Daniel patrzył na ekran telefonu, jakby właśnie przeczytał własny wyrok.
22:47.
Trzynaście minut.
Weronika cofnęła się o krok.
— To nie znaczy tego, co myślicie.
— Naprawdę? — zapytałam. — Bo „pozbądź się go przed północą” brzmi dość jednoznacznie.
— Tomasz tak mówi. Straszy ludzi.
Daniel spojrzał na nią.
— Od kiedy?
Nie odpowiedziała.
— Weronika.
— Daniel, nie teraz.
— Od kiedy Tomasz każe ci mnie uciszyć?
Jej milczenie było gorsze niż odpowiedź.
Daniel odwrócił się do mnie.
— Musimy stąd wyjść.
— Nie.
— Emilia, jeśli Tomasz wie, że rozmawiam...
— Właśnie dlatego zostajemy.
Spojrzał na mnie, jakbym oszalała.
Wskazałam telefon Weroniki.
— Jeśli oczekuje odpowiedzi, damy mu odpowiedź.
— Co chcesz zrobić?
— Sprawić, żeby uwierzył, że Weronika nadal wykonuje polecenia.
Weronika prychnęła.
— Myślisz, że dasz radę oszukać Tomasza?
— Nie muszę oszukiwać go długo.
Spojrzałam na menedżera klubu.
— Czy Szafirowy Salon ma monitoring?
Zawahał się.
— Prywatne pomieszczenia nie są nagrywane.
— Korytarze?
— Tak.
— Wejścia?
— Tak.
— Parking podziemny?
— Tak.
Daniel zaczynał rozumieć.
— Chcesz zobaczyć, kto obserwuje klub.
— Tomasz wiedział, co działo się tutaj kilka minut po tym, jak odrzucono kartę. Albo ktoś w środku przekazuje mu informacje, albo ma człowieka wystarczająco blisko.
Menedżer zbladł.
— Proszę chwilę zaczekać.
Wyszedł.
Weronika zaczęła iść w stronę drzwi.
Ochroniarz zablokował jej drogę.
— Nigdzie pani nie idzie.
— Nie macie prawa mnie zatrzymywać.
— To nie ja panią zatrzymuję — powiedziałam. — To cztery miliony złotych niezapłaconego rachunku.
Daniel zaśmiał się krótko.
Pierwszy raz tego wieczoru jego śmiech nie brzmiał arogancko.
Brzmiał rozpaczliwie.
— Co mam odpisać? — zapytałam.
Weronika milczała.
Podeszłam bliżej.
— Tomasz właśnie wydał polecenie dotyczące Daniela. Jeśli nie odpowiesz, zrozumie, że coś jest nie tak.
— Nie mogę.
— Możesz.
— Nie rozumiesz.
— Więc mi wyjaśnij.
Weronika spojrzała na Daniela.
— On nie zabija ludzi własnymi rękami.
Daniel przełknął ślinę.
— To miało mnie uspokoić?
— Chodzi o to, że jeśli uzna, że zawaliłam, nie przyjedzie tu osobiście.
— Kogo wyśle?
Weronika zamknęła oczy.
— Pawła.
Jej brata.
Telefon w mojej dłoni zawibrował ponownie.
**T: Potwierdź.**
Spojrzałam na nią.
— Co zwykle odpisujesz?
Weronika długo milczała.
Potem powiedziała:
— „Rozumiem.”
Wpisałam dokładnie te dwa słowa.
**Rozumiem.**
Wysłałam.
Daniel patrzył na ekran.
Minęło pięć sekund.
Dziesięć.
Telefon zawibrował.
**T: Garaż. Poziom -2. 23:15. Paweł przywiezie samochód.**
Spojrzałam na zegarek.
22:51.
— Mamy dwadzieścia cztery minuty — powiedziałam.
Daniel pokręcił głową.
— Nie idę tam.
— Nie musisz.
— To po co...
— Potrzebuję wiedzieć, czy Paweł naprawdę przyjedzie.
Weronika zaczęła oddychać szybciej.
— Jeśli go zobaczycie, nie podchodźcie.
— Dlaczego?
— Bo Paweł nie jest taki jak Daniel.
Daniel prychnął.
— Dzięki.
— Zamknij się. Wiesz, co mam na myśli.
Spojrzała na mnie.
— Paweł pracował dla Tomasza jeszcze zanim założył firmę. „Wiśniewski Strategic Consulting” nigdy nie należało naprawdę do niego. To była tylko skrzynka na pieniądze.
