Rozrywka

Pięć minut po rozwodzie ojciec kazał mi zmienić wszystkie PIN-y. Wieczorem karta mojego byłego została odrzucona

Przez kilka sekund nie słyszałam nic poza własnym oddechem.

Sześć słów na odwrocie zdjęcia mojej matki wyglądało tak, jakby ktoś wypalił je w papierze.

**Zmienisz PIN-y, a ona zginie.**

— Gdzie jest mama? — zapytałam.

Ojciec już sięgał po telefon.

— Dzisiaj rano miała jechać do Konstancina. Spotkanie z księgową fundacji.

— Sama?

Nie odpowiedział.

To wystarczyło.

Wybrałam numer mamy.


Jeden sygnał.

Drugi.

Trzeci.

Potem poczta głosowa.

Spróbowałam ponownie.

Bez odpowiedzi.

Ryszard Majewski nie był człowiekiem, którego łatwo było przestraszyć. Przez trzydzieści dwa lata widziałam, jak reagował na groźby, kontrole, przeszukania i ludzi przekonanych, że pieniądze chronią ich przed konsekwencjami.

Tym razem jednak jego palce drżały.

— Tato.

— Nie dzwoń więcej.


Spojrzałam na niego.

— Dlaczego?

— Jeśli mają jej telefon, każde połączenie mówi im, że wiemy.

Wziął czarną kopertę za krawędzie i położył ją na pustej części stołu.

— Nie dotykaj już niczego.

— To Daniel przysłał zdjęcie.

— Daniel zaadresował kopertę. To nie znaczy, że ją wysłał.

Wstał i podszedł do okna.

Na podjeździe stał samochód kuriera, ale kierowcy już nie było.

— Zapamiętałaś twarz?


— Mężczyzna. Około czterdziestki. Czapka. Kurtka kurierska.

— Firma?

Zawahałam się.

Nie było żadnego logo.

Ojciec zamknął oczy.

— To nie był kurier.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, jego telefon zawibrował.

Spojrzał na ekran.

Numer zastrzeżony.

Odebrał bez słowa.


Przez chwilę ktoś milczał po drugiej stronie.

Potem usłyszałam głos mężczyzny.

— Ryszard.

Ojciec zesztywniał.

Nie potrzebowałam wyjaśnień.

Widziałam jego twarz.

— Tomasz — powiedział.

Mężczyzna zaśmiał się cicho.

— Minęło dwanaście lat, a ty nadal odbierasz telefony jak urzędnik.

Ojciec włączył głośnik.


— Gdzie jest Anna?

Moja matka.

Pierwszy raz tego wieczoru ktoś wypowiedział jej imię.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Bezpieczna.

— Chcę ją usłyszeć.

— Nie jesteś w pozycji, żeby stawiać warunki.

Poczułam, jak coś zimnego zaciska mi się wokół żołądka.

— To mnie chcecie — powiedziałam. — Nie jego.

Tomasz umilkł.


Potem jego głos zmienił się.

— Emilia.

Powiedział moje imię tak, jakby znał mnie od dawna.

— Daniel zawsze mówił, że jesteś mądrzejsza, niż wyglądasz.

— Daniel dużo mówi.

— I dlatego teraz siedzi w klubie otoczony ochroną, podczas gdy jego kochanka próbuje znaleźć kogoś, kto zapłaci za ich kolację.

Mój ojciec spojrzał na mnie.

Tomasz wiedział, co działo się w Aurum House.

W tej chwili.

— Czego chcecie? — zapytałam.


— Tego, co Ryszard ukradł mnie dwanaście lat temu.

Ojciec zacisnął szczękę.

— Niczego ci nie ukradłem.

— W takim razie powiedz córce prawdę.

Połączenie zostało przerwane.

Przez kilka sekund staliśmy w absolutnej ciszy.

— Jaką prawdę? — zapytałam.

Ojciec nie odpowiedział od razu.

