Aurum House wyglądało zupełnie inaczej, kiedy przyjechałam tam niespełna czterdzieści minut później.
Przed wejściem nie stały już tylko luksusowe samochody.
Był tam również nieoznakowany granatowy sedan, którego dwóch pasażerów zdecydowanie nie przyszło na kolację.
Ojciec został w domu.
Nie dlatego, że się ze mną zgadzał.
Dlatego, że ktoś musiał pozostać przy telefonie na wypadek kolejnej wiadomości dotyczącej mamy.
Zanim wysiadłam, przesłał mi tylko jedno zdanie.
**Nie ufaj Danielowi nawet wtedy, kiedy zacznie mówić prawdę.**
Zapamiętałam je.
Menedżer Aurum House rozpoznał mnie natychmiast.
— Pani Majewska.
— Wiśniewska już nie.
Spojrzał na mnie przez sekundę, po czym skinął głową.
— Oczywiście.
— Daniel nadal jest w środku?
Menedżer zawahał się.
— Tak.
— A Weronika?
— Również.
— Chcę z nimi porozmawiać.
— Obawiam się, że sytuacja jest...
— Cztery miliony złotych próbowano pobrać z rachunku mojej firmy. Jeśli chce pan, żebym jutro rano rozmawiała z właścicielem klubu zamiast z panem, możemy oczywiście zakończyć tę rozmowę.
Drzwi Szafirowego Salonu otworzyły się trzydzieści sekund później.
Daniel siedział przy stole bez marynarki.
Przed nim leżały trzy telefony, pusty kieliszek i rachunek.
Weronika stała przy oknie.
Nie wyglądała już jak kobieta, która kilka godzin wcześniej była przekonana, że wygrała.
Kiedy mnie zobaczyła, jej twarz stwardniała.
— Ty.
— Ja.
Daniel poderwał się.
— Emilia, jeśli przyszłaś się napawać...
— Moja matka została porwana.
Całe pomieszczenie ucichło.
Daniel przestał mówić.
Weronika odwróciła głowę.
To właśnie jej reakcja zainteresowała mnie bardziej.
Nie zdziwienie.
Strach.
Podeszłam bliżej.
— Tomasz zadzwonił do mojego ojca.
Daniel pobladł.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Źle zaczynasz.
Wyjęłam telefon i pokazałam mu zdjęcie mamy przywiązanej do krzesła.
Daniel spojrzał na ekran.
Jego oczy rozszerzyły się.
Weronika nie podeszła.
— Powiedz mi, gdzie jest — powiedziałam.
— Nie wiem.
— Daniel.
— Naprawdę nie wiem.
— Przez miesiące przelewałeś moje pieniądze do firmy zarejestrowanej na brata Weroniki.
Weronika gwałtownie spojrzała na Daniela.
— Zamknij się.
Spojrzałam na nią.
— Jak ma na imię twój brat?
Nie odpowiedziała.
Daniel zrobił to za nią.
— Paweł.
— Daniel!
— I tak już wszystko wie!
Weronika rzuciła mu spojrzenie pełne czystej nienawiści.
Usiadłam naprzeciw niego.
— Dwadzieścia pięć milionów sześćset tysięcy złotych. Fałszywe faktury. Sfałszowane podpisy. Firma Pawła. Szwajcaria. Tomasz. Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz niczego o porwaniu?
Daniel potarł twarz dłońmi.
— Tomasz nigdy nie mówił mi wszystkiego.
— Ale mówił wystarczająco dużo, żebyś się ze mną ożenił.
Trafiłam.
Daniel spojrzał na mnie.
Po raz pierwszy od naszego rozwodu nie widziałam w jego twarzy pogardy.
Widziałam wstyd.
I strach.
— Na początku nie wiedziałem, kim jesteś — powiedział.
Poczułam mdłości.
— Kiedy się dowiedziałeś?
— Kilka miesięcy po tym, jak zaczęliśmy się spotykać.
— I zostałeś.
Milczał.
— Kto ci powiedział?
Spojrzał na Weronikę.
Wtedy wszystko zaczęło układać się inaczej.
Odwróciłam się do niej.
— Ty znałaś Tomasza wcześniej.
Weronika skrzyżowała ręce.
— Nie muszę z tobą rozmawiać.
— Masz rację.
Wyjęłam z torebki kopię jednego z przelewów.
Położyłam ją przed nią.
