Rozrywka

Na Pogrzebie Ojca Grabarz Wyszeptał Mi, Że Trumna Jest Pusta — I Wręczył Mi Klucz Z Numerem 17

Nie jechaliśmy główną drogą.

Ojciec prowadził nas bocznymi trasami na zachód od Warszawy, zmieniając kierunek co kilka kilometrów, jak człowiek, który przez lata przygotowywał się na dokładnie taki dzień.

Siedziałam z tyłu samochodu i patrzyłam na ekran telefonu agentki ABW.

Moje nazwisko było już wszędzie.

Nie w mediach.

Jeszcze nie.

Ale w zamkniętym systemie wojskowym oznaczono mnie jako osobę wysokiego ryzyka. Moje przepustki zostały anulowane. Dostęp do sieci odcięty. Polecenie zatrzymania trafiło do Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej i kilku jednostek, których dowódcy jeszcze poprzedniego dnia składali mi kondolencje po śmierci ojca.

„Jak szybko mogła to zrobić?” — zapytałam.

Agentka siedząca obok mnie odłożyła telefon.

„Nie zrobiła tego sama.”


Ojciec nie odwrócił głowy.

„Właśnie dlatego przez dwadzieścia dwa lata nie udało mi się zamknąć tej sprawy.”

„Kim są pozostali?”

„Gdybym znał wszystkie nazwiska, nie potrzebowalibyśmy archiwum.”

Spojrzałam na niego w lusterku.

„Ale jakieś znasz.”

Milczał.

„Tato.”

„Znam ludzi, których podejrzewam.”

„Nazwiska.”


„Nie teraz.”

Poczułam przypływ wściekłości.

„Przez trzy dni myślałam, że nie żyjesz. Kilkanaście minut temu dowiedziałam się, że moja matka przez lata kierowała siatką szpiegowską i że ktoś właśnie próbuje zrobić ze mnie zdrajcę. Nie masz już prawa mówić mi: nie teraz.”

Ojciec zwolnił.

Przez chwilę słyszałam tylko szum opon na mokrym asfalcie.

„Generał Wiktor Majewski.”

Serce zamarło mi na ułamek sekundy.

„Nie.”

„Beata...”

„Majewski podpisał moją pierwszą rekomendację na stanowisko dowódcze.”


„Wiem.”

„Był przyjacielem naszej rodziny.”

„Wiem.”

„Był na twoim pogrzebie.”

Ojciec spojrzał na mnie w lusterku.

„Właśnie dlatego go podejrzewałem.”

Przypomniałam sobie twarz generała stojącego przy grobie. Jego dłoń na moim ramieniu. Jego spokojny głos.

Twój ojciec był dobrym człowiekiem. Gdybyś czegokolwiek potrzebowała, zadzwoń.

Nagle każde słowo brzmiało inaczej.

Agentka ABW sięgnęła po czarny rejestr.


„Majewski jest tutaj?”

„Pod pseudonimem” — odpowiedział ojciec. „Kilka transakcji. Kilka dat. Za mało, żeby udowodnić zdradę.”

„A wystarczająco, żeby go obserwować?”

„Od lat.”

Samochód skręcił w wąską drogę prowadzącą między lasami.

„Dokąd jedziemy?” — zapytałam.

„Do starego wojskowego ośrodka łączności.”

„Zlikwidowano go piętnaście lat temu.”

„Oficjalnie.”

Po kolejnych dwudziestu minutach zobaczyłam przed nami zardzewiałą bramę i opuszczony budynek otoczony wysokim ogrodzeniem.


Ojciec zatrzymał samochód.

„Od tej chwili żadnych telefonów.”

Agentka wyjęła baterię ze swojego urządzenia.

Ja zrobiłam to samo.

„Jeżeli archiwum jest tak ważne, dlaczego zostawiłeś je tutaj?”

„Bo nikt nie szuka informacji w miejscu, które uznał za martwe.”

Przeszliśmy przez boczną furtkę.

Trawa sięgała mi niemal do kolan. Okna budynku były zabite deskami, dach częściowo zapadnięty, a na ścianach wciąż widniały wyblakłe wojskowe oznaczenia.

Ojciec poprowadził nas do piwnicy.

Za starą szafą telekomunikacyjną znajdowała się metalowa płyta.


Przyłożył sygnet do małego czytnika.

Usłyszałam kliknięcie.

Ściana odsunęła się o kilka centymetrów.

Za nią znajdowały się wąskie schody prowadzące jeszcze niżej.

„Kto to zbudował?” — zapytałam.

„Nie ja.”

Odwrócił się do mnie.

„Twój dziadek.”

Zatrzymałam się.

„Dziadek Jan?”


