Wpatrywałam się w zdanie napisane ręką Karola, podczas gdy drzwi archiwum drżały pod kolejnymi uderzeniami.
„To był pierwszy raz, kiedy Artur zabił kogoś z naszej rodziny”.
Pierwszy.
To słowo było gorsze od całej reszty.
— Otwórzcie — odezwał się Wysocki zza drzwi. — I tak nie macie dokąd pójść.
Alicja przesuwała dłonią po bocznej ścianie regału.
— Karol nie zostawiłby nas tutaj bez wyjścia.
Nowak spojrzał na urządzenie awaryjne.
Ekran nadal świecił.
Pod komunikatem dotyczącym pudełka M.K. pojawiła się nowa linia:
„JEŚLI ARTUR ZNALAZŁ ARCHIWUM, WŁĄCZ REJESTRATOR”.
Nacisnęłam wskazany przycisk.
Maleńka czerwona kropka zapaliła się w rogu ekranu.
— Nagrywa? — zapytałam.
— Dźwięk i obraz — odpowiedziała Alicja. — Na zewnętrzny serwer, jeśli Karol zrobił to tak, jak zwykle zabezpieczał dane.
Za drzwiami zapadła cisza.
Wysocki najwyraźniej też zrozumiał, że przestaliśmy próbować uciekać.
— Naprawdę chce pani wierzyć nagraniu sprzed tylu lat? — zawołał.
Podeszłam bliżej drzwi.
— Chcę usłyszeć od pana, dlaczego moja matka zginęła.
Nowak złapał mnie za ramię.
— Nie prowokuj go.
Ale właśnie tego potrzebowałam.
Jeśli Karol zostawił rejestrator, nie chciał, żebym tylko znalazła stare dokumenty.
Chciał, żebym zdobyła dowód.
— To był wypadek — odpowiedział Wysocki.
— Karol uważał inaczej.
Krótki śmiech.
— Karol przez całe życie uważał, że jest mądrzejszy od wszystkich.
— A mimo to bał się pana.
— Bał się utraty kontroli.
Usłyszałam metaliczny trzask.
Zamek zaczynał puszczać.
Alicja szepnęła:
— Jeszcze minuta.
— Do czego?
Wskazała na panel awaryjny.
— Kopia plików Karola właśnie się wysyła.
Na ekranie przesuwał się pasek.
62 procent.
Wysocki uderzył ponownie.
— Pani matka nie zginęła dlatego, że była rodziną Karola — powiedział. — Zginęła, bo znalazła coś, czego nie powinna była znaleźć.
Zamarłam.
— Co?
— Pierwszą wersję umowy właścicielskiej.
Nowak spojrzał na mnie.
Wysocki mówił dalej.
— Karol chciał, żeby firma zawsze pozostała w rodzinie. Sentymentalny idiotyzm. Ja zbudowałem system, który pozwolił tej firmie przeżyć. Bez ludzi takich jak ja Karliński Medical Technologies nadal sprzedawałoby aparaturę do dwóch klinik.
— Więc ją pan zabił?
Cisza.
Pasek: 74 procent.
— Nie chciałem jej śmierci — powiedział w końcu. — Chciałem, żeby przestała grzebać w dokumentach.
To wystarczyło.
Spojrzałam na czerwoną kropkę.
Nagrywała.
— Hamulce? — zapytałam.
Nowak rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie, ale nie przestałam.
— Co pan zrobił z jej samochodem?
Po drugiej stronie drzwi usłyszeliśmy spokojny oddech.
— Pani ojciec powinien był zabrać ją z miasta wtedy, kiedy mu powiedziałem.
Świat zadrżał mi pod stopami.
Nie było już żadnego „przypadku”.
Nie było wypadku.
Było ostrzeżenie, którego moja matka nie przeżyła.
Pasek: 86 procent.
Nagle rozległ się inny dźwięk.
Trzy szybkie uderzenia w metalową ścianę za nami.
Alicja odwróciła się.
— Co to było?
Znów trzy uderzenia.
Potem głos.
— To ja.
Ojciec.
Podbiegłam do tylnej ściany.
— Tato?!
— Odsuńcie regał numer trzy!
Nowak i Alicja chwycili metalową konstrukcję. Za nią znajdował się wąski właz serwisowy.
Ojciec pojawił się po drugiej stronie, blady i zdyszany.
Kiedy mnie zobaczył, przez sekundę wyglądał tak, jakby miał się rozpłakać.
— Przepraszam — powiedział. — Powinienem był powiedzieć ci wszystko wiele lat temu.
— Dlaczego twoje dane otworzyły szafkę Karola?
Wyjął z kieszeni stary identyfikator.
— Bo Artur skopiował mój profil administracyjny jeszcze zanim odszedłem z firmy. Karol o tym wiedział. Próbowaliśmy udowodnić, że nadal go używa.
