Ojciec wybrał numer funkcjonariusza eskortującego mamę, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
— Zmieńcie trasę — rzucił. — Natychmiast. Nie jedźcie do domu ani na komisariat wskazany wcześniej. I sprawdźcie samochód pod kątem nadajników.
Przez kilka sekund słuchał.
— Nie, nie tłumaczę tego przez telefon. Po prostu to zróbcie.
Rozłączył się.
— Co mama ma przy sobie? — zapytałam.
— Niczego, co uważałaby za ważne.
— To nie jest odpowiedź.
Ojciec oparł dłonie o kierownicę.
— Jej obrączka.
Spojrzałam na niego.
— Obrączka?
— Wewnętrzna część została wymieniona jedenaście lat temu. Jest w niej mikroelement z drugim fragmentem klucza.
Nie wiedziałam, czy bardziej chcę krzyczeć, czy się śmiać.
— Przez jedenaście lat nosiła część dostępu do dowodów przeciwko ludziom, o których nawet nie wiedziała?
— Wiedziała, że obrączka ma znaczenie.
— Ale nie jakie.
— Tak było bezpieczniej.
— Dla kogo?
Ojciec nie odpowiedział.
Telefon zadzwonił ponownie.
Tym razem Daniel.
Odebrałam.
— Co?
— Weronika zniknęła.
Usiadłam prościej.
— Jak?
— Policja przyjechała do klubu. Zaczęli spisywać zeznania. Kiedy jeden z funkcjonariuszy rozmawiał z menedżerem, uruchomił się alarm przeciwpożarowy. W zamieszaniu wyszła przez kuchnię.
Spojrzałam na ojca.
— A jej telefon?
— Został u ciebie.
Czyli uciekła bez niego.
Albo miała kolejny.
— Daniel, posłuchaj mnie. Czy Weronika wiedziała o obrączce mojej matki?
Cisza.
— O jakiej obrączce?
— Odpowiedz.
— Nie wiem.
— Czy kiedykolwiek pytała o biżuterię mojej mamy?
Daniel długo milczał.
— Raz.
Poczułam ukłucie w żołądku.
— Kiedy?
— Kilka miesięcy temu. Byliśmy na kolacji. Zapytała, dlaczego twoja matka nigdy nie zdejmuje starej obrączki, mimo że Ryszard kupił jej później droższą biżuterię.
Ojciec zamknął oczy.
— Co jej powiedziałeś?
— Że nie mam pojęcia.
— A potem?
— Nic. Myślałem, że jest zazdrosna.
Weronika wiedziała.
Może nie wszystko.
Ale wystarczająco dużo.
— Daniel, zostań w klubie. Nie dzwoń do niej. Nie próbuj jej ostrzegać.
Zaśmiał się gorzko.
— Po wiadomości, w której jej brat miał mnie „usunąć”? Nie martw się.
— Tym razem naprawdę mnie posłuchaj.
Rozłączyłam się.
Ojciec już próbował ponownie skontaktować się z eskortą mamy.
Nikt nie odbierał.
Pierwszy raz zobaczyłam na jego twarzy czystą panikę.
— Jeszcze raz.
Wybrał numer.
Nic.
Zadzwoniłam do mamy.
Telefon wyłączony.
— Gdzie mieli ją zabrać?
— Do bezpiecznego miejsca należącego do służb.
— Kto znał adres?
— Kilka osób.
— Tomasz przez lata pracował przy przestępstwach finansowych. Weronika uciekła dokładnie wtedy, kiedy mama została przewieziona. Jeśli mają kogoś wewnątrz...
— Nie kończ.
Ojciec uruchomił silnik.
— Dokąd jedziemy?
— Do jedynej osoby, która może nam powiedzieć, jak dużo Tomasz już wie.
— Daniela?
— Nie.
Spojrzał na mnie.
— Pawła.
Mieliśmy jedną przewagę.
Paweł sądził, że nadal wykonuje polecenia Tomasza.
Telefon Weroniki pozostawał w trybie samolotowym, ale znałam miejsce i godzinę, które podał wcześniej.
Garaż.
Poziom -2.
23:15.
Była 23:09.
Kiedy wróciliśmy pod Aurum House, ojciec został w samochodzie i zadzwonił do policji.
Ja zeszłam do garażu.
Nie dlatego, że byłam odważna.
Dlatego, że Paweł znał Weronikę.
Mojego ojca rozpoznałby natychmiast.
Mnie mógł się nie spodziewać.
23:14.
Czarny samochód wjechał na poziom -2.
Ten sam z monitoringu.
Zatrzymał się trzy miejsca ode mnie.
Paweł wysiadł.
Sam.
— Gdzie Weronika? — zapytał.
Wyszłam zza betonowego filaru.
Zamarł.
— Nie przyjdzie.
Odwrócił się w stronę samochodu.