Usiadł.

Wyglądał nagle o dziesięć lat starzej.


— W roku, w którym Tomasz zniknął, prowadziłem sprawę dotyczącą sieci firm-słupów. Pieniądze przechodziły przez Polskę, Szwajcarię i Liechtenstein.

— I?

— Dokumenty wskazywały na ludzi wysoko postawionych. Bardzo wysoko.

— Tomasz ukradł dowody.

— Tak wszyscy myśleli.

— A ty?

Ojciec spojrzał mi w oczy.

— Ja wiedziałem, że skopiował je przed zniknięciem.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

— Gdzie są?


— Nie wiem.

— Właśnie usłyszałam, że Daniel ożenił się ze mną, żeby znaleźć coś, co według Tomasza ukryłeś. Teraz mama zniknęła. Nie mów mi, że nie wiesz.

Ojciec odsunął filiżankę.

— Nie wiem, gdzie są kopie.

— Ale?

Długa cisza.

— Wiem, czego szukają.

Wyjął z kieszeni stary metalowy klucz.

Mały.

Mosiężny.


Na jego główce wygrawerowane były trzy cyfry.

**417.**

— Co to jest?

— Klucz do skrytki, której formalnie nie ma.

— Gdzie?

— W Warszawie.

Wyciągnęłam rękę.

Ojciec nie oddał mi klucza.

— Jeśli Tomasz ma twoją matkę, to znaczy, że obserwował nas dłużej, niż przypuszczałem.

— A Daniel?

— Daniel był narzędziem.

— Narzędziem, które ukradło z mojej firmy ponad dwadzieścia pięć milionów złotych.

— Pieniądze były testem.

— Jakim testem?

— Czy zauważysz. Czy będziesz kontrolowała rachunki. Czy zmienisz zabezpieczenia. Czy po rozwodzie odetniesz mu dostęp.

Spojrzałam na telefon.

Alerty nagle przestały przychodzić.

— Czyli dzisiejszy wieczór nie był przypadkiem.

Ojciec pokręcił głową.

— Nie.

W tej samej chwili mój telefon zawibrował.

Nieznany numer.

Wiadomość zawierała tylko jedno zdjęcie.

Moja matka siedziała na krześle w niewielkim pokoju.

Była żywa.

Nie widziałam krwi.

Ale jej ręce były związane przed sobą.

Za nią znajdowała się szara ściana i zegar.

21:18.

Pod zdjęciem widniała wiadomość.

**Jutro. 09:00. Skrytka 417. Przynieś klucz. Sama.**

Ojciec przeczytał ją nad moim ramieniem.

— Nie pójdziesz.

— Pójdę.

— Emilia, właśnie dlatego zabrali twoją matkę. Chcą, żebyś działała emocjonalnie.

— Więc zrobię coś przeciwnego.

Spojrzał na mnie.

— Co?

Wzięłam szarą teczkę i wyjęłam dokumenty dotyczące firmy brata Weroniki.

Przelewy.

Daty.

Numery rachunków.

Fałszywe faktury.

— Jeśli Daniel przez miesiące pracował dla Tomasza, musiał się z nim kontaktować.

Ojciec powoli skinął głową.

— Tak.

— A jeśli kilka godzin temu jego konta zostały zamrożone...

Zaczęłam rozumieć.

— ...to nie ma już pieniędzy, którymi mógłby kupić sobie ochronę.

Po raz pierwszy od otrzymania zdjęcia ojciec uśmiechnął się.

Bardzo lekko.

— Dokąd jedziesz?

Wstałam i wzięłam płaszcz.

— Do Aurum House.

— Po co?

Spojrzałam na mosiężny klucz w jego dłoni.

— Daniel chciał świętować nową przyszłość.

Otworzyłam drzwi.

— Zamierzam dowiedzieć się, jak bardzo chce ją jeszcze zobaczyć.

Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 4, aby czytać dalej.

No comments yet