Rozrywka

Poślubiłam umierającego Karola — po jego pogrzebie prawnik wręczył mi list, a drugie zdanie zwaliło mnie z nóg

Przez kilka sekund nie byłam w stanie oddychać.

Powiększyłam zdjęcie dwoma palcami.

Karol stał dokładnie przed wejściem do mojego budynku. Miał na sobie ciemny płaszcz, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Twarz była blada, wyraźnie wychudzona, ale nie miałam żadnych wątpliwości.

To był on.

Spojrzałam na godzinę wykonania zdjęcia.

08:17.

Tego ranka.

Pogrzeb zakończył się niecałe trzy godziny wcześniej.

— To jakiś żart — powiedziałam, ale mój głos zabrzmiał tak cicho, że sama ledwo go usłyszałam.

Mecenas Nowak wyciągnął rękę.


— Mogę zobaczyć?

Podałam mu telefon.

Przyjrzał się fotografii i natychmiast zesztywniał.

— Nie odpowiada pani na tę wiadomość.

— Dlaczego?

— Bo człowiek, który ją wysłał, chce wiedzieć, czy pani uwierzyła.

— A pan wierzy?

Nowak nie odpowiedział od razu.

Powiększył fragment przy szyi Karola.

Dopiero wtedy zauważyłam coś dziwnego.


Cienką, jasną linię biegnącą spod ucha aż pod kołnierz.

— Co to jest? — zapytałam.

— Nie wiem.

Oddał mi telefon, po czym podszedł do okna i ostrożnie odsunął zasłonę o kilka centymetrów.

— Czy ktoś wiedział, że dziś po pogrzebie wróci pani tutaj?

— Kilka osób z programu hospicyjnego. Ojciec. Może sąsiedzi.

— Kto wiedział o testamencie?

— Ja dowiedziałam się pięć minut temu.

Nowak wyjął własny telefon.

— W takim razie musimy założyć, że ktoś obserwuje panią od dłuższego czasu.


Serce zaczęło mi walić.

— Co właściwie pan sugeruje?

Odwrócił się.

— Że Karol wiedział, że po jego śmierci coś się wydarzy.

— Skąd?

Nowak spojrzał na skórzaną teczkę.

— Bo to nie jest cały testament.

Zamarłam.

Wyjął z niej mały, czarny pendrive.

— Pan Karol zostawił instrukcję, żebym przekazał pani to dopiero wtedy, gdy pojawi się pierwszy „sygnał”.


— Jaki sygnał?

— Coś, co przekona panią, że jego śmierć mogła wyglądać inaczej, niż wszyscy sądzili.

Spojrzałam ponownie na zdjęcie.

— Czyli wiedział o tym?

— Wiedział, że ktoś może próbować panią przestraszyć. Nie wiedziałem, w jaki sposób.

Nowak podszedł do mojego laptopa, ale zanim podłączył pendrive, zapytał:

— Czy ten komputer był kiedykolwiek w domu Karola?

— Nie.

— Dobrze.

Otworzyliśmy plik.


Na ekranie pojawił się jeden folder nazwany moim imieniem.

W środku był film.

Karol siedział w swoim salonie.

W tym samym fotelu, w którym widziałam go dziesiątki razy.

Tylko że wyglądał inaczej.

Nie jak chory człowiek próbujący zachować dobry humor.

Patrzył prosto w kamerę z chłodnym spokojem człowieka, który przygotował się na najgorsze.

— Jeśli to oglądasz — zaczął — oznacza to, że coś poszło dokładnie tak, jak się obawiałem.

Zakryłam dłonią usta.

Jego głos.


Po raz pierwszy od pogrzebu znowu go słyszałam.

— Wiem, że jesteś zła — mówił dalej. — I masz do tego prawo. Powinienem był powiedzieć ci wcześniej, kim jestem. Powinienem był powiedzieć ci, że jestem bratem twojej matki.

Łzy napłynęły mi do oczu.