— Jeśli odjedziesz, policja zatrzyma cię przy wyjeździe.
Zatrzymał się.
— Blefujesz.
— Spróbuj.
Nie spróbował.
— Gdzie jest moja matka?
— Nie wiem.
— Weronika wie o obrączce.
Tym razem jego twarz go zdradziła.
— Czyli ty też.
— Tomasz ma już pierwszą część.
Paweł odwrócił wzrok.
— Jeszcze nie.
To były dwa słowa, których potrzebowałam.
— Co?
Zacisnął szczękę.
— Zdjęcie karty było pokazem. Nie mają danych z chipa.
Serce uderzyło mi mocniej.
— Terminal nie skopiował klucza.
— Nie mógł. Twój ojciec zabezpieczył go lepiej, niż Tomasz przewidział.
— Więc czego brakuje?
Paweł spojrzał na mnie.
— Autoryzacji.
— Jakiej?
— Wszystkie trzy części muszą zostać odczytane w określonej kolejności. Karta. Obrączka. Trzeci fragment.
— Gdzie jest trzeci?
Zaśmiał się cicho.
— Naprawdę jeszcze nie zrozumiałaś?
Zrobiłam krok bliżej.
— Powiedz.
— Skrytka 417 nigdy nie zawierała części klucza.
Zamarłam.
Ojciec powiedział coś innego.
— Kłamiesz.
— Zapytaj go, dlaczego Tomasz nigdy nie próbował włamać się do skrytki przez dwanaście lat.
Nie odpowiedziałam.
— Bo numer nie oznaczał skrytki — powiedział Paweł. — Oznaczał datę.
417.
Cztery.
Siedemnaście.
17 kwietnia.
— Co wydarzyło się siedemnastego kwietnia?
Paweł spojrzał ponad moim ramieniem.
Usłyszałam kroki.
Policja.
Jego twarz natychmiast się zmieniła.
— Za późno.
— Co wydarzyło się 17 kwietnia?!
Funkcjonariusze wbiegli do garażu.
Paweł podniósł ręce.
— Zapytaj ojca, dlaczego wybrał właśnie dzień twojego ślubu cywilnego.
Przez sekundę nie rozumiałam.
Potem wszystko we mnie zamarło.
Daniel i ja podpisaliśmy dokumenty ślubne 17 kwietnia.
Ojciec był świadkiem.
Daniel również złożył podpis.
Paweł uśmiechnął się gorzko, gdy zakładano mu kajdanki.
— Trzecia część nie jest przedmiotem, Emilia.
— Więc czym?
— Podpisem.
Pobiegłam do samochodu.
Ojciec czekał z telefonem przy uchu.
— Mamy problem — powiedział, zanim otworzyłam drzwi.
— Ja też.
— Najpierw słuchaj.
Jego twarz była kredowobiała.
— Samochód eskortujący twoją matkę został znaleziony pusty.
Przestałam oddychać.
— Co z funkcjonariuszami?
— Żyją. Ktoś ich obezwładnił.
— Mama?
Pokręcił głową.
— Zniknęła.
Zacisnęłam dłonie.
— Paweł powiedział mi, czym jest 417.
Ojciec znieruchomiał.
Wiedział.
— To data mojego ślubu.
Milczał.
— Trzeci fragment klucza to podpis.
— Emilia...
— Czyj podpis?
Nie odpowiedział.
I wtedy zrozumiałam.
Nie mój.
Nie mamy.
Daniela.
— Dlatego musiał się ze mną ożenić — wyszeptałam.
Ojciec zamknął oczy.
— Tak.
Telefon w mojej dłoni zadzwonił.
Daniel.
Odebrałam natychmiast.
Nie usłyszałam jego głosu.
Usłyszałam Tomasza.
— Teraz już rozumiesz, Emilio.
W tle ktoś ciężko oddychał.
Potem mama powiedziała cicho:
— Nie dawaj mu niczego.
A Daniel krzyknął:
— Emilia, nie przyjeżdżaj!
Rozległo się uderzenie.
Cisza.
Tomasz wrócił do telefonu.
— Mam obrączkę. Mam podpis Daniela.
Krótka pauza.
— Została tylko twoja karta.
Spojrzałam na ojca.
Tomasz podał adres.
Potem powiedział:
— Przyjedź przed północą, a oboje wyjdą żywi.
Połączenie się urwało.
Była 23:31.
Ojciec chwycił mnie za rękę.
— Nie pojedziesz sama.
Spojrzałam na niego.
— Nie zamierzam.
Wyjęłam z torebki matowoczarną kartę.
Tę prawdziwą.
Kartę, której Tomasz wciąż nie miał.
— Ale tym razem to my zdecydujemy, co dostanie, kiedy spróbuje jej użyć.
Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 9, aby przeczytać zakończenie.







No comments yet