?

— Wstępnie tak.

Spojrzałam na fiolkę zamkniętą w worku dowodowym.

Ta sprawa właśnie przestała dotyczyć jedynie tego, co Tomasz zrobił mi w naszym domu.

Ktoś używał tego samego środka również przeciwko ludziom posiadającym dowody.

Policjant pozwolił Helenie i Michałowi pójść ze sobą.

Ja nie mogłam opuścić łóżka, więc rozmowę połączono przez tablet.

Piotr wyglądał okropnie.


Jego twarz była blada, włosy przyklejone do czoła, a oczy ledwo pozostawały otwarte.

Kiedy zobaczył mnie na ekranie, spróbował się uśmiechnąć.

— Przepraszam.

— Za co?

— Powinienem był powiedzieć ci wcześniej.

— O czym?

Spojrzał na policjanta stojącego obok.

— Tomasz wiedział o audycie prawie od początku.

Serce zamarło mi na moment.

— Jak?


— Ktoś przekazywał mu informacje.

— Kto?

Piotr zamknął oczy.

— Nie wiedziałem. Dlatego zacząłem kopiować dokumenty.

— A M.K.?

Spojrzał ponownie na ekran.

— Fałszywy odbiorca.

Michał pochylił się bliżej.

— Z moim nazwiskiem?

Piotr skinął głową.


— Pełne dane były w pierwotnych dokumentach. Michał Kowalski. Numer dokumentu. Data urodzenia. Nawet adres sprzed kilku lat.

Michał wyglądał, jakby ktoś go uderzył.

— Skąd je mieli?

Piotr przełknął ślinę.

— Nie wiem. Ale konto zostało stworzone wyłącznie po to, żeby przepuszczać przez nie pieniądze. Nigdy nie należało do ciebie.

Policjant zapytał:

— Może pan to udowodnić?

— Tak.

Piotr spojrzał na mnie.

— Dlatego przyszedłem dziś z Heleną. Na laptopie jest kopia dokumentacji otwarcia rachunku. Oryginalna.


Adam podszedł bliżej.

— W którym folderze?

Piotr zobaczył go na ekranie.

I nagle cały się napiął.

Monitor obok jego łóżka zaczął szybciej pikać.

— Co on tutaj robi?

Zapadła cisza.

Adam zmarszczył brwi.

— Piotrze, uspokój się.

— Nie podchodź do mnie.

Policjant natychmiast odwrócił się w stronę Adama.

— Zna go pan?

— Oczywiście. Byłem prawnikiem spółki przy kilku transakcjach.

Piotr próbował się podnieść.

Pielęgniarka przytrzymała go za ramię.

— To nie były „kilka transakcji” — powiedział. — On wie o wszystkim.

Adam znieruchomiał.

— Jesteś pod wpływem leków.

— Właśnie tego się bałem.

Piotr spojrzał prosto na mnie przez ekran.

— Posłuchaj mnie uważnie. Nie dawaj Adamowi dostępu do żadnych kolejnych plików.

Czułam, jak zimno rozchodzi mi się po plecach.

— Piotr...

— Kiedy zacząłem sprawdzać konto M.K., znalazłem dokument, którym zatwierdzono jego utworzenie.

Adam zrobił krok w stronę drzwi.

Policjant stanął mu na drodze.

— Czyj podpis? — zapytałam.

Piotr zamknął oczy na sekundę.

A potem powiedział:

— Tomasza nie było na nim wcale.

Spojrzał na Adama.

— Był podpis jego prawnika.

Adam przestał się uśmiechać.

Po raz pierwszy od chwili, gdy wszedł do mojego szpitalnego pokoju, zobaczyłam na jego twarzy coś, czego wcześniej u niego nie widziałam.

Strach.

Ciąg dalszy — kliknij Część 8, aby czytać dalej.

No comments yet