Ojciec nie ruszał się przez kilka sekund.
Patrzył na maleńki nadajnik ukryty w kluczu, jakby obraził go osobiście.
Potem otworzył okno.
— Nie wyrzucaj go — powiedziałam.
Zatrzymał rękę.
— Jeśli Tomasz śledzi sygnał, zobaczy, gdzie jesteśmy.
— Właśnie dlatego go nie wyrzucaj.
Spojrzał na mnie.
— Chcesz go wykorzystać.
— Przez cały wieczór to on decydował, co mamy zobaczyć. Czas zmienić role.
Ojciec zamknął okno.
— Najpierw Anna.
Dziesięć minut później znaleźliśmy mamę w niewielkiej całodobowej aptece.
Kiedy zobaczyłam ją przez szybę, siedziała za ladą obok farmaceutki, owinięta szarym kocem.
Rzuciłam się do środka.
— Mamo.
Wstała tak szybko, że prawie przewróciła krzesło.
Objęłam ją.
Dopiero wtedy zauważyłam zaczerwienienia na jej nadgarstkach i rozciętą skórę przy skroni.
— Nic mi nie jest — powiedziała.
— Nie mów tak.
— Emilio, naprawdę. Uderzyłam się, kiedy przeciskałam przez małe okno w łazience.
Ojciec stanął kilka kroków od nas.
Przez moment tylko na siebie patrzyli.
Potem mama podeszła do niego i uderzyła go otwartą dłonią w twarz.
Farmaceutka odwróciła wzrok.
Ja nie.
— Dwanaście lat — powiedziała mama. — Dwanaście lat mówiłeś mi, że to skończone.
Ojciec nie dotknął policzka.
— Myślałem, że skończone.
— Nie. Miałeś nadzieję.
Mama spojrzała na klucz w jego dłoni.
— Nadal go masz?
— Tak.
— To wyrzuć go.
— Nie możemy.
Jej oczy natychmiast przeniosły się na mnie.
— Co zrobiłaś?
— Jeszcze nic.
— Emilia.
— Tomasz śledzi nadajnik ukryty w kluczu.
Mama pobladła.
— Więc zna waszą pozycję.
— Zna pozycję klucza — poprawiłam ją.
Ojciec zrozumiał pierwszy.
— Potrzebujemy samochodu, który pojedzie tam, gdzie Tomasz chce, żebyśmy pojechali.
Mama pokręciła głową.
— Nie.
— Anna...
— Nie zgadzam się na żadne przynęty.
— To nie musi być człowiek — powiedziałam.
Oboje spojrzeli na mnie.
Piętnaście minut później policja przejęła mamę pod ochronę.
Ojciec rozmawiał z funkcjonariuszami na zewnątrz, a ja zadzwoniłam do menedżera Aurum House.
— Czy Daniel nadal tam jest?
— Tak.
— A Weronika?
— Również.
— Dobrze. Proszę nikogo nie wypuszczać.
— Policja już jedzie.
— Jeszcze jedno. Czy klub ma samochód serwisowy?
Krótka cisza.
— Tak.
— Potrzebuję przysługi.
Dwadzieścia pięć minut później mosiężny klucz 417 leżał w schowku samochodu dostawczego Aurum House.
Kierowca nie wiedział, co przewozi.
Dostał tylko trasę.
Najpierw centrum.
Potem most.
Potem południowa Warszawa.
Na końcu miał zaparkować przed całodobowym magazynem samoobsługowym i wejść do środka po kopertę, którą rzekomo miał odebrać dla klubu.
My znajdowaliśmy się kilka kilometrów dalej.
Bez klucza.
Bez nadajnika.
Ojciec obserwował mapę sygnału na urządzeniu policji.
— Jeśli Tomasz połknie haczyk, pojedzie za samochodem.
— A jeśli nie?
— Wtedy wie, że odkryliśmy nadajnik.
— Czyli tak czy inaczej coś zyskujemy.
Telefon ojca zadzwonił.
Tomasz.
Spojrzeliśmy na siebie.
Ojciec odebrał.
— Tak?
— Sprytne — powiedział Tomasz.
Żołądek mi się ścisnął.
— O czym mówisz? — zapytał ojciec.
— O samochodzie.
Spojrzałam na ekran mapy.
Sygnał nadal się poruszał.
— Nie sądziłeś chyba, że będę śledził tylko nadajnik?
Tomasz mówił spokojnie.
Zbyt spokojnie.
— Daniel przez lata przekazywał nam znacznie więcej niż pieniądze.
Spojrzałam na ojca.
— Co dokładnie? — zapytałam głośno.