— „Próbowaliśmy”?
— Karol skontaktował się ze mną po swojej diagnozie.
Poczułam gniew.
— Czyli wy dwaj rozmawialiście, a obaj pozwoliliście mi wierzyć, że nie mam żadnej rodziny?
Ojciec opuścił wzrok.
— Karol chciał ci powiedzieć. Ja błagałem go, żeby tego nie robił, dopóki Wysocki żyje i ma dostęp do firmy.
— Więc dlatego Karol wszedł do programu hospicyjnego?
— Nie. — Ojciec spojrzał na mnie. — To był jego pomysł. Chciał cię poznać bez nazwiska, pieniędzy i historii między nami. Ja dowiedziałem się o tym dopiero później.
Za drzwiami huknęło.
Zamek pękł.
Pasek na urządzeniu osiągnął 100 procent.
„KOPIA ZABEZPIECZONA”.
— Wchodźcie do tunelu! — krzyknął ojciec.
Drzwi otworzyły się.
Wysocki stanął w wejściu.
Nie miał już spokojnego uśmiechu.
W dłoni trzymał mały pojemnik z przezroczystym płynem.
Alicja pobladła.
— Rozpuszczalnik.
Wysocki spojrzał na pudełka.
— Karol zawsze wierzył w dokumenty. Jakby papier mógł kogokolwiek uratować.
— Już nie chodzi o papier — powiedziałam.
Podniosłam urządzenie.
Jego spojrzenie zatrzymało się na czerwonej kropce.
Po raz pierwszy zobaczyłam prawdziwy strach na jego twarzy.
Rzucił pojemnik.
Ojciec odepchnął mnie w stronę włazu.
Płyn rozlał się po podłodze.
Wysocki wyciągnął zapalniczkę.
— Jeśli ja nie będę miał tej firmy — powiedział — nikt jej nie dostanie.
Alicja pociągnęła alarm przeciwpożarowy.
Syrena przecięła powietrze.
Wysocki zapalił płomień.
I wtedy zza jego pleców rozległ się męski głos:
— Proszę ją odłożyć, panie Wysocki.
Dwóch funkcjonariuszy ochrony stało przy wejściu, a za nimi policjant.
Wysocki zamarł.
Ojciec spojrzał na mnie.
— Zadzwoniłem do prokuratora, zanim tu wszedłem.
Zapalniczka wypadła Wysockiemu z ręki.
Nie zdążyła dotknąć rozpuszczalnika.
Policjanci powalili go na podłogę.
Myślałam, że to koniec.
Ale kiedy wychodziliśmy z archiwum, urządzenie Karola zawibrowało po raz ostatni.
Pojawił się nowy plik.
„OTWORZYĆ DOPIERO PO ARESZTOWANIU ARTURA WYSOCKIEGO”.
Spojrzałam na ojca.
— Wiedziałeś o tym?
Pokręcił głową.
Otworzyłam plik.
Na ekranie pojawił się Karol.
— Jeśli Artur został zatrzymany — powiedział — oznacza to, że odkryłaś, kto doprowadził do mojej śmierci.
Zrobił krótką pauzę.
— Ale zanim przyjmiesz choćby jedną złotówkę z mojego majątku, musisz poznać ostatnią prawdę.
Spojrzał prosto w kamerę.
— Powód, dla którego poprosiłem cię o małżeństwo, nie miał nic wspólnego z samotnością.
Zrobiło mi się zimno.
Ojciec zamknął oczy, jakby właśnie usłyszał zdanie, którego obawiał się od lat.
Na nagraniu Karol sięgnął po leżący obok niego dokument.
— Wiedziałem, że jesteś moją siostrzenicą. Wiedziałem też, że zgodnie z dawną umową rodzinną po mojej śmierci odziedziczyłabyś część praw do firmy nawet bez testamentu. Ale Artur przygotował zabezpieczenie na taki przypadek. Mógł zakwestionować twoją tożsamość, przeciągać postępowanie latami i w tym czasie przejąć zarząd.
Spojrzał w dół, potem znowu w kamerę.
— Potrzebowałem rozwiązania, którego nie mógł podważyć bez ujawnienia własnych działań.
Serce zaczęło mi walić.
— Dlatego małżeństwo — wyszeptał Nowak.
Karol jakby odpowiadał mu z ekranu.
— Ślub zmienił wszystko. Ale nie w sposób, który teraz podejrzewasz.
Film zatrzymał się dokładnie w tym miejscu.
Pod nim widniał napis:
„DALSZA CZĘŚĆ — TYLKO W OBECNOŚCI NOTARIUSZA I TWOJEGO OJCA”.
Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby czytać dalej.







No comments yet