Rozrywka

Na Pogrzebie Ojca Grabarz Wyszeptał Mi, Że Trumna Jest Pusta — I Wręczył Mi Klucz Z Numerem 17

Adres prowadził do opuszczonego kompleksu przemysłowego na obrzeżach Warszawy.

O 23:27 zatrzymałam samochód kilkaset metrów od głównej bramy.

Ojciec chciał jechać ze mną.

Agentka ABW również.

Odmówiłam.

Nie dlatego, że ufałam wiadomości matki.

Właśnie dlatego, że jej nie ufałam.

Jeżeli Domański obserwował teren, musiał zobaczyć dokładnie to, czego oczekiwał: Beatę Sikorską przyjeżdżającą samotnie po kobietę, którą jeszcze kilka godzin wcześniej uważała za zdrajczynię.

Przed wyjściem agentka podała mi niewielki nadajnik.

„Nie będziemy wchodzić, dopóki pani nie da sygnału.”


Spojrzałam na ojca.

„Tym razem nie podejmujesz decyzji za mnie.”

Ryszard skinął głową.

„Tym razem nie.”

O 23:30 przekroczyłam bramę.

W głębi hali paliło się pojedyncze światło.

Szłam powoli.

Bez wyciągniętej broni.

Każdy krok odbijał się echem od betonowych ścian.

Na środku pomieszczenia stała moja matka.


Elżbieta miała związane ręce.

Na jej skroni widniała zaschnięta krew.

Kilka metrów dalej stał Domański.

„Punktualna” — powiedział.

„Puść ją.”

Uśmiechnął się.

„Jeszcze kilka godzin temu była pani przekonana, że kierowała organizacją, która próbowała zniszczyć pani życie.”

„Pan chciał, żebym tak myślała.”

„A jednak działało.”

Matka podniosła głowę.


„Beata, nie słuchaj go.”

Domański wyciągnął broń i przyłożył ją do jej pleców.

„Przez dwadzieścia lat cała wasza rodzina popełniała ten sam błąd. Każde z was uważało, że jest sprytniejsze ode mnie.”

„A jednak nadal potrzebuje pan mnie.”

Po raz pierwszy jego twarz stężała.

„Tak.”

„Dlaczego?”

Wskazał stalowe drzwi znajdujące się za nim.

„Archiwum.”

Nie ruszyłam się.


„To, o którym mówił mój ojciec?”

„Oryginalne.”

Wyjął z kieszeni małe urządzenie.

„Przelewy. Nagrania. Tożsamości. Rozkazy. Kontakty zagraniczne. Wszystko, czego Ryszard szukał przez ponad dwie dekady.”

„Dlaczego trzymał pan to w jednym miejscu?”

„Nie trzymałem.”

Domański spojrzał na mnie z satysfakcją.

„Dane zostały rozproszone dokładnie tak, jak robił to pani ojciec. To tutaj znajduje się system pozwalający je połączyć.”

Wreszcie zrozumiałam.

„Potrzebuje pan autoryzacji.”


„Potrzebuję pani.”

Matka szarpnęła się.

„Nie rób tego.”

Domański mocniej przycisnął broń do jej pleców.

„Pułkownik Sikorska przez lata otrzymywała dostęp do kolejnych systemów. Jej profil wojskowy został wykorzystany do stworzenia klucza autoryzacyjnego Latarni.”

Przypomniałam sobie jego nagranie.

Nie potrzebowaliśmy kraść pani tożsamości. Wystarczyło ją odtworzyć.

„Ale coś się nie udało.”

Domański nie odpowiedział.

Uśmiechnęłam się.


„Możecie fałszować moje podpisy. Odtworzyć certyfikaty. Przejąć konta. Ale archiwum wymaga czegoś, czego nie dało się skopiować.”

Cisza była odpowiedzią.

„Dlatego przez cały dzień próbowaliście mnie doprowadzić tutaj żywą.”

Matka spojrzała na mnie.

Domański uniósł broń.

„Proszę podejść do drzwi.”

Zrobiłam to.

Obok zamka znajdował się stary czytnik biometryczny.

„Dłoń.”

Przyłożyłam rękę.


Czytnik zapiszczał.

AUTORYZACJA CZĘŚCIOWA.

Na drugim ekranie pojawiło się żądanie kodu.

Spojrzałam na Domańskiego.

„Nie znam go.”

„Zna pani.”

„Nie.”

„Ryszard dał pani klucz.”

Mosiężny klucz.

Numer 17.


Nagle zrozumiałam.

Wyjęłam go z kieszeni.

Na pierwszy rzut oka numer wyglądał jak zwykłe oznaczenie boksu.

Ale pod światłem czytnika zobaczyłam drobne nacięcia biegnące wzdłuż krawędzi.