— A dwadzieścia pięć milionów?
— Część poszła dalej tego samego dnia.
— Dokąd?
— Nie wiem.
— Znowu kłamiesz.
— Nie wiem! Daniel robił przelewy, Paweł dostawał instrukcje, a ja...
Urwała.
— A ty co?
Daniel patrzył na nią.
Weronika odwróciła wzrok.
— Pilnowałam ciebie.
Powiedziała to do niego.
Daniel zamarł.
— Co?
— Miałam pilnować, żebyś nie spanikował. Żebyś doprowadził rozwód do końca.
Na jego twarzy pojawiło się coś, czego wcześniej nie widziałam.
Zrozumienie.
Bolesne i bardzo spóźnione.
— To dlatego się ze mną związałaś.
Weronika nic nie powiedziała.
— Nigdy nie chodziło o mnie.
— Daniel...
— Nigdy.
Spojrzałam na człowieka, który jeszcze rano drwił ze mnie przed sądem.
Nie czułam satysfakcji.
Nie wtedy.
Bo teraz wiedziałam, że nasze małżeństwo mogło być czymś więcej niż zdradą i chciwością.
Mogło być operacją zaplanowaną na lata.
Menedżer wrócił z tabletem.
— Znaleźliśmy coś.
Położył urządzenie na stole.
Nagranie z parkingu.
21:03.
Czarny samochód wjeżdżał na poziom -2.
21:07.
Mężczyzna wysiadał po stronie kierowcy.
Weronika pobladła.
— Paweł.
Nagranie przewinęło się dalej.
Paweł nie wszedł do klubu.
Stał przy windach przez kilka minut, rozmawiając przez telefon.
Potem spojrzał w stronę kamery.
I odjechał.
— Był tutaj, zanim zadzwoniłam do ciebie — powiedziałam do Daniela.
— Czyli Tomasz spodziewał się problemu.
— Albo od początku zakładał, że karta nie zadziała.
Ojciec.
PIN-y.
Pięć minut po rozwodzie.
Nagle wszystko nabrało nowego znaczenia.
Tata nie zabezpieczył tylko pieniędzy.
Zmusił Daniela i ludzi Tomasza do ruchu.
Telefon Weroniki zawibrował po raz trzeci.
Tym razem nie była to wiadomość.
Połączenie przychodzące.
**Paweł.**
Nikt się nie poruszył.
— Odbierz — powiedziałam.
Weronika pokręciła głową.
— Nie.
— Odbierz.
— Emilia...
— Jeśli nie odbierzesz, przyjedzie wcześniej.
Daniel spojrzał na nią.
— Zrób to.
Weronika przesunęła palcem po ekranie.
— Halo?
— Gdzie jesteś?
Głos mężczyzny był niski i spokojny.
— W salonie.
— A Daniel?
Spojrzała na niego.
— Jest ze mną.
Krótka cisza.
— Sam?
— Tak.
Paweł odetchnął.
— Dobrze. Nie schodź do garażu.
Spojrzałam na ekran.
Weronika zmarszczyła brwi.
— Ale Tomasz powiedział...
— Plan się zmienił.
— Dlaczego?
Znów cisza.
Potem Paweł powiedział coś, czego nikt z nas się nie spodziewał.
— Bo Anna uciekła.
Zamarłam.
— Co? — wyrwało się Weronice.
— Znaleźli pusty pokój dziesięć minut temu. Tomasz dostał szału. Jeśli kobieta skontaktuje się z policją, wszystko się sypie.
Moje serce zaczęło walić.
Mama żyła.
I była wolna.
Przynajmniej na razie.
— Gdzie była przetrzymywana? — zapytała Weronika.
Daniel spojrzał na mnie.
Paweł odpowiedział bez wahania:
— W starym magazynie przy Wale Miedzeszyńskim.
Zapamiętałam każde słowo.
— Tomasz już tam jedzie — dodał Paweł. — Jeśli ją znajdzie pierwszy, tym razem nie będzie negocjował.
Połączenie się urwało.
Wyjęłam własny telefon.
Daniel złapał mnie za rękę.
— Co robisz?
— Dzwonię do ojca.
— A potem?
Spojrzałam na adres zapisany na ekranie.
— Potem znajdziemy moją matkę, zanim zrobi to Tomasz.
Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 6, aby czytać dalej.







No comments yet