Rozrywka

Na Pogrzebie Ojca Grabarz Wyszeptał Mi, Że Trumna Jest Pusta — I Wręczył Mi Klucz Z Numerem 17

Ekran starego terminala drżał lekko, jakby nawet urządzenie pamiętało, że nie powinno już działać.

Marek Domański patrzył prosto w kamerę.

„Teraz może pani wreszcie dowiedzieć się, dlaczego od początku potrzebowaliśmy właśnie pani.”

Za moimi plecami ponownie usłyszałam samochody.

Tym razem były bliżej.

Ojciec podszedł do terminala.

„Wyłącz to.”

„Nie” — powiedziałam.

„Beata.”

„Przez dwadzieścia lat wszyscy decydowaliście, czego nie powinnam wiedzieć. Teraz będę słuchać.”


Na nagraniu Domański uśmiechnął się niemal życzliwie.

„Pani ojciec prawdopodobnie powiedział pani, że została pani wybrana ze względu na dostęp do informacji niejawnych.”

Spojrzałam na Ryszarda.

„To prawda” — mówił dalej Domański. „Ale tylko częściowo.”

Obok mnie Majewski zacisnął szczękę.

„Boże.”

„Wie pan, co powie?” — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Domański kontynuował.

„Prawdziwą wartością pułkownik Sikorskiej nigdy nie były dokumenty, które mogła przeczytać. Była nią wiarygodność.”


Na ekranie pojawiły się moje stare zdjęcia.

Akademia.

Pierwsza misja.

Kolejne awanse.

Ceremonie.

Odprawy.

Uściski dłoni z ludźmi, których nazwiska znała cała armia.

„Każdego roku budowała pani coś, czego nie można kupić” — powiedział. „Reputację.”

Poczułam niepokój.

„Do czego?”


Ojciec spojrzał na mnie.

Już wiedział.

Domański odpowiedział kilka sekund później.

„Do dnia, w którym wszyscy będą musieli uwierzyć, że zdradziła pani własny kraj.”

Na ekranie pojawił się schemat.

Nie rozumiałam go od razu.

Setki przelewów.

Numery transportów.

Daty przekazania danych.

Nazwiska.


A obok nich elektroniczne podpisy.

Moje.

„Nie.”

Podeszłam bliżej.

„To niemożliwe.”

Agentka ABW nachyliła się nad monitorem.

„Wygląda autentycznie.”

„Ale ja nigdy tego nie podpisałam.”

„Wiem.”

Na nagraniu Domański mówił dalej.


„Przez lata zbieraliśmy próbki pani podpisów elektronicznych, wzorce autoryzacji, dane z systemów, do których miała pani legalny dostęp. Nie musieliśmy kraść pani tożsamości.”

Zrobił krótką pauzę.

„Wystarczyło ją odtworzyć.”

Poczułam, jak robi mi się zimno.

Wszystko, co mówił, pasowało do alarmu wysłanego po naszej ucieczce z boksu.

To nie był improwizowany atak.

To była przygotowana wersja mojego życia.

Majewski zbliżył się do ekranu.

„I dlatego potrzebował pogrzebu.”

Ojciec spojrzał na niego.


„Tak.”

Odwróciłam się.

„Wyjaśnij.”

Ryszard westchnął.

„Domański potrzebował chwili, w której będziesz emocjonalnie rozbita, poza normalnym rytmem służby i otoczona ludźmi, którzy później potwierdzą, że zachowywałaś się inaczej.”

„Pogrzeb miał być częścią dowodu?”

„Częścią narracji.”

Zrozumiałam.

„Pogrążona w żałobie pułkownik traci kontrolę. Ucieka. Wyłącza telefon. Znajdują dokumenty świadczące o zdradzie.”

Agentka skinęła głową.


„A teraz dodatkowo unika zatrzymania.”

Domański uśmiechnął się na ekranie.

„Jeżeli pani to ogląda, prawdopodobnie została już wydana decyzja o pani zatrzymaniu. Proszę zauważyć, jak łatwo jest zmienić bohatera w podejrzanego.”

W oddali trzasnęły drzwi wejściowe.

Ojciec zgasił główne światło.

Na korytarzu rozległy się głosy.

„Żandarmeria Wojskowa! Proszę pozostać na miejscu!”

Spojrzałam na agentkę.

„Jeśli się poddam?”

„Zabiorą panią na przesłuchanie.”


„A potem?”

Milczała.

Majewski odpowiedział.

„Jeśli Domański ma ludzi w systemie, nigdy nie dotrzesz do oficjalnego przesłuchania.”

Ojciec wskazał małe tylne drzwi.

„Jest wyjście techniczne.”

Nie ruszyłam się.

„Nie.”

„Beata, nie mamy czasu.”

„Właśnie dlatego nie będziemy znowu uciekać.”


Ryszard spojrzał na mnie jak na szaloną.

„Cały plan Domańskiego opiera się na tym, że wszyscy zobaczą cię jako uciekinierkę.”

„Wiem.”

„Więc?”

Spojrzałam na ekran.

Domański mówił dalej, przekonany, że prowadzę dokładnie tę grę, którą zaplanował.

„Jeżeli będzie pani uciekać, potwierdzi pani nasze dowody. Jeśli się pani podda, my zdecydujemy, jakie informacje trafią do śledczych.”

Zamarłam.

To było to.

Nie dawał mi wyboru.


Przynajmniej tak mu się wydawało.

Podeszłam do agentki ABW.

„Czy możemy wysłać pliki z tego terminala?”

„Nie bez ujawnienia lokalizacji.”

„Już ją znają.”

Spojrzała na mnie i zrozumiała.

„Do kogo?”

„Do wszystkich, których nie kontrolują.”

Ojciec pokręcił głową.

