Kajdanki wbijały mi się w nadgarstki, kiedy prowadzono mnie w stronę czarnego samochodu.
Marek Domański stał kilka metrów dalej i patrzył na mnie z tym samym spokojem, który widziałam na nagraniu.
Nie próbował się ukrywać.
To właśnie było najbardziej niepokojące.
Człowiek oficjalnie martwy od ośmiu lat stał pośrodku operacji Żandarmerii Wojskowej, jakby wciąż posiadał prawo wydawania rozkazów.
Dowódca zespołu otworzył tylne drzwi samochodu.
„Wsiadać.”
Zanim zdążyłam się poruszyć, Domański podszedł bliżej.
„Pułkownik Sikorska.”
Spojrzałam mu prosto w oczy.
„Pan Domański, jak sądzę.”
Na moment jego uśmiech zniknął.
Nie spodziewał się, że znam jego twarz.
„Pani ojciec powiedział pani więcej, niż powinien.”
„Mój ojciec przez ostatnie dwadzieścia lat mówił mi zdecydowanie za mało.”
Domański odzyskał spokój.
„Jeszcze pani zrozumie, że Ryszard nigdy nie był w tej historii bohaterem.”
„A pan?”
„Ja przynajmniej nigdy nie udawałem, że kierują mną uczucia.”
Pochylił się lekko.
„Proszę wsiąść do samochodu.”
Nie ruszyłam się.
„Dokąd mnie zabieracie?”
Dowódca żandarmerii odpowiedział natychmiast.
„Do zabezpieczonego ośrodka przesłuchań.”
Spojrzałam na Domańskiego.
„Którego nie ma w oficjalnym wykazie?”
Żandarm drgnął.
Drobny ruch.
Ale zauważyłam go.
Domański również.
„Pułkownik jest zdenerwowana” — powiedział. „Proszę wykonać procedurę.”
Dowódca położył dłoń na moim ramieniu.
Wtedy z budynku dobiegł krzyk.
„Stójcie!”
Agentka ABW wyszła pierwsza, z rękami uniesionymi wysoko.
Za nią prowadzono Majewskiego i ojca.
„Zatrzymani zabezpieczeni!” — zawołał jeden z żandarmów.
Agentka spojrzała na mnie.
Potem na dowódcę.
„Kapitanie, proszę sprawdzić swój terminal.”
„Nie teraz.”
„Jeżeli nie sprawdzi pan teraz, za pięć minut może pan odpowiadać za bezprawne zatrzymanie oficera Wojska Polskiego.”
Domański zrobił krok w jej stronę.
„Telefon został skonfiskowany.”
„Nie potrzebuję telefonu.”
Uśmiechnęła się chłodno.
„Potrzebuje go pan.”
Dowódca zawahał się.
Domański powiedział ostro:
„Kontynuować transport.”
I właśnie wtedy z radiostacji jednego z żandarmów rozległ się głos.
„Wstrzymać przemieszczanie zatrzymanych. Powtarzam: wstrzymać transport pułkownik Sikorskiej.”
Wszyscy zamarli.
Dowódca chwycił radio.
„Potwierdzić źródło.”
„Rozkaz prokuratora wojskowego. Materiał dowodowy dotyczący Operacji Latarnia wpłynął jednocześnie do kilku instytucji. Wszystkie osoby obecne na miejscu mają pozostać do czasu przyjazdu zespołu specjalnego.”
Spojrzałam na agentkę.
Pakiety dotarły.
Domański odwrócił się powoli.
Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach prawdziwy gniew.
„Kto wysłał dane?”
Nikt nie odpowiedział.
Spojrzał na mnie.
„Pani?”
„Mówił pan, że moja największa wartość to wiarygodność.”
Zrobiłam krok w jego stronę, na tyle, na ile pozwalały kajdanki.
„Postanowiłam jej użyć.”
Domański nic nie powiedział.
Ale wiedziałam, że właśnie stracił coś ważniejszego niż jedno archiwum.
Monopol na prawdę.
Kilka minut później teren ośrodka został całkowicie zamknięty.
Przyjechały dwa kolejne zespoły, tym razem z identyfikacją, której Domański nie kontrolował.
Zdjęto mi kajdanki, ale nadal nie mogłam odejść.
Nikt nie mógł.
W niewielkim pomieszczeniu na parterze usadzono mnie naprzeciwko ojca i Majewskiego.
Agentka ABW stała przy drzwiach.
„Musimy uporządkować to, co mamy” — powiedziałam.
Ojciec spojrzał na mnie.
„Teraz?”
„Właśnie teraz. Zanim zaczną nas rozdzielać.”
Wyjęłam czerwony segregator, który zabezpieczył zespół prokuratorski.
„Mamy Latarnię. Mamy podpisy twoje, Majewskiego i Domańskiego. Mamy nagranie matki. Mamy indeks transakcji.”