— Ale jeśli powiedziałbym ci wszystko od razu, nigdy nie wiedziałbym, czy pomagasz mi jako Karolowi… czy jako Karlińskiemu.

Zacisnęłam szczękę.

— Świetnie — wyszeptałam. — Czyli jednak mnie testował.

Nowak milczał.

Na ekranie Karol westchnął.

— Ale jest jeszcze jeden powód, o którym nie mogłem ci powiedzieć.

Jego twarz stężała.


— Ktoś w mojej firmie od miesięcy próbował mnie zabić.

Poczułam lodowaty chłód na karku.

Karol mówił dalej.

— Nie mam dowodu wystarczającego dla prokuratury. Mam tylko fragmenty. Zmieniane dawki leków. Fałszywe wpisy w dokumentacji. Próby przekonania zarządu, że jestem niezdolny do podejmowania decyzji. I jeden przelew, którego nie potrafię wyjaśnić.

Na ekranie pojawiła się fotografia dokumentu bankowego.

Przelew na kwotę 480 000 złotych.

Odbiorca został zamazany.

— Dlaczego nazwisko jest ukryte? — zapytałam.

Nowak zmarszczył brwi.

— Tego pliku wcześniej nie widziałem.


Karol kontynuował:

— Jeśli pokażę ci wszystko od razu, możesz popełnić ten sam błąd co ja. Możesz zaufać niewłaściwej osobie.

Odwróciłam się gwałtownie w stronę Nowaka.

On również spojrzał na mnie.

Przez moment między nami zapadła niezręczna cisza.

Na nagraniu Karol uśmiechnął się smutno.

— Dlatego przygotowałem siedem wskazówek. Każda prowadzi do następnej. Jeśli którejś zabraknie albo ktoś spróbuje zmienić jej treść, będziesz wiedziała, że osoba obok ciebie nie jest po twojej stronie.

Mój żołądek ścisnął się jeszcze mocniej.

— Pierwsza wskazówka znajduje się tam, gdzie spotkałem twoją matkę po raz ostatni.

Film się zatrzymał.


Na ekranie pojawił się adres.

Nie znałam go.

Ale Nowak tak.

Zbladł.

— Co? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

— Panie mecenasie?

— Ten adres…

Przełknął ślinę.

— To dawny dom pani ojca.


Wpatrywałam się w niego.

— Mojego ojca?

— Tak.

— Skąd pan wie?

Nowak otworzył teczkę i wyjął stary dokument.

— Bo Karol próbował go kupić sześć lat temu.

— Po co?

— Tego nigdy mi nie powiedział.

Sięgnęłam po płaszcz.

— Jedziemy tam.

Nowak natychmiast pokręcił głową.

— Nie.

— Karol zostawił mi wskazówkę.

— A ktoś właśnie przysłał pani zdjęcie martwego człowieka stojącego pod pani domem. To może być pułapka.

— Tym bardziej chcę wiedzieć, co się dzieje.

Przez chwilę wyglądał, jakby zamierzał się ze mną kłócić.

Wtedy mój telefon ponownie zawibrował.

Ten sam nieznany numer.

Tym razem nie było zdjęcia.

Tylko wiadomość:

„Jeśli chcesz zobaczyć Karola żywego, przyjedź sama”.

Pod spodem widniał adres.

Ten sam, który Karol właśnie pokazał na nagraniu.

Mecenas Nowak przeczytał wiadomość przez moje ramię.

— Nie jedzie pani tam sama.

— A jeśli on naprawdę żyje?

— Pani widziała ciało?

Pytanie uderzyło mnie jak policzek.

Otworzyłam usta.

I nagle zdałam sobie sprawę, że odpowiedź brzmiała:

Nie.

Trumna podczas pogrzebu była zamknięta.

Karol prosił o to w swoich ostatnich instrukcjach.

Nigdy nie zapytałam dlaczego.

Ciąg dalszy — kliknij Część 4, aby czytać dalej.

No comments yet