„Nie wiemy, komu ufać.”

„Więc nie będziemy ufać jednej osobie.”

Usiadłam przed terminalem.

„Wyślemy kopię dokumentów jednocześnie do kilku niezależnych jednostek kontrolnych, prokuratury i wewnętrznego audytu.”

Majewski zmarszczył brwi.

„Jeśli materiały są częściowo sfałszowane, pogrążysz samą siebie.”

„Dlatego nie wyślę tylko materiałów o mnie.”

Spojrzałam na ojca.

„Wyślę Latarnię.”

Ryszard pobladł.

„To ujawni również moją rolę.”

„Tak.”

„I Majewskiego.”

„Tak.”

Generał patrzył na mnie kilka sekund.

Potem powoli skinął głową.

„Zrób to.”

Ojciec nie powiedział nic.

Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach coś, czego wcześniej nie było.

Nie strach przed Domańskim.

Strach przed konsekwencjami własnych decyzji.

„Jeśli chcemy zniszczyć tę siatkę” — powiedziałam — „nie możemy ocalić siebie kosztem prawdy.”

Agentka zaczęła kopiować dane.

Na górze słychać było coraz więcej kroków.

„Trzydzieści sekund” — powiedziała.

Ojciec podszedł do czerwonej teczki.

„Jest jeszcze coś.”

Wyjął z niej małą kartę pamięci.

„Co?”

„Ostatnia kopia rozmowy z Elżbietą sprzed dwóch dni.”

Spojrzałam na niego.

„Rozmawiałeś z mamą przed własną śmiercią?”

„Tak.”

„I nie powiedziałeś nam?”

„Bo do tej pory nie wiedziałem, czy ona nadal próbuje mnie chronić, czy już pracuje wyłącznie dla Domańskiego.”

Agentka włożyła kartę do terminala.

Nagranie rozpoczęło się natychmiast.

Głos matki.

Zmęczony.

Drżący.

„Ryszard, on już wie, że planujesz pogrzeb.”

Potem głos ojca.

„Kto?”

Krótka cisza.

„Marek.”

„Skąd?”

„Bo to on podsunął ci pomysł.”

Spojrzałam na ojca.

Ryszard zesztywniał.

Na nagraniu zapadła kolejna cisza.

Matka mówiła dalej.

„Myślisz, że sam zdecydowałeś się upozorować śmierć. To nieprawda. Człowiek, który przekazał ci informację o planowanym zamachu, pracuje dla niego.”

Ojciec wyszeptał:

„Niemożliwe.”

„Właśnie dlatego musisz przerwać wszystko.”

Nagranie urwało się.

Spojrzałam na Ryszarda.

„Dlaczego mimo tego zrobiłeś pogrzeb?”

„Nie usłyszałem tej części.”

„Co?”

„Nagranie, które wtedy dostałem, kończyło się wcześniej.”

Agentka szybko sprawdziła plik.

„Ktoś usunął ostatnie czterdzieści sekund i zostawił je tylko na tej karcie.”

Wtedy zrozumiałam coś jeszcze.

„Mama wiedziała, że Domański kontroluje cały plan.”

„Tak” — powiedział Majewski.

„Dlatego kazała mi wyjść z boksu.”

Ojciec spojrzał na mnie.

„Możliwe.”

„I dlatego pojawiła się z bronią. Nie po dowody.”

Agentka dokończyła.

„Po panią.”

Z góry dobiegł huk.

Ktoś rozpoczął otwieranie ukrytego wejścia.

„Kopiowanie zakończone” — powiedziała agentka.

Nacisnęłam przycisk wysyłania.

Pasek postępu ruszył.

10%.

22%.

37%.

Wtedy wszystkie światła zgasły.

Terminal przeszedł na zasilanie awaryjne.

52%.

„Odcięli prąd” — powiedział Majewski.

68%.

W korytarzu rozległ się metaliczny trzask.

82%.

Ojciec wyciągnął broń.

„Beata, musimy iść.”

93%.

Na ekranie pojawił się błąd.

TRANSMISJA PRZERWANA.

„Nie!” — krzyknęłam.

Agentka zaczęła sprawdzać logi.

Po kilku sekundach podniosła wzrok.

„Większość pakietów wyszła.”

„Ile?”

„Nie wiem.”

Na schodach pojawiło się światło latarek.

A potem usłyszeliśmy głos dowódcy zespołu.

„Pułkownik Sikorska! Broń na ziemię!”

Podniosłam ręce.

Ojciec chwycił mnie za ramię.

„Co robisz?”

„Przestaję uciekać.”

„Beata...”

„Jeśli pliki dotarły choć do jednej właściwej osoby, Domański właśnie stracił kontrolę nad historią.”

Odłożyłam pistolet na podłogę.

Wyszłam pierwsza.

Trzech żandarmów celowało we mnie.

Dowódca podszedł i założył mi kajdanki.

„Pułkownik Beata Sikorska, jest pani zatrzymana w związku z podejrzeniem szpiegostwa oraz ujawnienia informacji niejawnych.”

„Rozumiem.”

Prowadzili mnie schodami na górę.

Przy wyjściu zobaczyłam czarne samochody.

I człowieka stojącego między nimi.

Nie miał munduru.

Siwe włosy.

Spokojna twarz.

Dokładnie taka jak na nagraniu.

Marek Domański.

Oficjalnie martwy od ośmiu lat.

Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.

Wtedy zrozumiałam.

Nie przyjechał sprawdzić, czy mnie zatrzymano.

Przyjechał, ponieważ był pewien, że nadal kontroluje ludzi, którzy mnie właśnie zakuli.

A ja po raz pierwszy wiedziałam coś, czego on nie wiedział.

Część jego archiwum mogła już znajdować się poza jego zasięgiem.

*Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.*

No comments yet