„Pod koniec zimnej wojny pracował przy systemach łączności. Wiedział, jak tworzyć miejsca, których nie było na żadnych planach.”

Zeszliśmy na dół.

W niewielkim betonowym pomieszczeniu znajdował się stary terminal, sejf oraz kilka metalowych pudeł.

Ojciec włączył zasilanie awaryjne.

Lampy zamigotały.

„Tutaj przechowywałeś dowody?”

„Kopie.”

„A oryginały?”

„Rozproszone.”

Agentka spojrzała na niego ostro.


„Czyli nawet jeśli ktoś znajdzie to miejsce...”

„Nie dostanie wszystkiego.”

Ojciec otworzył sejf.

W środku znajdowało się kilkanaście nośników danych oraz cienka, czerwona teczka.

Wyjął ją i podał mi.

Na okładce widniało moje nazwisko.

SIKORSKA, BEATA.

Poczułam chłód.

Otworzyłam teczkę.

Pierwszy dokument pochodził sprzed dziewiętnastu lat.


Była to notatka dotycząca mojej kandydatury do programu szkoleniowego, do którego nigdy oficjalnie nie aplikowałam.

Pod spodem znajdował się podpis.

Wiktor Majewski.

Drugi dokument dotyczył mojego pierwszego zagranicznego przydziału.

Trzeci — awansu.

Czwarty — dostępu do informacji niejawnych.

Przy każdym widniały nazwiska ludzi, których znałam i którym ufałam.

„To nie może być prawda.”

Ojciec stanął naprzeciwko mnie.

„Mówiłem ci. Nie stworzyli twojej kariery. Ale kierowali jej trajektorią.”


„Po co?”

„Żebyś pewnego dnia miała dokładnie taki dostęp, jakiego potrzebowali.”

Przewróciłam kolejną stronę.

Na dole dokumentu widniała adnotacja sprzed siedmiu lat.

FAZA KOŃCOWA: AKTYWACJA LUB ELIMINACJA.

Spojrzałam na ojca.

„Co znaczy aktywacja?”

Nie odpowiedział od razu.

Agentka zrobiła to za niego.

„Albo mieli panią zwerbować, albo wykorzystać bez pani wiedzy.”

„A eliminacja?”

Ojciec spuścił wzrok.

„Jeżeli zorientowałabyś się, co się dzieje.”

Cisza w betonowym pomieszczeniu stała się ciężka.

Przypomniałam sobie wszystkie sytuacje z ostatnich lat, które uznawałam za przypadki.

Awarię hamulców przed jedną z odpraw.

Pomyłkę w dokumentacji lotu.

Informację o zmianie trasy konwoju, która dotarła do mnie za późno.

„Próbowali mnie zabić?”

„Dwa razy na pewno.”

Podeszłam do niego.

„I nigdy mi nie powiedziałeś?”

„Gdybym powiedział, zmieniłabyś zachowanie. Oni by to zauważyli.”

„Więc pozwoliłeś mi żyć pośród ludzi, którzy decydowali, czy mam umrzeć?”

„Pilnowałem cię.”

„Z ukrycia?”

„Tak.”

„Jak ojciec czy jak agent?”

To pytanie wreszcie go zraniło.

Widziałam to w jego oczach.

Ale zanim zdążył odpowiedzieć, agentka podniosła rękę.

„Cicho.”

Usłyszałam to sekundę później.

Gdzieś na górze skrzypnęły drzwi.

Potem kroki.

Kilka osób.

Ojciec natychmiast zgasił lampę.

„Nikt nie powinien znać tego miejsca” — wyszeptał.

Wyjęłam broń.

„Najwyraźniej ktoś zna.”

Kroki zbliżały się do ukrytego wejścia.

Agentka zajęła pozycję przy ścianie.

Ojciec sięgnął po jeden z nośników danych i wsunął go do kieszeni.

„Jeśli nas znaleźli, Elżbieta musiała mieć nadajnik.”

„Gdzie?”

„Nie wiem.”

Wtedy z głośnika starego terminala rozległ się trzask.

A po nim głos.

Spokojny.

Znajomy.

„Beata, nie strzelaj.”

Zamarłam.

Generał Wiktor Majewski.

„Przyszedłem sam porozmawiać.”

Ojciec pokręcił głową.

„Kłamie.”

Głos generała rozległ się ponownie.

„Ryszard nie powiedział ci najważniejszego.”

Spojrzałam na ojca.

„Czego?”

Po drugiej stronie drzwi zapadła cisza.

A potem Majewski wypowiedział zdanie, które sprawiło, że ojciec po raz pierwszy wyglądał na naprawdę przestraszonego.

„To nie Elżbieta wydała rozkaz zrobienia z ciebie zdrajcy.”

*Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.*

No comments yet