Majewski skinął głową.
„Ale nadal nie mamy bezpośredniego dowodu, kto wykonywał polecenia Domańskiego.”
„Mamy.”
Obaj spojrzeli na mnie.
„Fotografie z boksu numer 17.”
Ojciec zmarszczył brwi.
„Zostały skasowane.”
„Cyfrowe dane tak.”
Położyłam na stole pożółkłą kopertę, którą dał mi grabarz.
„Ale nie papier.”
Rozdarłam wewnętrzną podszewkę koperty.
Ojciec patrzył na mnie z niedowierzaniem.
W środku znajdował się cienki pasek mikrofilmu.
„Zauważyłam nierówność jeszcze w samochodzie po pogrzebie” — powiedziałam. „Nie wiedziałam, co to jest.”
Ryszard zamknął oczy.
„Grabarz.”
„Dałeś mu to?”
„Dałem mu kopertę dwadzieścia lat temu. Ale nie mikrofilm.”
Agentka wzięła pasek ostrożnie.
„Czyli ktoś umieścił go później.”
Pomyślałam o słowach grabarza.
Dał mi ją dwadzieścia lat temu. Powiedział, że będę dokładnie wiedział, kiedy mam ci ją przekazać.
„On wiedział więcej.”
Ojciec spojrzał na mnie.
„Albo ktoś się z nim skontaktował.”
Agentka znalazła w starym wyposażeniu czytnik optyczny.
Po kilku minutach na ekranie pojawiły się pierwsze kadry.
Zdjęcia.
Dokumenty.
Listy.
A potem skan wiadomości.
Nadawca: ELŻBIETA.
Odbiorca: RYSZARD.
Data sprzed siedmiu lat.
Jeśli Beata ma przeżyć, musimy pozwolić Markowi uwierzyć, że Latarnia nadal działa. Nie ufaj Wiktorowi. On nie wie, kto w jego otoczeniu pracuje dla Marka.
Majewski pobladł.
„Nigdy tego nie widziałem.”
Przewinęłam dalej.
Kolejna wiadomość.
Tym razem od matki do grabarza.
Jeśli Ryszard zrealizuje plan pogrzebu, przekaż Beacie kopertę. Nie pozwól jej wrócić do domu. Jeśli wszystko pójdzie źle, mikrofilm będzie jedyną kopią, której Marek nie zna.
Spojrzałam na ojca.
„Mama przygotowała zabezpieczenie.”
„Tak.”
„Czyli w boksie nie próbowała odzyskać dowodów.”
Ryszard powoli pokręcił głową.
„Próbowała zmusić Domańskiego, żeby uwierzył, że nadal pracuje dla niego.”
Agentka przewinęła kolejne klatki.
Ostatnia fotografia przedstawiała listę nazwisk.
Przy każdym znajdował się kryptonim.
Kilka rozpoznawałam.
Oficerowie.
Urzędnicy.
Ludzie związani z firmami zbrojeniowymi.
Przy jednym nazwisku widniała czerwona adnotacja.
M. DOMAŃSKI — NADZÓR.
Pod spodem:
E. SIKORSKA — PODWÓJNE ŹRÓDŁO. NIE UJAWNIAĆ.
Serce zabiło mi mocniej.
„Podwójne źródło?”
Ojciec patrzył na ekran.
„Elżbieta przez ostatnie lata przekazywała mi informacje z wnętrza siatki.”
„A scena w boksie?”
„Domański musiał wierzyć, że nadal jest po jego stronie.”
Przypomniałam sobie broń skierowaną na agentkę.
Zimny głos matki.
Jej ostrzeżenie wysłane przed moim wejściem.
Beata, wyjdź stamtąd natychmiast. Twój ojciec cię okłamał.
To nie było polecenie.
To była próba ratunku.
„Gdzie ona jest?”
Nikt nie odpowiedział.
Agentka przewinęła mikrofilm do końca.
Ostatni kadr zawierał adres i godzinę.
Dzisiejsza data.
23:30.
Pod spodem jedno zdanie napisane ręką matki:
JEŚLI BEATA DOTRZE AŻ TUTAJ, NIECH PRZYJEDZIE SAMA. MAREK WRESZCIE POKAŻE JEJ ARCHIWUM.
Spojrzałam na zegarek.
22:46.
Mieliśmy czterdzieści cztery minuty.
Ojciec poderwał się.
„Nie pojedziesz.”
„Właśnie dlatego muszę.”
„To może być pułapka.”
„Oczywiście, że jest.”
Wstałam.
„Ale pierwszy raz od początku tej historii wiem, że to nie ja jestem przynętą.”
Spojrzałam na adres.
„Jest nią moja matka.”
*Ciąg dalszy — kliknij Część 8, aby czytać dalej.*







No comments yet