— Kim pani jest? — zapytałam.
Kobieta zamknęła za sobą drzwi.
— Alicja Domańska. Dyrektorka do spraw zgodności w Karliński Medical Technologies. Przez ostatnie jedenaście lat odpowiadałam za audyty wewnętrzne.
Spojrzała na Nowaka.
— I trzy tygodnie temu Karol polecił mi sprawdzać każdy ruch wykonywany przy użyciu pańskich danych dostępowych.
Nowak zacisnął szczękę.
— Dlaczego nic mi pani nie powiedziała?
— Bo właśnie tego zabronił.
Poczułam narastające zmęczenie.
Każda odpowiedź Karola otwierała kolejne drzwi, za którymi czekały następne sekrety.
— Kamera — przypomniałam. — Dlaczego została wyłączona?
Alicja podeszła do komputera.
— Oficjalnie z powodu awarii systemu. Nieoficjalnie ktoś wysłał polecenie serwisowe, żeby wyłączyć monitoring w jego sypialni od 18:35 do 19:05.
— Kto?
— Polecenie zostało zatwierdzone podpisem elektronicznym kancelarii mecenasa Nowaka.
Spojrzałam na niego.
— Znowu pan?
— Nie podpisywałem żadnego takiego dokumentu.
Alicja skinęła głową.
— Wierzę panu.
To zaskoczyło nas oboje.
Wyjęła pendrive i położyła go na biurku.
— Podpis został skopiowany z dokumentu sprzed dwóch lat. Metadane się nie zgadzają. Ktoś chciał, żeby ślad prowadził właśnie do pana.
— Czy Karol o tym wiedział? — zapytałam.
— Nie przed śmiercią. Odkryłam to następnego dnia.
— I nie zgłosiła pani policji?
— Zgłosiłam nieautoryzowane użycie podpisu. Nie powiedziałam wszystkiego, ponieważ Karol zostawił mi instrukcję.
Oczywiście.
Kolejną instrukcję.
Alicja spojrzała na mnie.
— Kazał mi czekać, aż pani sama dotrze do pokoju 214.
— Wszyscy najwyraźniej czekali na mnie oprócz mnie.
Na jej twarzy pojawił się cień smutku.
— Karol wiedział, że to niesprawiedliwe. Ale uważał, że jeśli nazwie podejrzanego przed śmiercią, ta osoba po prostu zniszczy dowody.
Wskazałam dokument dostępu do szafki z lekami.
— Konto tego członka zarządu. Kogo?
Alicja odwróciła kartkę.
— Artura Wysockiego. Dyrektora operacyjnego.
To był mężczyzna ze zdjęcia pokazanego mi w starym domu.
— Czy on zabił Karola?
— Tego nie powiedziałam.
W pamięci natychmiast zabrzmiała pierwsza wskazówka Karola:
„Nie ufaj temu, kto jako pierwszy nazwie mnie mordercą”.
— Kto przywrócił konto Wysockiego na siedem minut?
Alicja wpisała hasło do komputera i otworzyła raport.
Na ekranie pojawiło się nazwisko.
Nie Wysocki.
Nie Nowak.
Mój ojciec.
Przez sekundę byłam pewna, że źle widzę.
— To niemożliwe.
Alicja nie spuszczała ze mnie wzroku.
— Pani ojciec przez dziewięć lat pracował dla firmy.
— Mój ojciec nigdy nie mówił, że znał Karola.
— Nie tylko go znał. Pomagał tworzyć pierwszy system bezpieczeństwa informatycznego Karliński Medical Technologies.
Usiadłam.
W jednej chwili całe dzieciństwo zaczęło wyglądać inaczej.
Przeprowadzki.
Zmiana nazwiska.
Milczenie o rodzinie matki.
Ojciec zawsze mówił, że robi to, żeby zacząć od nowa.
A jeśli naprawdę przed czymś uciekaliśmy?
— Gdzie on teraz jest? — zapytałam.
— Tego nie wiem.
Wyciągnęłam telefon.
Zadzwoniłam.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Bez odpowiedzi.
Nowak podszedł bliżej ekranu.
— Jest coś jeszcze. Spójrzcie na czas aktywacji konta.
18:39.
Szafka została otwarta o 18:42.
— Trzy minuty — powiedziałam.
— Tak.
Alicja otworzyła kolejny plik.
— Ale pani ojciec nie logował się z domu.
Na ekranie pojawił się adres IP oraz lokalizacja terminala.
Karliński Medical Technologies.
Drugie piętro.
Pokój 214.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym właśnie staliśmy.
— Był tutaj?
— Według systemu tak.
— W dniu śmierci Karola?
— Tak.
Podeszłam do starej szafy archiwalnej.
Jeżeli ojciec tutaj był, Karol musiał o tym wiedzieć.
Nagle zauważyłam coś między segregatorami.
Kopertę.
Na niej widniało moje nazwisko panieńskie.
Nazwisko, którego nie używałam od lat.
Otworzyłam ją.
W środku znajdowało się zdjęcie.
Moja matka.
Karol.
I mój ojciec.
Byli młodzi.
Uśmiechnięci.
Stali przed małym budynkiem z tablicą:
„Karliński Medyczne Systemy — 1998”.
Na odwrocie Karol napisał:
„Zanim zostaliśmy wrogami, byliśmy rodziną”.
Pod fotografią znajdowała się druga kartka.
Tylko jedno zdanie:
„Twój ojciec nie ukrywał cię przede mną. Ukrywał cię przed człowiekiem, którego ja wpuściłem do naszej rodziny”.
Poczułam, jak ściska mnie w gardle.
— Co to znaczy?
Alicja spojrzała na Nowaka.
On z kolei patrzył na zdjęcie.
Nagle wskazał czwartą osobę stojącą w tle.
Prawie całkowicie zasłoniętą przez Karola.
Ale twarz była widoczna.
Rozpoznałam ją.
To był Artur Wysocki.
Telefon zadzwonił.
Tym razem nie nieznany numer.
Ojciec.
Natychmiast odebrałam.
— Tato?
Przez kilka sekund słyszałam tylko jego oddech.
— Gdzie jesteś?
— W firmie Karola.
Zapadła cisza.
— W pokoju 214?
Zamarłam.
— Skąd wiesz?
— Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Niczego tam nie dotykaj i natychmiast wyjdź.
— Dlaczego twoje konto otworzyło szafkę z lekami Karola?
— To nie było moje konto.
— System mówi co innego.
Jego głos nagle zadrżał.
— Bo Karol popełnił ten sam błąd drugi raz.
— Jaki?
— Uwierzył, że Artur Wysocki chce tylko jego pieniędzy.
Usłyszałam po drugiej stronie trzask drzwi.
Potem ojciec powiedział coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
— On nigdy nie chciał majątku Karola. Chciał firmy. A teraz, zgodnie z testamentem, żeby ją przejąć, musi pozbyć się już tylko ciebie.
Połączenie nagle się urwało.
Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.







No comments yet