Marianna zatrzymała się przy stoliku, ale nie usiadła. Jej wzrok przesunął się z twarzy Zofii na pendrive, a potem na mecenasa Nowaka. Przez kilka sekund żadna z kobiet się nie odezwała. W kawiarni grała cicha muzyka, ekspres syczał za ladą, a za oknem przejeżdżały samochody, jakby świat nie miał pojęcia, że przy jednym stoliku właśnie rozpadała się wieloletnia tajemnica.
— Nie powinnaś tu być — powiedziała Marianna.
Zofia poczuła, jak w jej wnętrzu narasta gniew.
— To ciekawe. Ty również nie powinnaś być przy moim samochodzie dzień przed wypadkiem.
Marianna zbladła.
Mecenas Nowak od razu sięgnął po pendrive.
— Usiądźmy. Chcę usłyszeć, co ma pani do powiedzenia.
— Nie mam nic do powiedzenia — odpowiedziała Marianna.
— W takim razie może pani wyjść.
Marianna spojrzała na Zofię. W jej oczach pojawiło się coś, czego Zofia nigdy wcześniej u niej nie widziała. Nie była to złość. Był to strach.
— Zofia, proszę cię. Nie wiesz, co się dzieje.
— Właśnie dlatego pytam.
— Aleksander cię okłamał.
Zofia poczuła ukłucie w sercu.
— W czym?
Marianna zacisnęła dłonie.
— W sprawie wypadku.
— Powiedział ci, że to był przypadek?
Marianna nie odpowiedziała.
To milczenie było wystarczające.
— Wiedziałaś — powiedziała Zofia.
— Nie!
— Więc powiedz mi, dlaczego byłaś w warsztacie.
Marianna cofnęła się o krok.
— Skąd wiesz?
Mecenas Nowak spojrzał na nią spokojnie.
— To właśnie chciałem usłyszeć.
Marianna zrozumiała, że wpadła w pułapkę. Odwróciła się, jakby chciała odejść, ale Klara, która stała kilka metrów dalej, zamknęła drzwi.
— Nie rób tego — powiedziała. — Jeśli naprawdę nie masz nic do ukrycia, zostań.
Marianna przez chwilę patrzyła na nią z nienawiścią.
Potem usiadła.
— Aleksander powiedział mi, że samochód miał problemy z hamulcami.
— Kiedy?
— Dzień przed wypadkiem.
— I pojechałaś z nim do warsztatu?
— Tak.
— Dlaczego?
Marianna spuściła wzrok.
— Bo bałam się, że jeśli nie będę przy nim, zrobi coś głupiego.
Zofia poczuła zimno.
— Co miał zrobić?
Marianna milczała.
— Powiedz.
— Chciał podpisać pewien dokument.
— Jaki?
Marianna spojrzała na Nowaka.
— Pełnomocnictwo.
Mecenas otworzył teczkę.
— Do majątku pani Zofii?
Marianna skinęła głową.
Zofia przez chwilę nie mogła złapać oddechu.
— Dlaczego?
— Aleksander powiedział, że po rozwodzie wszystko będzie łatwiejsze, jeśli wcześniej zabezpieczy twoje udziały.
— „Zabezpieczy”?
Marianna zaczęła płakać.
— Nie wiedziałam, że chodzi o przejęcie kontroli.
— Ale wiedziałaś o moich udziałach.
— Tak.
— Od kiedy?
Marianna podniosła wzrok.
— Od śmierci twojej mamy.
Zofia poczuła, jak coś pęka w jej środku.
— Moja mama nie żyje od czterech lat. Przez cztery lata wiedziałaś?
— Dowiedziałam się przypadkiem.
— Nie kłam.
Marianna zacisnęła powieki.
— Teresa mi powiedziała.
To nazwisko sprawiło, że wszystko nagle nabrało innego znaczenia.
Pani Teresa.
Teściowa, która przez trzy lata mówiła Zofii, żeby była „dojrzała”. Kobieta, która zawsze broniła Marianny. Kobieta, która jeszcze tego samego dnia po operacji nakazała Zofii nie robić awantury.
— Teresa wiedziała o moich akcjach? — zapytała Zofia.
Marianna skinęła głową.
— Od dawna.
— A Aleksander?
— Dowiedział się dopiero kilka miesięcy temu.
Zofia zacisnęła szczękę.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
Marianna otarła łzy.
— Bo Aleksander obiecał mi, że kiedy przejmie firmę, wszystko się zmieni.
— Co miało się zmienić?
Marianna długo milczała.
— Miał się ze mną ożenić.
Zofia poczuła pustkę.
Nie zaskoczenie.
Nie rozpacz.
Pustkę.
Przez trzy lata była przekonana, że Marianna po prostu potrzebowała uwagi Aleksandra. Teraz zrozumiała, że ich relacja mogła mieć znacznie bardziej konkretny cel.
— A wypadek? — zapytał Nowak.
Marianna natychmiast pokręciła głową.
— Nie planowałam żadnego wypadku.
— Ale wiedziałaś, że samochód był w warsztacie.
— Tak.
— Wiedziałaś, że Aleksander będzie prowadził.
— Tak.
— Wiedziałaś, że Zofia pojedzie z wami.
Marianna spuściła głowę.
— Tak.
W kawiarni zapadła cisza.
Zofia spojrzała na nią.
— Co dokładnie stało się w samochodzie?
Marianna zaczęła mówić, ale nagle telefon na stole zawibrował.
Spojrzała na ekran.
Jej twarz całkowicie straciła kolor.
Zofia zobaczyła wiadomość.
**„Masz dziesięć minut. Jeśli powiesz jej o hamulcach, pokażemy Zofii nagranie z tamtej nocy.”**
Marianna wypuściła telefon z dłoni.
Mecenas Nowak podniósł go.
— „Nagranie z tamtej nocy”?
Marianna zerwała się z krzesła.
— Nie! Nie możecie tego zobaczyć!
Zofia chwyciła ją za nadgarstek.
— Jakie nagranie?
Marianna spojrzała jej prosto w oczy.
Po raz pierwszy nie próbowała udawać niewinnej.
— Nagranie z mojego spotkania z twoją matką.
Zofia zamarła.
— Co?
Marianna wyszeptała:
— Twoja mama wiedziała, że chcą przejąć firmę. I zanim umarła, powiedziała mi coś, czego nigdy nie przekazałam Aleksandrowi.
— Co?
Marianna przełknęła ślinę.
— Powiedziała, że jeśli coś jej się stanie, mam chronić ciebie.
Zofia patrzyła na nią w osłupieniu.
— Dlaczego więc tego nie zrobiłaś?
Marianna odwróciła wzrok.
— Bo kilka dni później Teresa pokazała mi coś, co sprawiło, że zaczęłam się bać o własne życie.
Mecenas Nowak zmarszczył brwi.
— Co pani pokazała?
Marianna odpowiedziała drżącym głosem:
— Akt zgonu twojej matki.
Zofia poczuła, że krew odpływa jej z twarzy.
— Co było w nim nie tak?
Marianna spojrzała na nią.
— Data śmierci.
I wtedy Zofia zrozumiała, że być może przez cztery lata wierzyła w kłamstwo dotyczące śmierci własnej matki.







No comments yet