Anna przez dłuższą chwilę nie była w stanie oderwać wzroku od nazwiska na dokumencie. Litery wydawały się ostre, niemal wycięte w papierze. Marcin Kowalski. Człowiek, z którym dzieliła łóżko, dom i czternaście lat życia, próbował dostać się do pieniędzy pozostawionych jej przez ojca, zanim ona sama dowiedziała się o ich istnieniu.
— Chcę wiedzieć wszystko — powiedziała w końcu. — Kiedy próbował, czego użył i dlaczego nikt mnie o tym nie poinformował.
Piotr usiadł naprzeciwko niej.
— To może potrwać. Zagraniczne struktury mają swoje procedury. Ale już teraz widzę coś niepokojącego. Przy dwóch wnioskach Marcin przedstawił pełnomocnictwo.
Anna uniosła głowę.
— Nigdy nie dawałam mu pełnomocnictwa do żadnego zagranicznego rachunku.
— Właśnie dlatego nie uzyskał dostępu. Dokumenty zostały zakwestionowane.
Piotr wyciągnął kolejny wydruk.
— Podpis wygląda jak twój.
Anna spojrzała na niego i poczuła mdłości. Podpis rzeczywiście przypominał jej własny. Charakterystyczne wydłużone „A”, szybka linia nazwiska, nawet niewielkie zawinięcie na końcu.
Ale nie był jej.
— Sfałszował go?
— Tego jeszcze nie możemy stwierdzić. Potrzebujemy oryginału i opinii grafologa. Na razie niczego nie zakładaj.
Anna parsknęła gorzko.
— Wczoraj jego matka wygoliła mi głowę podczas snu, a on powiedział, że powinnam nauczyć się słuchać. Dzisiaj odkrywam, że od trzech lat próbuje dostać się do mojego majątku. Trudno niczego nie zakładać.
Piotr nie odpowiedział.
Telefon Anny zawibrował.
Marcin.
Tym razem odebrała.
— Musimy porozmawiać — powiedział natychmiast.
— O czym?
— O tym, co robisz.
— Sprecyzuj.
— Zablokowałaś pieniądze. Przysłałaś jakieś dokumenty dotyczące domu. Matka płacze. Zachowujesz się jak psychopatka tylko dlatego, że pokłóciliśmy się o włosy.
Anna spojrzała na Piotra.
— Tylko o włosy?
— Wiesz, co mam na myśli.
— Dobrze. Porozmawiajmy.
Marcin najwyraźniej nie spodziewał się zgody.
— Przyjedziesz?
— Nie. Spotkamy się w kawiarni przy kancelarii Piotra o osiemnastej.
— Po co prawnik?
— Bo złożyłam dokumenty dotyczące separacji.
Cisza.
Tym razem trwała długo.
— Co zrobiłaś?
— Usłyszałeś.
— Anna, nie możesz rozwalić małżeństwa przez jedną głupią sytuację.
— Twoja matka zaatakowała mnie podczas snu.
— Nie dramatyzuj.
Anna poczuła znajome ukłucie gniewu, ale nie pozwoliła mu przejąć kontroli.
— O osiemnastej.
Rozłączyła się.
Piotr spojrzał na nią surowo.
— Nie pokazuj mu dokumentów dotyczących funduszu.
— Dlaczego?
— Bo jeśli rzeczywiście próbował uzyskać dostęp, chcemy zobaczyć, co wie, zanim dowie się, co wiemy my.
O osiemnastej Marcin wszedł do kawiarni siedem minut spóźniony. Nie był sam.
Krystyna szła tuż za nim.
Anna niemal się roześmiała. Nawet teraz nie potrafił przyjść bez matki.
— To miała być rozmowa między nami — powiedziała.
— Mama jest częścią tej rodziny — odparł Marcin.
— W takim razie będzie mogła usłyszeć wszystko.
Usiedli.
Krystyna spojrzała na ogoloną głowę Anny z pogardliwym grymasem.
— Zrobiłaś z siebie widowisko.
— Nie. Ty zaczęłaś. Ja tylko dokończyłam.
Marcin uderzył dłonią w stół.
— Dosyć. Odblokuj karty. Wycofaj separację. Wróć do domu i porozmawiamy jak dorośli.
— Nie.
Jedno słowo.
Twarz Marcina zmieniła się.
— Co?
— Powiedziałam: nie.
Anna wyjęła z torebki przygotowaną przez Piotra kopertę.
— Tutaj masz zestawienie wydatków z ostatnich czterech lat. Kredyt, media, jedzenie, samochód, twoje ubezpieczenie, wydatki twojej matki. Prawie osiemdziesiąt siedem procent kosztów gospodarstwa domowego pokrywałam ja.
Krystyna prychnęła.
— Małżeństwo to nie księgowość.
