Rozrywka

Mąż Wybrał Kochankę Na Izbie Przyjęć, Więc Zdjęłam Obrączkę — Pięć Godzin Później Dowiedział Się, Że Jego Rodzina Przez Lata Żyła Dzięki Moim Pieniądzom

Policja przyjechała do kliniki niespełna godzinę później. Dwóch funkcjonariuszy weszło do sali, a Zofia od razu zauważyła, że jeden z nich unikał jej wzroku. Mecenas Nowak wyszedł z nimi na korytarz, żeby porozmawiać, podczas gdy Klara poprawiała poduszkę pod chorą nogą Zofii. Przez kilka minut nikt nie mówił ani słowa. Zofia czuła, że cisza jest gorsza od najgorszej wiadomości.

W końcu drzwi się otworzyły.

— Samochód został zabezpieczony — powiedział Nowak. — Policja znalazła ślady krwi, ale potrzebne będą badania laboratoryjne.

— Czyja krew?

— Jeszcze nie wiadomo.

Zofia spojrzała na niego.

— A samochód był na terenie domu mojej mamy?

— Tak. Stał w starej szopie, przykryty plandeką. Ktoś próbował zatrzeć ślady.

— Aleksander?

— Nie wiemy.


Zofia zacisnęła palce na kocu.

— Ale on był tam ostatnio.

— Skąd pani wie?

— Bo właśnie tam znaleźliście jego samochód.

Nowak przez chwilę milczał.

— Jest jeszcze coś.

Zofia poczuła znajome napięcie w żołądku.

— Co tym razem?

— Numer rejestracyjny samochodu został zgłoszony jako skradziony trzy dni temu.

Klara zmarszczyła brwi.


— Przez kogo?

— Aleksandra.

Zofia poczuła, że układanka staje się coraz bardziej absurdalna.

— Jeśli zgłosił kradzież, dlaczego samochód należący do niego znajdował się w domu mojej matki?

— Właśnie to próbujemy ustalić.

Wtedy jeden z policjantów wrócił do sali. W ręku trzymał przezroczystą kopertę.

— Pani Zofio, znaleźliśmy coś jeszcze.

Wyjął z koperty mały metalowy klucz.

— Był ukryty pod siedzeniem kierowcy.

Zofia spojrzała na niego.


— Do czego służy?

— Tego jeszcze nie wiemy. Ale na breloku jest wygrawerowana litera „R”.

Zofia natychmiast pomyślała o swoim nazwisku.

Rybak.

— To może być klucz do domu? — zapytała.

— Sprawdziliśmy. Nie pasuje do żadnego zamka w budynku.

Nowak wziął klucz i przyjrzał mu się dokładnie.

— Ten symbol może oznaczać coś innego.

Wtedy Zofia przypomniała sobie słowa matki z listu.

„Firma powstała dzięki pieniądzom rodziny Rybaków.”


I nagle przypomniała sobie jeszcze coś.

Stary sejf.

Kiedy była dzieckiem, jej matka zawsze trzymała jeden mały klucz w szkatułce. Zofia nigdy nie wiedziała, do czego służył. Po śmierci matki szkatułka zniknęła.

— Klara — powiedziała nagle. — Czy w domu mamy został sejf?

Klara spojrzała na nią zaskoczona.

— Tak.

— Otworzyłaś go po jej śmierci?

— Nie. Twoja mama zabroniła mi go ruszać.

Zofia poczuła przyspieszone bicie serca.

— Dlaczego?


Klara spojrzała na mecenasa.

— Powiedziała, że jeśli kiedyś będziesz potrzebowała odpowiedzi, sama będziesz wiedziała, kiedy go otworzyć.

Nowak od razu wstał.

— Musimy tam pojechać.

---

Stary dom Rybaków znajdował się na obrzeżach Warszawy, kilkadziesiąt kilometrów od centrum. Był pusty od czterech lat. Zofia nie była tam od pogrzebu matki. Sam widok bramy sprawił, że poczuła ścisk w gardle.

