Rozrywka

Moja Córka Wróciła Zakrwawiona W Noc Poślubną — Teściowa Pobiła Ją Za Odmowę Przepisania Mieszkania, Ale Nie Wiedziała, Kim Jest Jej Ojciec

Przez kilka sekund słyszałam tylko jednostajny szum klimatyzacji. Zofia patrzyła na zdjęcie, potem na ojca, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

— Kazała ci pochować człowieka, który żył?

Aleksander oparł dłonie o stół.

— Nazywa się Adrian Wolski. Osiemnaście lat temu był dyrektorem finansowym Vistula Holding. Odkrył, że ktoś wyprowadza pieniądze ze spółki przez fikcyjne transakcje nieruchomości. Podejrzewał moją matkę.

— I co zrobiłeś? — zapytałam.

Aleksander spojrzał na mnie z wyraźnym wstydem.

— Nie uwierzyłem mu.

Pamiętałam tamten okres. Zofia miała siedem lat, nasze małżeństwo już pękało, a Helena niemal codziennie pojawiała się w naszym domu. Wmawiała Aleksandrowi, że wszyscy chcą go wykorzystać. Mnie również.

— Adrian miał przekazać mi dokumenty — ciągnął Aleksander. — Nie pojawił się na spotkaniu. Następnego dnia znaleziono spalony samochód pod Płockiem. W środku były zwęglone zwłoki. Helena powiedziała, że policja potwierdziła jego tożsamość.

— A ty nie sprawdziłeś? — zapytała Zofia.

— Sprawa była prowadzona oficjalnie. Był akt zgonu. Pogrzeb odbył się przy zamkniętej trumnie.

— Czyli ktoś inny leżał w środku — powiedziałam.

Marek odezwał się pierwszy.

— Albo dokumentacja została sfałszowana.

Aleksander spojrzał ponownie na fotografię.

— Jeśli Adrian żyje, może wiedzieć, co naprawdę wydarzyło się wtedy w Vistula Holding.

— I dlatego uratował mnie w hotelu? — spytała Zofia.

— Być może.

Zofia wstała.

— Tym bardziej chcę tam jechać.

Nie zdołaliśmy jej przekonać do pozostania w klinice. Lekarz zgodził się wypisać ją pod warunkiem, że nie zostanie sama. Pożyczyłam jej ubrania od pielęgniarki. Kiedy zdejmowała suknię ślubną, patrzyła na nią przez dłuższą chwilę, a potem odwróciła wzrok. Nie płakała. To bolało mnie bardziej niż łzy.

Do hotelu dotarliśmy po szóstej rano. Marek wcześniej zabezpieczył mały salon konferencyjny na parterze. Jakub czekał tam sam.

Kiedy Zofia weszła, poderwał się z fotela.

— Zosiu…

Aleksander natychmiast stanął pomiędzy nimi.

— Nie zbliżaj się.

Jakub wyglądał fatalnie. Koszula była pognieciona, włosy rozczochrane, a pod oczami miał ciemne cienie.

— Zofia, proszę, pozwól mi wyjaśnić.

Spojrzała na niego długo.

— Słyszałam cię za drzwiami.

Jakub zbladł.

— Co?

— „Tylko nie bij jej za mocno po twarzy”.

Opuścił głowę.

— Wiem, jak to brzmiało.

— Jak to brzmiało? — Zofia roześmiała się gorzko. — Stałeś za drzwiami, kiedy twoja matka mnie biła.

— Próbowałem ją powstrzymać.

— Nie wszedłeś.

— Bo drzwi były zamknięte.

— Miałeś telefon.

Jakub nie odpowiedział.

Zofia podeszła o krok bliżej.

— Czy wiedziałeś o moich udziałach?

Tym razem jego reakcja wystarczyła.

— Wiedziałeś — powiedziała.

— Dowiedziałem się po zaręczynach.

— Kłamiesz.

— Zosiu…

— Czy poznałeś mnie przypadkiem?

Jakub zacisnął powieki.

— Nie.

Zofia zachwiała się, ale nie pozwoliła mi podejść.

— Powiedz wszystko.

Jakub usiadł.

— Matka dała mi twoje zdjęcie prawie rok temu. Powiedziała, że jesteś córką Aleksandra Lewandowskiego i że powinniśmy się poznać. Miałem tylko zdobyć twoje zaufanie.

