Rozrywka

Mąż Wybrał Kochankę Na Izbie Przyjęć, Więc Zdjęłam Obrączkę — Pięć Godzin Później Dowiedział Się, Że Jego Rodzina Przez Lata Żyła Dzięki Moim Pieniądzom

Słowo „wypadek” zawisło w pokoju ciężej niż wszystkie wcześniejsze słowa. Zofia poczuła, jak dłonie zaczynają jej drżeć, ale tym razem nie był to strach. To była świadomość, że właśnie przekroczyła granicę, za którą niczego nie można już było uznać za przypadek.

— Chce pan powiedzieć, że ktoś planował ten wypadek? — zapytała.

Mecenas Nowak pokręcił głową.

— Jeszcze tego nie wiem. I właśnie dlatego nie chcę, żeby pani wyciągała wnioski, zanim zobaczymy dowody.

— Ale pełnomocnictwo Marianny zostało przygotowane przed wypadkiem.

— Tak.

— I dotyczyło mojego majątku.

— Tak.

Zofia zamknęła oczy. Przypomniała sobie piątkowe popołudnie. Marianna siedząca obok Aleksandra. Jej blada twarz. Drżące dłonie. Zdanie o zawrotach głowy. Potem nagłe hamowanie samochodu.

— Ona wiedziała, że będę w tym samochodzie — powiedziała.


Klara spojrzała na nią.

— Zofio…

— Wiedziała. Sama prosiła Aleksandra, żeby pojechał z nami na obiad. Wiedziała, którędy wracamy.

Nowak podniósł dokument.

— Proszę spojrzeć na datę.

Zofia pochyliła się nad kartką.

Pełnomocnictwo zostało podpisane dziewięć dni przed wypadkiem.

— Dlaczego miałaby potrzebować pełnomocnictwa do mojego majątku, skoro nawet nie wiedziała, że go posiadam?

Mecenas milczał.

— Właśnie — powiedziała Zofia. — Skoro wiedziała, musiała dowiedzieć się wcześniej.


Klara wstała i podeszła do okna.

— Twoja matka podejrzewała, że ktoś śledził jej sprawy finansowe po jej śmierci.

Zofia spojrzała na nią gwałtownie.

— Nigdy mi o tym nie mówiłaś.

— Bo obiecałam jej, że powiem ci dopiero wtedy, kiedy będziesz bezpieczna.

— A teraz jestem?

Klara odwróciła się.

— Nie wiem.

Te trzy słowa zabrzmiały bardziej przerażająco niż wszystko inne.

Mecenas Nowak sięgnął po telefon.


— Mam jeszcze jedną rzecz. Dzisiaj skontaktował się ze mną człowiek, który pracował kiedyś jako kierowca w Montewicz Holding.

— Czego chciał?

— Powiedział, że kilka tygodni temu Aleksander pytał go o trasę przejazdu pani samochodu.

Zofia zamarła.

— Mojego samochodu?

— Tak. A kiedy kierowca zapytał, po co mu ta informacja, Aleksander odpowiedział, że chodzi o „kwestie bezpieczeństwa”.

Klara spojrzała na Zofię.

— To może być nic.

— Może — przyznał Nowak. — Ale w połączeniu z dokumentem Marianny nie możemy tego zignorować.

Nagle telefon Zofii wydał cichy dźwięk. Wiadomość z nieznanego numeru.


**„Nie ufaj Aleksandrowi. Nie ufaj też Mariannie. Jeśli chcesz wiedzieć, co wydarzyło się na Wisłostradzie, sprawdź samochód.”**

Zofia przeczytała wiadomość dwa razy.

— Co jest? — zapytała Klara.

Podała jej telefon.

Mecenas Nowak od razu spoważniał.

— Nie odpowiadaj.

— Ktoś wie, że tutaj jestem.

— To nie musi oznaczać, że panią obserwuje. Numer mógł zostać przekazany dalej.

— A jeśli wie więcej?

Nowak wstał.


— W takim razie musimy znaleźć tę osobę, zanim zrobi to Aleksander.

---

Następnego ranka Zofia, mimo bólu i zakazu chodzenia bez pomocy, poprosiła o spotkanie z człowiekiem, który wysłał wiadomość. Nie chciał przyjechać do kliniki. Zaproponował małą kawiarnię niedaleko dworca.

Nowak stanowczo się sprzeciwił.

— To zbyt ryzykowne.

— W takim razie pojedzie pan ze mną.

Po godzinie siedzieli w bocznej sali kawiarni. Mężczyzna, który na nich czekał, miał około pięćdziesięciu lat i nerwowo obracał filiżankę w dłoniach.

— Nazywam się Michał Wrona — powiedział. — Pracowałem w Montewicz Holding przez jedenaście lat.

— Dlaczego pan się odezwał? — zapytała Zofia.

Michał spojrzał na nią z wahaniem.


— Bo pańska matka kiedyś mi pomogła.

Zofia poczuła ukłucie w sercu.

— Znał pan moją matkę?

— Bardzo dobrze.

— Co pan wie o wypadku?

Michał pochylił się.

— Samochód był sprawny, kiedy wyjeżdżaliście z Żoliborza. Ale dzień wcześniej ktoś oddał go do serwisu.

Nowak natychmiast zapisał coś w notesie.

— Kto?

— Aleksander.


Zofia poczuła, jak robi jej się zimno.

— Po co?

— Powiedział, że trzeba sprawdzić układ hamulcowy.

— I?

Michał przełknął ślinę.

— Mechanik znalazł coś dziwnego.

— Co?

Mężczyzna spojrzał na drzwi kawiarni.

— Nie zdążył mi tego powiedzieć.

— Dlaczego?


— Następnego dnia został zwolniony.

Zofia zacisnęła dłonie.

— A pan skąd to wszystko wie?

Michał wyjął z kieszeni mały pendrive.

— Bo mechanik zostawił mi kopię nagrania z kamery warsztatu.

Serce Zofii zabiło mocniej.

— Co jest na nagraniu?

Michał przesunął pendrive po stole.

— Aleksander nie był tam sam.

Zofia spojrzała na niego.


— Kto z nim był?

Michał nie odpowiedział od razu.

Wreszcie powiedział:

— Marianna.

W tym momencie drzwi kawiarni otworzyły się.

Do środka weszła kobieta w jasnym płaszczu.

Zofia rozpoznała ją natychmiast.

Marianna.

Stała kilka metrów dalej i patrzyła prosto na nią.

Ale tym razem nie wyglądała na słabą, przestraszoną kobietę ze szpitalnego łóżka.


Wyglądała jak ktoś, kto właśnie przyszedł upewnić się, czy jego plan nadal działa.

A kiedy jej wzrok zatrzymał się na pendrivie leżącym przed Zofią, na jej twarzy pojawił się pierwszy prawdziwy strach.

No comments yet