Tomasz usłyszał.
— Dostępy. Dokumenty. Kopie. Zwyczaje.
— Jakie zwyczaje?
Zaśmiał się.
— Twoje.
Przez plecy przebiegł mi dreszcz.
— Daniel fotografował twoje dokumenty, kiedy spałaś. Przesyłał historię podróży. Numery rachunków. Nazwiska klientów twojego biura. Nawet zdjęcia wnętrza domu twoich rodziców.
Ojciec zacisnął pięść.
— Po co?
— Bo przez dwanaście lat Ryszard ukrywał Błękitną Księgę, ale nie potrafił ukryć wszystkiego, co budował wokół niej.
— Czego szukasz? — zapytałam.
Tomasz ucichł.
Potem powiedział:
— Nie dokumentu.
Ojciec zamarł.
— Dostępu.
Wszystko nagle zabrzmiało inaczej.
— Błękitna Księga nie jest papierowa? — zapytałam.
Tomasz roześmiał się.
— Wreszcie dobre pytanie.
Połączenie zostało przerwane.
Spojrzałam na ojca.
— Tato.
Nie odpowiedział.
— Co to znaczy?
Wpatrywał się w ciemną ulicę przed nami.
— Dwanaście lat temu to rzeczywiście była księga. Papierowa. Nazwiska, konta, spółki, przelewy.
— Ale?
— Skopiowałem ją.
— Cyfrowo?
Skinął głową.
— Zaszyfrowałem.
— Gdzie?
— Na urządzeniu bez dostępu do internetu.
— Więc Tomasz nie potrzebuje dokumentów.
— Potrzebuje klucza deszyfrującego.
Przypomniałam sobie skrytkę 417.
Instrukcję.
„Prawdziwy depozyt”.
— Czy instrukcja w skrytce prowadzi do klucza deszyfrującego?
Ojciec długo milczał.
— Nie bezpośrednio.
— Co to znaczy?
Spojrzał na mnie.
— Klucz został podzielony.
— Na ile części?
— Trzy.
— Gdzie są?
— Jedna była w skrytce 417.
Serce przyspieszyło.
— Była?
— Przeniosłem ją sześć lat temu.
— Druga?
— Przy twojej matce.
Spojrzałam w stronę radiowozu, którym przed chwilą odjechała mama.
— Mama ma część klucza?
— Nie wie o tym.
— A trzecia?
Ojciec zamknął oczy.
Wiedziałam, że nie spodoba mi się odpowiedź.
— Tato.
— Trzecią dałem tobie.
Zamarłam.
— Nigdy niczego mi nie dałeś.
— Dałem.
— Co?
Spojrzał na mnie.
— Starą czarną kartę, którą trzymasz za prawem jazdy.
W jednej sekundzie przypomniałam sobie sąd.
Dziesięć kart.
Firmowe.
Prywatne.
Awaryjne.
Podróżne.
I tę jedną starą, matowoczarną kartę.
Kartę, której prawie nigdy nie używałam.
— To nie jest zwykła karta bankowa? — wyszeptałam.
— Jest prawdziwa. Ale chip został zmodyfikowany.
Poczułam, jak robi mi się zimno.
— Daniel wiedział, że ją mam.
— Wiem.
— Dzisiaj próbował nią zapłacić.
Ojciec gwałtownie odwrócił głowę.
— Co?
— W Aurum House. Podał sprzedawcy moją matowoczarną kartę firmową.
Cisza.
Ojciec pobladł.
— Emilia... powiedziałaś wcześniej, że próbował użyć firmowej karty. Nie powiedziałaś której.
— Myślałam, że to nie ma znaczenia.
Ojciec już wyciągał telefon.
— Ma.
— Dlaczego?
— Bo jeśli terminal odczytał chip...
Nie dokończył.
Nie musiał.
Tomasz nie potrzebował już skrytki.
Nie potrzebował nawet klucza 417.
Daniel, próbując kupić Weronice naszyjnik za 2 560 000 złotych, mógł nieświadomie przekazać mu jedną z trzech części dostępu.
Telefon ojca zawibrował.
Wiadomość od nieznanego numeru.
Zdjęcie.
Na ekranie widniała matowoczarna karta leżąca na białym stole.
Pod spodem jedno zdanie:
**Jedną część już mamy. Zostały dwie.**
Spojrzałam na ojca.
A wtedy zrozumiałam coś jeszcze.
Moja matka nie została porwana tylko po to, żeby zmusić nas do działania.
Była drugą częścią klucza.
I Tomasz właśnie wiedział, gdzie jej szukać.
Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 8, aby czytać dalej.







No comments yet