— Możesz rozmawiać ze mną albo później tłumaczyć śledczym, dlaczego firma twojego brata otrzymała miliony złotych za usługi, których nigdy nie wykonano.
Jej pewność siebie pękła.
Daniel opuścił wzrok.
— Tomasz skontaktował się z Pawłem trzy lata temu — powiedział.
Weronika zamknęła oczy.
— Idiota.
— Powiedział, że Ryszard ma coś, co należy do niego. Dokumenty. Dowody. Nie wiem dokładnie.
— Skrytka 417?
Daniel spojrzał na mnie zbyt szybko.
Miałam odpowiedź.
— Wiedziałeś o niej.
— Wiedziałem tylko o numerze.
— Co jest w środku?
— Nie wiem.
— Kłamiesz.
— Przysięgam.
Pochylił się nad stołem.
— Tomasz nazywał to księgą.
Ojciec nie wspominał żadnej księgi.
— Jaką księgą?
— Błękitną księgą. Tak mówił. Że jeśli ją odzyska, ludzie, którzy przez dwanaście lat myśleli, że są bezpieczni, przestaną spać spokojnie.
Weronika odsunęła się od okna.
— Daniel, wystarczy.
— Nie, nie wystarczy.
Odwrócił się do niej.
— Moje konta są zamrożone. Jej matkę porwali. A ty nadal zachowujesz się, jakby Tomasz miał zamiar dotrzymać ci jakiejkolwiek obietnicy.
Weronika zbladła.
— Jakiej obietnicy? — zapytałam.
Daniel zaśmiał się gorzko.
— Powiedz jej.
Weronika milczała.
— Powiedz jej, po co naprawdę był ten rozwód.
Serce uderzyło mi mocniej.
— Daniel?
Spojrzał na mnie.
— Miałem dostać część pieniędzy ze Szwajcarii, kiedy rozwód stanie się prawomocny.
— Dlaczego dopiero wtedy?
— Bo dopóki byliśmy małżeństwem, wszystkie większe ruchy finansowe wokół ciebie mogły zwrócić uwagę twojego ojca.
Zrozumiałam.
Rozwód nie był końcem planu.
Był jego kolejnym etapem.
— A Weronika?
Daniel spojrzał na nią.
— Miała dopilnować, żebym nie zmienił zdania.
Weronika zacisnęła usta.
— Nie rób ze mnie potwora. Ty też chciałeś tych pieniędzy.
— Chciałem pieniędzy. Nie porwania jej matki.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Potem Weronika popełniła błąd.
— Anna miała tylko zostać zatrzymana do jutra.
Spojrzałam na nią.
Daniel również.
Weronika zrozumiała, co powiedziała.
Za późno.
Wstałam.
— Skąd wiesz, że tylko do jutra?
— Ja...
— Gdzie jest moja matka?
— Nie wiem.
Złapałam ją za przedramię, zanim zdążyła odejść.
— Weronika.
— Puść mnie.
— Powiedziałaś właśnie coś, czego nie mogłaś wiedzieć, jeśli nie jesteś częścią tego planu.
Daniel podniósł jeden z telefonów leżących na stole.
— Jej drugi telefon.
Weronika gwałtownie się odwróciła.
— Nie waż się.
Daniel podał mi urządzenie.
— Kilka tygodni temu widziałem, jak rozmawiała z Tomaszem przez szyfrowaną aplikację. Powiedziała, że to telefon Pawła.
Weronika rzuciła się w jego stronę.
Ochroniarz stojący przy drzwiach natychmiast wszedł między nich.
Telefon zawibrował w mojej dłoni.
Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość.
Bez nazwy nadawcy.
Tylko litera T.
Otworzyłam ją.
**Zmiana planu. Anna została przeniesiona. Daniel za dużo mówi. Pozbądź się go przed północą.**
Spojrzałam na zegarek.
22:47.
Daniel przeczytał wiadomość ponad moim ramieniem.
Cała krew odpłynęła mu z twarzy.
Miał trzynaście minut, by zrozumieć coś, czego ja nauczyłam się tego ranka.
Dla Tomasza nikt nie był rodziną.
Nikt nie był partnerem.
Wszyscy byli tylko narzędziami.
A kiedy narzędzie przestawało być użyteczne...
wyrzucał je.
Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 5, aby czytać dalej.







No comments yet