Rozrywka

Pięć minut po rozwodzie ojciec kazał mi zmienić wszystkie PIN-y. Wieczorem karta mojego byłego została odrzucona

Ojciec wybrał numer funkcjonariusza eskortującego mamę, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

— Zmieńcie trasę — rzucił. — Natychmiast. Nie jedźcie do domu ani na komisariat wskazany wcześniej. I sprawdźcie samochód pod kątem nadajników.

Przez kilka sekund słuchał.

— Nie, nie tłumaczę tego przez telefon. Po prostu to zróbcie.

Rozłączył się.

— Co mama ma przy sobie? — zapytałam.

— Niczego, co uważałaby za ważne.

— To nie jest odpowiedź.

Ojciec oparł dłonie o kierownicę.

— Jej obrączka.


Spojrzałam na niego.

— Obrączka?

— Wewnętrzna część została wymieniona jedenaście lat temu. Jest w niej mikroelement z drugim fragmentem klucza.

Nie wiedziałam, czy bardziej chcę krzyczeć, czy się śmiać.

— Przez jedenaście lat nosiła część dostępu do dowodów przeciwko ludziom, o których nawet nie wiedziała?

— Wiedziała, że obrączka ma znaczenie.

— Ale nie jakie.

— Tak było bezpieczniej.

— Dla kogo?

Ojciec nie odpowiedział.


Telefon zadzwonił ponownie.

Tym razem Daniel.

Odebrałam.

— Co?

— Weronika zniknęła.

Usiadłam prościej.

— Jak?

— Policja przyjechała do klubu. Zaczęli spisywać zeznania. Kiedy jeden z funkcjonariuszy rozmawiał z menedżerem, uruchomił się alarm przeciwpożarowy. W zamieszaniu wyszła przez kuchnię.

Spojrzałam na ojca.

— A jej telefon?


— Został u ciebie.

Czyli uciekła bez niego.

Albo miała kolejny.

— Daniel, posłuchaj mnie. Czy Weronika wiedziała o obrączce mojej matki?

Cisza.

— O jakiej obrączce?

— Odpowiedz.

— Nie wiem.

— Czy kiedykolwiek pytała o biżuterię mojej mamy?

Daniel długo milczał.


— Raz.

Poczułam ukłucie w żołądku.

— Kiedy?

— Kilka miesięcy temu. Byliśmy na kolacji. Zapytała, dlaczego twoja matka nigdy nie zdejmuje starej obrączki, mimo że Ryszard kupił jej później droższą biżuterię.

Ojciec zamknął oczy.

— Co jej powiedziałeś?

— Że nie mam pojęcia.

— A potem?

— Nic. Myślałem, że jest zazdrosna.

Weronika wiedziała.


Może nie wszystko.

Ale wystarczająco dużo.

— Daniel, zostań w klubie. Nie dzwoń do niej. Nie próbuj jej ostrzegać.

Zaśmiał się gorzko.

— Po wiadomości, w której jej brat miał mnie „usunąć”? Nie martw się.

— Tym razem naprawdę mnie posłuchaj.

Rozłączyłam się.

Ojciec już próbował ponownie skontaktować się z eskortą mamy.

Nikt nie odbierał.

Pierwszy raz zobaczyłam na jego twarzy czystą panikę.


— Jeszcze raz.

Wybrał numer.

Nic.

Zadzwoniłam do mamy.

Telefon wyłączony.

— Gdzie mieli ją zabrać?

— Do bezpiecznego miejsca należącego do służb.

— Kto znał adres?

— Kilka osób.

— Tomasz przez lata pracował przy przestępstwach finansowych. Weronika uciekła dokładnie wtedy, kiedy mama została przewieziona. Jeśli mają kogoś wewnątrz...


— Nie kończ.

Ojciec uruchomił silnik.

— Dokąd jedziemy?

— Do jedynej osoby, która może nam powiedzieć, jak dużo Tomasz już wie.

— Daniela?

— Nie.

Spojrzał na mnie.

— Pawła.

Mieliśmy jedną przewagę.

Paweł sądził, że nadal wykonuje polecenia Tomasza.


Telefon Weroniki pozostawał w trybie samolotowym, ale znałam miejsce i godzinę, które podał wcześniej.

Garaż.

Poziom -2.

23:15.

Była 23:09.

Kiedy wróciliśmy pod Aurum House, ojciec został w samochodzie i zadzwonił do policji.

Ja zeszłam do garażu.

Nie dlatego, że byłam odważna.

Dlatego, że Paweł znał Weronikę.

Mojego ojca rozpoznałby natychmiast.


Mnie mógł się nie spodziewać.

23:14.

Czarny samochód wjechał na poziom -2.

Ten sam z monitoringu.

Zatrzymał się trzy miejsca ode mnie.

Paweł wysiadł.

Sam.

— Gdzie Weronika? — zapytał.

Wyszłam zza betonowego filaru.

