Rozrywka

Poślubiłam umierającego Karola — po jego pogrzebie prawnik wręczył mi list, a drugie zdanie zwaliło mnie z nóg

— Proszę mi powiedzieć prawdę — powiedziałam. — Teraz.

Mecenas Nowak spojrzał na wiadomość, potem na mnie.

— Te czterysta osiemdziesiąt tysięcy rzeczywiście zostało przelane na rachunek, którym zarządzam.

— Czyli ten człowiek nie kłamał.

— Nie powiedziałem tego.

— Karol na nagraniu nazwał ten przelew podejrzanym.

Nowak pokręcił głową.

— Nie. Powiedział, że nie potrafi go wyjaśnić. To ogromna różnica.

— Dla mnie żadna.

Przez chwilę milczał.


— Sześć tygodni temu Karol przekazał mi te pieniądze i polecił zatrudnić ludzi, którzy nie mieli żadnego związku z Karliński Medical Technologies.

— Jakich ludzi?

— Prywatne laboratorium. Specjalistę od cyberbezpieczeństwa. Byłego śledczego zajmującego się przestępstwami gospodarczymi.

Zamarłam.

— Po co?

— Podejrzewał, że ktoś w firmie śledzi każdy jego ruch. Nie chciał, żeby płatności prowadziły bezpośrednio do niego.

— Dlaczego więc na filmie zachowywał się tak, jakby sam nie wiedział, dokąd trafiły pieniądze?

Tym razem Nowak nie odpowiedział od razu.

I właśnie ta chwila zawahania przestraszyła mnie najbardziej.

— Tego nie potrafię pani wyjaśnić — powiedział w końcu.


— A może nie chce pan wyjaśnić?

— Może Karol celowo zostawił pani powód, żeby nie ufała nawet mnie.

Spojrzałam na kartkę z liczbą 214.

— W takim razie pojedziemy do pokoju.

Nowak westchnął.

— Jeśli pojedziemy do siedziby firmy, ludzie się dowiedzą, że pani tam była.

— Mam wrażenie, że już wiedzą o mnie znacznie więcej, niż powinni.

Tym razem nie próbował mnie zatrzymać.

Kiedy wychodziliśmy, przed dom podjechał radiowóz.

Policjanci przeszukali budynek, ale nieznajomego już nie znaleźli. Za domem odkryli tylko porzucony ciemny płaszcz.


Ten sam, który miał na sobie mężczyzna ze zdjęcia.

W jednej kieszeni znajdowała się cienka rolka przezroczystej folii do charakteryzacji i małe pudełko kleju kosmetycznego.

Przypomniałam sobie jasną linię pod uchem „Karola”.

Zdjęcie było upozorowane.

Ktoś specjalnie stworzył człowieka podobnego do niego.

Nie wiedziałam tylko po co.

Żeby przekonać mnie, że Karol żyje?

Czy żeby sprawić, żebym zaczęła wątpić we wszystko, co zobaczyłam po jego śmierci?

Godzinę później staliśmy przed siedzibą Karliński Medical Technologies.

Szklany budynek miał kilkanaście pięter.


Do tej pory znałam nazwę firmy głównie z urządzeń medycznych.

Teraz połowa tego miejsca należała prawdopodobnie do mnie.

Ta myśl była tak absurdalna, że niemal mnie rozśmieszyła.

W recepcji Nowak podał swoje nazwisko.

Kobieta za biurkiem spojrzała na mnie i natychmiast przestała się uśmiechać.

— Pani… żona pana Karlińskiego?

— Tak.

Jej oczy przesunęły się w stronę kamer.

— Proszę zaczekać.

— Nie — powiedział Nowak. — Mamy bezpośrednią zgodę właściciela na wejście do archiwum 214.


Recepcjonistka pobladła.

To wystarczyło, żebym zrozumiała, że numer coś znaczył również dla niej.

Windą wjechaliśmy na drugie piętro.

Pokój 214 znajdował się na końcu pustego korytarza.

Nie miał tabliczki.

Tylko czytnik kart i mały ekran.

Nowak przyłożył swoją kartę.

Czerwone światło.

Spróbował ponownie.

To samo.


— Karol usunął moje uprawnienia — mruknął.

— Przecież mówił pan, że tylko ja będę mogła wejść.

— Nie wiedziałem, w jaki sposób.

Ekran nagle się podświetlił.

„PROSZĘ PRZYŁOŻYĆ PALEC”.

Spojrzeliśmy na siebie.

Przyłożyłam kciuk.

Zamek kliknął.

— Skąd system ma moje odciski?

Nowak wyglądał równie zaskoczonego jak ja.


— Dokumenty ślubne — powiedział po chwili. — Karol musiał połączyć dane biometryczne użyte przy potwierdzaniu tożsamości.

Drzwi otworzyły się.

W środku nie było sejfu ani stosów pieniędzy.

Były segregatory.

Setki.

Na ścianie wisiała tablica z nazwiskami pracowników, lekarzy i członków zarządu.

Czerwone linie łączyły niektóre osoby.

Na biurku leżała kartka.

Moje imię.

Podeszłam bliżej.


„Jeśli tu dotarłaś, nie szukaj osoby, która podała mi lek. Szukaj osoby, która wiedziała, że dostanę go właśnie tego dnia”.

Poniżej znajdowała się nazwa pliku.

KMT-17.

Nowak odnalazł odpowiedni segregator.

W środku były kopie dokumentacji medycznej Karola.

Wyniki badań.

Listy leków.

Grafiki pielęgniarek.

I wydruk z systemu kontroli dostępu.

Dzień śmierci Karola.


Godzina 18:42.

Ktoś otworzył elektroniczną szafkę z jego lekami.

Nazwisko użytkownika było zaczernione.

Ale obok widniał numer identyfikacyjny.

Nowak wyjął telefon.

— Mogę sprawdzić, do kogo należy.

— Proszę.

Wpisywał numer przez kilka sekund.

Potem nagle przestał.

— Co?


Odwrócił ekran w moją stronę.

Identyfikator nie należał do lekarza.

Nie należał również do pielęgniarki.

Należał do członka zarządu Karliński Medical Technologies.

Mężczyzny, którego widziałam wcześniej na zdjęciu pokazanym mi w starym domu.

Ale pod nazwiskiem znajdowała się jeszcze jedna informacja.

Status konta:

„USUNIĘTE — trzy dni przed śmiercią Karola”.

— Jak nieaktywne konto mogło otworzyć szafkę? — zapytałam.

Nowak nie zdążył odpowiedzieć.

Za naszymi plecami rozległ się głos.

— Bo ktoś przywrócił je dokładnie na siedem minut.

Odwróciliśmy się.

W drzwiach stała kobieta w eleganckim szarym garniturze.

Trzymała w dłoni kartę dostępu.

— I wiem, kto to zrobił — powiedziała.

Spojrzała prosto na mecenasa Nowaka.

— Ale jeśli chce pani poznać prawdę, proszę najpierw zapytać swojego prawnika, dlaczego kamera przy łóżku Karola została wyłączona piętnaście minut przed jego śmiercią.

Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.

No comments yet