— Data śmierci? — powtórzyła Zofia.
Marianna skinęła głową, a jej twarz była blada jak papier.
— Na akcie widniała data o dwa dni wcześniejsza niż ta, którą znałaś.
Zofia poczuła, że przez chwilę nie słyszy niczego poza własnym oddechem.
— To niemożliwe.
— Wiem.
— Moja mama zmarła w poniedziałek. Byłam wtedy przy niej.
— Nie — powiedziała Marianna cicho. — Byłaś przy niej w niedzielę wieczorem.
Zofia znieruchomiała.
Wspomnienie wróciło nagle. Szpitalny pokój. Białe zasłony. Zapach środków dezynfekcyjnych. Matka, która wyglądała na wyczerpaną, ale wciąż była przytomna. Pamiętała, że trzymała ją za rękę. Pamiętała, że mama powiedziała: „Nie ufaj ludziom, którzy mówią, że robią coś dla twojego dobra”.
A następnego ranka zadzwoniono do niej z wiadomością, że jej matka nie żyje.
Zofia zawsze myślała, że po prostu źle zapamiętała godzinę.
— Kto wystawił akt? — zapytał Nowak.
Marianna spojrzała na niego.
— Nie wiem.
— Teresa?
— Nie powiedziała mi.
— A kto pokazał ci dokument?
Marianna zawahała się.
— Teresa.
— Gdzie?
— W domu Montewiczów.
Zofia zacisnęła dłonie.
— Dlaczego w ogóle ci go pokazała?
Marianna spuściła wzrok.
— Bo chciała, żebym zrozumiała, że jeśli będę próbowała ci pomóc, sama będę miała problemy.
— Groziła ci?
— Nie bezpośrednio.
— Więc czym?
Marianna zaczęła płakać.
— Powiedziała, że twoja matka nie umarła z przyczyn naturalnych.
W kawiarni zrobiło się zupełnie cicho.
Mecenas Nowak odsunął krzesło.
— Co dokładnie powiedziała pani Teresa?
Marianna otarła policzek.
— Powiedziała: „Zofia nie może dowiedzieć się, kto był w pokoju jej matki ostatniej nocy”.
Zofia poczuła gwałtowny ucisk w klatce piersiowej.
— Kto był?
Marianna spojrzała jej prosto w oczy.
— Aleksander.
Zofia przez moment nie potrafiła odpowiedzieć.
Aleksander.
Jej mąż.
Człowiek, który pięć godzin temu zostawił ją na operacji.
Człowiek, który teraz próbował odzyskać kontrolę nad jej majątkiem.
— Co robił w szpitalu? — wyszeptała.
— Tego nie wiem.
— Marianna, musisz wiedzieć.
— Nie wiem! — krzyknęła nagle. — Byłam przerażona. Teresa powiedziała mi, że jeśli otworzę usta, Aleksander dowie się, co zrobiłam kilka lat wcześniej.
Zofia spojrzała na nią uważnie.
— Co zrobiłaś?
Marianna odwróciła wzrok.
— To nie ma znaczenia.
— Ma.
— Nie teraz.
— Właśnie teraz.
Marianna drżącą ręką sięgnęła do torebki. Wyjęła z niej małą kartę pamięci.
— To jest kopia nagrania, które zrobiłam cztery lata temu.
Nowak natychmiast wyciągnął dłoń.
— Czego?
— Rozmowy Teresy z Aleksandrem.
Zofia poczuła, że serce zaczyna jej walić.
— O mojej matce?
Marianna skinęła głową.
— I o tobie.
Nowak spojrzał na nią poważnie.
— Dlaczego dopiero teraz pani to przekazuje?
Marianna długo milczała.
— Bo dzisiaj zobaczyłam, że Aleksander naprawdę jest gotów pozwolić Zofii umrzeć, jeśli przeszkadza mu w jego planach.
Zofia zamknęła oczy.
Nie chciała słuchać.
A jednak wiedziała, że musi.
— Odtwórzmy to — powiedziała.
---
Wieczorem nagranie zostało przekazane prawnikowi. Nie odsłuchali go w kawiarni. Nowak obawiał się, że ktoś może ich obserwować. Wrócili do kliniki, zamknęli drzwi i podłączyli kartę pamięci do komputera.
Nagranie miało fatalną jakość.
Najpierw słychać było trzask drzwi.
Potem głos Teresy:
— Zofia nie może się dowiedzieć o funduszu.
Aleksander odpowiedział:
— Już niedługo sama podpisze wszystko, czego potrzebujemy.
Zofia poczuła lodowaty chłód.
— Przewiń — powiedziała.
Nagranie trwało dalej.
Teresa mówiła:
— A jeśli odmówi?
— Wtedy Marianna zrobi swoje.
Zofia spojrzała na kobietę siedzącą obok.
Marianna spuściła głowę.
Następne słowa Aleksandra były niemal szeptem:
— Najważniejsze, żeby Zofia nie dowiedziała się, że jej matka zostawiła dowody.
Nagranie nagle zaszumiało.
Potem Teresa powiedziała:
— A jeśli dowie się, co było tej nocy?
Zapadła cisza.
Aleksander odpowiedział:
— Nie dowie się. Zadbam o to.
Nagranie zakończyło się.
Zofia siedziała nieruchomo.
— Jakie dowody? — zapytała.
Nikt nie odpowiedział.
Wtedy komputer wyświetlił informację o drugim pliku znajdującym się na karcie.
Nowak kliknął.
Na ekranie pojawiło się nagranie z kamery szpitalnego korytarza sprzed czterech lat.
Zofia zobaczyła drzwi pokoju swojej matki.
O godzinie 23:47 do środka wszedł Aleksander.
Kilka minut później wyszedł.
Ale nie był sam.
Za nim pojawiła się Teresa.
A potem, dokładnie o 23:59, na nagraniu pojawiła się jeszcze jedna osoba.
Zofia wstrzymała oddech.
— Powiększ obraz.
Nowak zrobił to.
Twarz była niewyraźna, ale sylwetka była wystarczająco znajoma.
Marianna zakryła usta dłonią.
— Nie…
Zofia patrzyła na ekran.
To nie był lekarz.
Nie była to pielęgniarka.
To była kobieta, którą Zofia znała od dzieciństwa.
Jej własna ciotka.
I wtedy telefon mecenasa Nowaka zadzwonił.
Prawnik odebrał, a po kilku sekundach jego twarz zmieniła się całkowicie.
— Pani Zofio — powiedział cicho. — Policja właśnie znalazła samochód Aleksandra.
— Gdzie?
— Na terenie starego domu pani matki.
Zofia spojrzała na zamrożony obraz na monitorze.
— Co znaleźli?
Nowak milczał przez chwilę.
— Krew na siedzeniu kierowcy.
I tym razem Zofia wiedziała już, że sprawa nie dotyczyła tylko pieniędzy.
Dotyczyła tego, co naprawdę wydarzyło się w noc śmierci jej matki.







No comments yet