— Za ile?

— To nie było takie proste.

— Za ile?!

— Mieli spłacić moje długi.

Zofia odwróciła twarz. Łzy pojawiły się dopiero teraz.

— A ślub?

Jakub milczał.

— Też był częścią umowy?

— Na początku tak.

Słowo „początku” sprawiło, że Zofia spojrzała na niego.

— A potem?

— Potem naprawdę się w tobie zakochałem.

Aleksander prychnął.

— I dlatego pozwoliłeś, żeby ją torturowano?

Jakub poderwał głowę.

— Nie wiedziałem, że ją pobiją! Mówili o podpisach. O presji. Kiedy usłyszałem pierwszy krzyk, chciałem wejść, ale matka zagroziła, że jeśli coś zrobię, Adrian nie zdąży jej wyprowadzić.

Zapadła cisza.

— Adrian? — powiedział Aleksander.

Jakub natychmiast zrozumiał, że powiedział za dużo.

— Skąd go znasz? — zapytał Aleksander.

— Nie mogę.

Aleksander chwycił go za kołnierz.

— Osiemnaście lat uważałem tego człowieka za martwego.

— Aleksander! — krzyknęłam.

Puścił go.

Jakub ciężko oddychał.

— Adrian pracuje dla Heleny.

— Dlaczego więc pomógł Zofii?

— Bo od miesięcy próbuje zebrać dowody przeciwko niej.

Zofia otarła policzki.

— Gdzie jest teraz?

Jakub spojrzał w stronę drzwi.

— Nie wiem. Po tym, jak mnie uwolnił…

Aleksander zesztywniał.

— Ciebie?

Jakub podwinął rękaw. Na jego nadgarstkach zobaczyliśmy świeże ślady po opaskach zaciskowych.

— Moja matka zamknęła mnie w drugim pokoju, kiedy zrozumiała, że próbuję wycofać się z planu.

Nagle ktoś zapukał. Marek wszedł, trzymając telefon.

— Adrian opuścił hotel pięć minut temu. Ale zostawił coś w depozycie.

Położył na stole starą kopertę zaadresowaną odręcznie do Aleksandra.

W środku znajdowało się zdjęcie wykonane siedemnaście lat wcześniej. Rozpoznałam małą Zofię stojącą przed naszym dawnym domem. Obok niej była Helena. Za nimi znajdował się Adrian.

Na odwrocie widniały tylko dwa zdania:

„Aleksandrze, jeśli to czytasz, Helena znowu zaczęła realizować plan. Nie pozwól Zofii skończyć dwudziestu pięciu lat, zanim poznasz prawdę o funduszu.”

Aleksander przeczytał wiadomość dwukrotnie.

— Jakim funduszu? — zapytała Zofia.

Nie odpowiedział.

Tym razem jednak nie dlatego, że coś ukrywał.

Naprawdę nie wiedział.

Jakub spojrzał na fotografię i nagle pobladł.

— Ja wiem.

Wszyscy odwróciliśmy się w jego stronę.

— Widziałem tę nazwę w dokumentach Karoliny — powiedział. — Fundusz Rodzinny Aurelia.

Aleksander oparł się o stół, jakby właśnie usłyszał nazwę, której nigdy więcej nie spodziewał się usłyszeć.

— Aurelia nie istnieje — wyszeptał.

— Istnieje — odpowiedział Jakub. — I według dokumentów jedyną osobą uprawnioną do przejęcia jego aktywów jest Zofia.

— Jakich aktywów?

Jakub spojrzał na nią.

— Nie wiem dokładnie. Widziałem tylko jedną stronę.

— Co na niej było?

Jakub zawahał się.

— Wartość.

Aleksander zrobił krok naprzód.

— Jaka?

— Osiemset czterdzieści milionów złotych.

Zofia znieruchomiała.

Jakub jednak pokręcił głową.

— Tyle że pieniądze nie są najgorszą częścią.

— Co jest gorsze? — zapytałam.

— Przy funduszu była lista nazwisk. Karolina, Helena, kilku prawników, dwóch biznesmenów i jeden człowiek, którego rozpoznałem od razu.

Spojrzał na Aleksandra.

— Ty.

No comments yet