Zamarł.


— Nie przyjdzie.

Odwrócił się w stronę samochodu.

— Jeśli odjedziesz, policja zatrzyma cię przy wyjeździe.

Zatrzymał się.

— Blefujesz.

— Spróbuj.

Nie spróbował.

— Gdzie jest moja matka?

— Nie wiem.

— Weronika wie o obrączce.

Tym razem jego twarz go zdradziła.

— Czyli ty też.

— Tomasz ma już pierwszą część.

Paweł odwrócił wzrok.

— Jeszcze nie.

To były dwa słowa, których potrzebowałam.

— Co?

Zacisnął szczękę.

— Zdjęcie karty było pokazem. Nie mają danych z chipa.

Serce uderzyło mi mocniej.

— Terminal nie skopiował klucza.

— Nie mógł. Twój ojciec zabezpieczył go lepiej, niż Tomasz przewidział.

— Więc czego brakuje?

Paweł spojrzał na mnie.

— Autoryzacji.

— Jakiej?

— Wszystkie trzy części muszą zostać odczytane w określonej kolejności. Karta. Obrączka. Trzeci fragment.

— Gdzie jest trzeci?

Zaśmiał się cicho.

— Naprawdę jeszcze nie zrozumiałaś?

Zrobiłam krok bliżej.

— Powiedz.

— Skrytka 417 nigdy nie zawierała części klucza.

Zamarłam.

Ojciec powiedział coś innego.

— Kłamiesz.

— Zapytaj go, dlaczego Tomasz nigdy nie próbował włamać się do skrytki przez dwanaście lat.

Nie odpowiedziałam.

— Bo numer nie oznaczał skrytki — powiedział Paweł. — Oznaczał datę.

417.

Cztery.

Siedemnaście.

17 kwietnia.

— Co wydarzyło się siedemnastego kwietnia?

Paweł spojrzał ponad moim ramieniem.

Usłyszałam kroki.

Policja.

Jego twarz natychmiast się zmieniła.

— Za późno.

— Co wydarzyło się 17 kwietnia?!

Funkcjonariusze wbiegli do garażu.

Paweł podniósł ręce.

— Zapytaj ojca, dlaczego wybrał właśnie dzień twojego ślubu cywilnego.

Przez sekundę nie rozumiałam.

Potem wszystko we mnie zamarło.

Daniel i ja podpisaliśmy dokumenty ślubne 17 kwietnia.

Ojciec był świadkiem.

Daniel również złożył podpis.

Paweł uśmiechnął się gorzko, gdy zakładano mu kajdanki.

— Trzecia część nie jest przedmiotem, Emilia.

— Więc czym?

— Podpisem.

Pobiegłam do samochodu.

Ojciec czekał z telefonem przy uchu.

— Mamy problem — powiedział, zanim otworzyłam drzwi.

— Ja też.

— Najpierw słuchaj.

Jego twarz była kredowobiała.

— Samochód eskortujący twoją matkę został znaleziony pusty.

Przestałam oddychać.

— Co z funkcjonariuszami?

— Żyją. Ktoś ich obezwładnił.

— Mama?

Pokręcił głową.

— Zniknęła.

Zacisnęłam dłonie.

— Paweł powiedział mi, czym jest 417.

Ojciec znieruchomiał.

Wiedział.

— To data mojego ślubu.

Milczał.

— Trzeci fragment klucza to podpis.

— Emilia...

— Czyj podpis?

Nie odpowiedział.

I wtedy zrozumiałam.

Nie mój.

Nie mamy.

Daniela.

— Dlatego musiał się ze mną ożenić — wyszeptałam.

Ojciec zamknął oczy.

— Tak.

Telefon w mojej dłoni zadzwonił.

Daniel.

Odebrałam natychmiast.

Nie usłyszałam jego głosu.

Usłyszałam Tomasza.

— Teraz już rozumiesz, Emilio.

W tle ktoś ciężko oddychał.

Potem mama powiedziała cicho:

— Nie dawaj mu niczego.

A Daniel krzyknął:

— Emilia, nie przyjeżdżaj!

Rozległo się uderzenie.

Cisza.

Tomasz wrócił do telefonu.

— Mam obrączkę. Mam podpis Daniela.

Krótka pauza.

— Została tylko twoja karta.

Spojrzałam na ojca.

Tomasz podał adres.

Potem powiedział:

— Przyjedź przed północą, a oboje wyjdą żywi.

Połączenie się urwało.

Była 23:31.

Ojciec chwycił mnie za rękę.

— Nie pojedziesz sama.

Spojrzałam na niego.

— Nie zamierzam.

Wyjęłam z torebki matowoczarną kartę.

Tę prawdziwą.

Kartę, której Tomasz wciąż nie miał.

— Ale tym razem to my zdecydujemy, co dostanie, kiedy spróbuje jej użyć.

Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 9, aby przeczytać zakończenie.

No comments yet