Nie mogła wejść sama, więc została w samochodzie z Klarą, podczas gdy Nowak i policjant przeszukiwali budynek.

Po kilkunastu minutach telefon Zofii zadzwonił.

— Mamy sejf — powiedział Nowak. — Ale jest otwarty.

— Co?


— Ktoś już tu był.

Zofia poczuła zimno.

— Co zabrano?

— Nie wiem. Prawie nic w nim nie zostało.

— „Prawie”?

Nowak zamilkł.

— Jest jedna rzecz.

— Jaka?

— Kaseta magnetofonowa.

Zofia zmarszczyła brwi.


— Kaseta?

— Tak. Stara, podpisana datą.

— Jaką?

Mecenas odczytał napis.

— Dzień przed śmiercią pani matki.

Zofia poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.

— Zabierzcie ją.

— Już mam.

— Odtworzymy ją tutaj?

— Nie. W klinice. I tylko na urządzeniu, które nie jest podłączone do internetu.


---

Godzinę później siedzieli razem w małym gabinecie. Stary magnetofon leżał na stole. Zofia patrzyła na kasetę, jakby była ostatnią rzeczą, jaka łączyła ją z matką.

Nowak nacisnął przycisk.

Najpierw pojawił się szum.

Potem głos.

Głos jej matki.

— Jeśli tego słuchasz, Zosiu, oznacza to, że nie udało mi się wszystkiego naprawić.

Zofia zakryła usta.

Klara odwróciła głowę.

Nagranie trwało dalej.


— Nie ufaj Aleksandrowi. Ale przede wszystkim nie ufaj człowiekowi, który będzie twierdził, że robi wszystko dla twojego dobra.

Zofia spojrzała na Nowaka.

Nagle na nagraniu pojawił się drugi głos.

Męski.

Zofia znała go.

Nie należał do Aleksandra.

Nie należał też do ojca Aleksandra.

To był głos jej ojca.

— Powinnaś powiedzieć jej prawdę.

Matka odpowiedziała:


— Jeśli jej powiem, natychmiast ją zabiją.

Zofia zamarła.

— Kto? — zapytała na głos, chociaż wiedziała, że nagranie jej nie odpowie.

Na taśmie zapadła długa cisza.

Potem matka powiedziała:

— Ci ludzie nie chcą tylko firmy. Oni chcą pieniędzy, które ukryliśmy przed nimi.

Mężczyzna odpowiedział:

— A Zofia?

— Zofia jest kluczem.

Taśma zatrzeszczała.

Nagle rozległ się trzask drzwi.

A potem głos Aleksandra:

— Przyszłaś sama?

Nagranie urwało się.

W gabinecie nikt się nie poruszył.

Zofia spojrzała na mecenasa.

— On był tamtej nocy.

Nowak skinął głową.

— Tak.

— Ale moja matka powiedziała, że jeśli powie mi prawdę, ktoś mnie zabije.

Klara ścisnęła jej dłoń.

Wtedy magnetofon, mimo że nagranie powinno już się skończyć, wydał jeszcze jeden dźwięk.

Ciche kliknięcie.

Nowak spojrzał na urządzenie.

— To niemożliwe.

Kaseta zaczęła odtwarzać dodatkowy fragment.

Głos matki był ledwo słyszalny.

— Zosiu, jeśli kiedyś będziesz tego słuchać, sprawdź konto numer...

Numer został wypowiedziany.

A potem nastąpiło jedno zdanie, które sprawiło, że Zofia przestała oddychać:

— To konto jest prowadzone na nazwisko osoby, której ufasz najbardziej.

Taśma się zatrzymała.

Klara spojrzała na Zofię.

Zofia spojrzała na Klarę.

Po raz pierwszy od początku całej sprawy poczuła coś, czego nie chciała nawet dopuścić do siebie.

Bo osoba, której ufała najbardziej, siedziała właśnie obok niej.

No comments yet