— Zabawne, że mówisz to dopiero wtedy, kiedy przestałam płacić.
Marcin pochylił się nad stołem.
— Chcesz pieniędzy? O to chodzi? Dostaniesz je.
Anna przyjrzała mu się uważnie.
— Skąd?
— Zarabiam.
— W zeszłym miesiącu zarobiłeś sześć tysięcy osiemset złotych. Sama rata domu wynosi prawie pięć.
Marcin pobladł.
— Sprawdzałaś moje konto?
— Pensja wpływała na wspólny rachunek.
Krystyna nagle położyła dłoń na ramieniu syna.
— Nie musisz jej niczego tłumaczyć.
Ten drobny gest zainteresował Annę bardziej niż słowa.
Krystyna była zdenerwowana.
Nie zła.
Zdenerwowana.
Anna postanowiła zaryzykować.
— Zwłaszcza że niedługo pieniądze nie powinny być problemem, prawda, Marcin?
Jego źrenice lekko się rozszerzyły.
— O czym ty mówisz?
— Sama chciałabym wiedzieć.
— Nie wiem, co próbujesz sugerować.
Ale Krystyna już nie patrzyła na Annę.
Patrzyła na Marcina.
I wtedy Anna wiedziała.
Oboje coś ukrywali.
— Zostawcie klucze do domu do końca tygodnia — powiedziała, wstając.
Marcin również zerwał się z krzesła.
— Nie możesz nas wyrzucić!
Kilka osób przy sąsiednich stolikach odwróciło głowy.
Anna spokojnie założyła płaszcz.
— Prawnik wyjaśni ci procedurę.
Kiedy odchodziła, usłyszała za plecami szept Krystyny.
— Mówiłam ci, żebyś nie składał trzeciego wniosku.
Anna zatrzymała się.
Marcin syknął:
— Mamo, zamknij się.
Nie odwróciła się. Poszła dalej, choć serce waliło jej tak mocno, że niemal nie słyszała kroków.
Krystyna wiedziała.
Wieczorem Anna nie wróciła do domu. Zatrzymała się w hotelu niedaleko biura i przez dwie godziny przeglądała stare dokumenty zapisane w chmurze. Testament matki. Akt zakupu domu. Dokumenty ojca. Stare skany rodzinnych papierów.
O 22:17 zadzwonił Piotr.
— Mamy coś.
Anna usiadła na łóżku.
— Co?
— Kancelaria w Zurychu potwierdziła, że osoba składająca wnioski znała numer identyfikacyjny funduszu. To nie jest informacja, którą można znaleźć przypadkiem.
— Czyli Marcin musiał dostać dokumenty.
— Tak. I jeszcze jedno. Pierwszy wniosek nie został złożony trzy lata temu.
Anna zmarszczyła brwi.
— Przecież widziałam datę.
— To była pierwsza próba Marcina. Historia funduszu jest starsza. Ktoś próbował zmienić beneficjenta już siedemnaście lat temu.
Anna poczuła, jak zaciska palce na telefonie.
Siedemnaście lat temu nie znała jeszcze Marcina.
— Kto?
— Nie podali nazwiska. Ale przesłali kopię korespondencji dotyczącej tamtego wniosku.
Telefon Anny zapiszczał.
Na ekranie pojawił się załącznik od Piotra.
Otworzyła zeskanowany list.
Papier był pożółkły, tekst częściowo wyblakły. Wniosek dotyczył przeniesienia kontroli nad aktywami ustanowionymi przez jej ojca.
Na dole znajdował się odręczny dopisek:
„Beneficjentka nie może dowiedzieć się o istnieniu zabezpieczenia przed ukończeniem 40. roku życia.”
Anna poczuła lodowaty dreszcz.
Za trzy tygodnie kończyła czterdzieści lat.
— Piotr...
— Wiem.
— Kto napisał tę notatkę?
— Tego właśnie próbuję ustalić.
Anna powiększyła skan. Pod dopiskiem znajdowały się dwie litery, prawdopodobnie inicjały.
K.K.
Przez chwilę patrzyła na nie bez zrozumienia.
Potem przypomniała sobie stare dokumenty leżące kiedyś w szufladzie Krystyny. Recepty, rachunki, formularze. Teściowa podpisywała się zawsze w ten sam sposób, skracając imię i nazwisko do dwóch inicjałów.
K.K.
Krystyna Kowalska.
Anna poderwała się z łóżka.
— Piotr, sprawdź jedną rzecz. Czy Krystyna mogła znać mojego ojca?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Dlaczego pytasz?
Anna wpatrywała się w wyblakłe litery.
— Bo zaczynam podejrzewać, że moja teściowa weszła w moje życie na długo przed tym, zanim poznałam jej syna.







No comments yet