Kod mechaniczny.

Ojciec przez cały czas nosił ostatnią część systemu przy mnie.

Domański wyciągnął rękę.

„Klucz.”

„Jeśli go panu dam, zabije pan nas obie.”

„Jeśli mi go pani nie da, zacznę od pani matki.”


Elżbieta spojrzała mi prosto w oczy.

„Nie oddawaj mu go.”

„Mamo...”

„Przez siedem lat próbowałam naprawić to, w czym wcześniej uczestniczyłam.”

Jej głos zadrżał.

„Na początku naprawdę chciałam tylko cię chronić. Potem zaczęłam wierzyć, że mogę kontrolować tych ludzi. W końcu sama stałam się częścią tego, z czym miałam walczyć.”

Łzy pojawiły się w jej oczach.

„Nie pozwól, żeby moje błędy stały się twoimi.”

Domański uderzył ją rękojeścią broni.

„Dosyć.”


Poczułam, jak wszystko we mnie krzyczy, żeby ruszyć.

Ale nie zrobiłam tego.

„Dobrze.”

Podniosłam klucz.

„Otworzę archiwum.”

Domański wskazał terminal.

Wsunęłam mosiężny klucz w szczelinę.

System uruchomił się.

Na ekranach zaczęły pojawiać się pliki.

Tysiące.

Nazwiska.

Daty.

Operacje.

Przelewy.

Nagrania.

Domański patrzył na nie niemal z zachwytem.

„Wreszcie.”

Ale ja patrzyłam na coś innego.

W prawym dolnym rogu ekranu widniała funkcja, której wcześniej nie zauważył.

SYNCHRONIZACJA ZEWNĘTRZNA.

Ojciec nie dał mi tylko klucza.

Dał mi mechanizm zabezpieczający archiwum.

Nacisnęłam klawisz.

Domański natychmiast zauważył zmianę.

„Co pani zrobiła?”

„To, czego nauczyliście mnie wszyscy.”

Na ekranie pojawił się komunikat.

KOPIOWANIE DO WĘZŁÓW ZAPASOWYCH.

5%.

Domański rzucił się do terminala.

Zastąpiłam mu drogę.

„Przerwij to!”

„Nie.”

15%.

Podniósł broń.

Matka uderzyła go związanymi rękami w ramię.

Strzał huknął.

Elżbieta upadła.

„Mamo!”

Domański odwrócił broń w moją stronę.

25%.

Rzuciłam się na niego.

Uderzyliśmy o metalowy stół.

Broń wypadła mu z ręki.

Walcząc, próbował dosięgnąć terminala.

35%.

„Nie rozumiesz!” — krzyknął. „Jeżeli te dane wyjdą, upadną ludzie, instytucje, całe struktury!”

„Właśnie dlatego muszą wyjść.”

45%.

Uderzył mnie łokciem.

Upadłam.

Domański dopadł terminala i wpisał komendę.

TRANSFER ZATRZYMANY.

49%.

Uśmiechnął się.

„Za późno.”

Wtedy usłyszeliśmy głos matki.

„Dla ciebie.”

Leżała na podłodze, przyciskając dłoń do zakrwawionego boku.

W drugiej dłoni trzymała urządzenie Domańskiego.

Nacisnęła przycisk.

TRANSFER WZNOWIONY.

56%.

Domański rzucił się w jej stronę.

Wyciągnęłam broń, która leżała kilka metrów ode mnie.

„Ani kroku.”

Zatrzymał się.

67%.

Z zewnątrz dobiegły pierwsze odgłosy samochodów.

Domański spojrzał na mnie.

„Wezwałaś ich.”

„Nie.”

Spojrzałam na matkę.

„Ona to zrobiła.”

Elżbieta uśmiechnęła się słabo.

78%.

Domański zaczął się śmiać.

„Myślicie, że jedno archiwum wszystko zakończy?”

„Nie.”

Trzymałam go na muszce.

„Ale wystarczy, żeby zaczęło się coś, czego przez dwadzieścia dwa lata najbardziej się pan bał.”

„Co?”

89%.

„Śledztwo, którego nie będzie pan kontrolował.”

Drzwi hali eksplodowały do środka.

Wpadli uzbrojeni funkcjonariusze.

Za nimi zobaczyłam agentkę ABW.

A potem ojca.

Domański wykonał gwałtowny ruch w stronę broni.

„Nie!” — krzyknęłam.

Ryszard rzucił się naprzód.

Padł strzał.

Nie wiedziałam, kto strzelił.

Zobaczyłam tylko, jak ktoś osuwa się na beton.

Na ekranie terminala pojawiło się:

99%.

A potem wszystkie światła zgasły.

*Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby czytać dalej.*

No comments yet