Anna prawie nie spała. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, widziała dwie litery zapisane na pożółkłym dokumencie: K.K. Wiedziała, że inicjały same w sobie niczego nie dowodzą. W Polsce mogły należeć do tysięcy osób. A jednak szept Krystyny w kawiarni — „Mówiłam ci, żebyś nie składał trzeciego wniosku” — sprawiał, że przypadek stawał się coraz mniej prawdopodobny.
O szóstej rano Anna siedziała już przy hotelowym biurku z laptopem. Przeglądała stare zdjęcia rodziców przechowywane w chmurze. Większość znała na pamięć: wakacje nad Bałtykiem, Boże Narodzenie, jej pierwsza komunia, ojciec stojący przy starym oplu. Nic.
Dopiero w folderze oznaczonym „Tata — praca” znalazła fotografię, której wcześniej nie pamiętała.
Zdjęcie przedstawiało kilkanaście osób przed budynkiem jakiejś firmy. Jej ojciec, Andrzej, stał w drugim rzędzie. Anna powiększyła obraz.
Obok niego była kobieta.
Ciemne włosy. Szczupła twarz. Charakterystyczne wysoko uniesione brwi.
Anna poczuła, że przestaje oddychać.
Kobieta była dużo młodsza, ale przypominała Krystynę.
Telefon zadzwonił dokładnie w tej chwili.
Piotr.
— Mam odpowiedź — powiedział bez powitania. — Krystyna Kowalska pracowała kiedyś w spółce konsultingowej obsługującej przedsiębiorstwo, w którym twój ojciec był dyrektorem technicznym.
Anna zacisnęła powieki.
— Czyli go znała.
— Prawdopodobnie. Ale nie wyciągajmy jeszcze wniosków. To było ponad dwadzieścia lat temu.
— Mam ich wspólne zdjęcie.
Piotr zamilkł.
— Przyślij mi je.
Anna wysłała fotografię.
— Jest jeszcze coś — dodał prawnik. — Sprawdziłem dokumentację spadkową po twoim ojcu. Funduszu w niej nie ma.
— Jak można ukryć coś takiego?
— Jeśli aktywa zostały wcześniej wydzielone i nie wchodziły bezpośrednio do masy spadkowej, mogły funkcjonować oddzielnie. Ale dziwniejsze jest coś innego. Po śmierci twojego ojca ktoś regularnie kontaktował się z administratorem struktury.
— Kto?
— Tego jeszcze nie wiem.
Anna wstała.
— Ja chyba wiem, gdzie możemy znaleźć odpowiedź.
Dwie godziny później stała przed mieszkaniem swojej ciotki Elżbiety na warszawskim Mokotowie. Młodsza siostra jej matki miała siedemdziesiąt jeden lat i była ostatnią osobą, która pamiętała tamten okres wystarczająco dobrze.
Elżbieta otworzyła drzwi i zamarła na widok ogolonej głowy siostrzenicy.
— Aniu...
— Wyjaśnię później. Muszę zapytać o tatę.
Przy kuchennym stole Anna położyła przed nią stare zdjęcie.
— Znasz tę kobietę?
Elżbieta wzięła okulary. Przybliżyła fotografię do twarzy.
Jej reakcja była natychmiastowa.
Odłożyła zdjęcie.
— Skąd to masz?
— Z dokumentów taty.
— Anna, zostaw przeszłość.
To zdanie zabolało ją bardziej niż zaprzeczenie.
— Czyli ją znasz.
Ciotka wstała i zaczęła nerwowo nalewać wodę do czajnika.
— Nie wszystko, co wydarzyło się między twoimi rodzicami, powinno obciążać ciebie.
— Krystyna znała mojego ojca?
Ręka Elżbiety zatrzymała się nad czajnikiem.
— Tak.
Anna poczuła ciężar w piersi.
— Jak dobrze?
— Pracowali przy jednym projekcie. Krystyna zajmowała się dokumentacją finansową.
— Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziała?
— Nie wiem.
— A moja mama wiedziała?
Elżbieta odwróciła się.
— Wiedziała.
Anna obserwowała jej twarz.
— I?
— I jej nie ufała.
To były cztery proste słowa, ale nagle cały pokój wydawał się mniejszy.
— Dlaczego?
Elżbieta długo milczała.
— Po śmierci Andrzeja twoja mama znalazła brakujące dokumenty. Twierdziła, że ktoś próbował uzyskać dostęp do pieniędzy przeznaczonych dla ciebie.
— Do funduszu?
Kubek w rękach Elżbiety lekko zadrżał.
— Więc już o nim wiesz.
Anna poczuła gniew.
— Ty też wiedziałaś?
— Wiedziałam tylko, że Andrzej zabezpieczył coś dla ciebie. Twoja mama kazała mi obiecać, że nigdy ci nie powiem przed czterdziestymi urodzinami.
— Dlaczego wszyscy decydowali, czego mam nie wiedzieć o własnym życiu?
— Bo ktoś próbował dostać się do tych pieniędzy.
— Krystyna?
— Twoja mama tak uważała. Nigdy tego nie udowodniła.
Anna odsunęła krzesło.
— A potem siedem lat później przypadkiem poznałam Marcina?
Elżbieta pobladła.
— Gdzie go poznałaś?
— Na urodzinach koleżanki.
— Której?
— Magdy. Dlaczego?
Ciotka nic nie odpowiedziała.
— Ciociu?
— Muszę ci coś pokazać.
Poszła do sypialni i wróciła z niewielkim metalowym pudełkiem. Wyjęła kopertę opisaną charakterem pisma matki Anny.
„Dla Anny, jeśli Krystyna znów się pojawi.”
Anna poczuła dreszcz.
— Mama to napisała?
— Rok przed śmiercią.
W kopercie znajdowały się trzy kartki i stara fotografia. Na zdjęciu Krystyna rozmawiała z matką Anny przed kawiarnią. Data wydrukowana na odwrocie pochodziła sprzed dziewięciu lat.
Anna znała wtedy Marcina od dwóch.
— Spotykały się?
— Twoja mama odkryła, kim jest jego matka. Chciała ci powiedzieć, ale...
Elżbieta urwała.
— Ale co?
— Przestraszyła się.
Anna nigdy nie słyszała, żeby ktokolwiek opisywał jej matkę w ten sposób.
— Czego?
— Tego, że jeśli zaczniesz zadawać pytania, ktoś przyspieszy działania.
Anna otworzyła pierwszą kartkę. Była to kopia listu napisanego przez jej matkę.
„Aniu, jeśli to czytasz, oznacza to, że nie udało mi się ochronić cię przed konsekwencjami decyzji twojego ojca.”
Dalej część tekstu została zamazana wilgocią.
Anna przewróciła stronę.
Na następnej widniało jedno nazwisko.
Marcin Kowalski.
Pod nim matka napisała:
„Nie wiem, czy chłopak wie, dlaczego jego matka doprowadziła do tego spotkania.”
Anna poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.
— Jakiego spotkania?
Elżbieta patrzyła na nią ze łzami w oczach.
— Tego, na którym poznałaś Marcina.
Anna przypomniała sobie tamten wieczór. Magda zaprosiła ją w ostatniej chwili. Marcin pojawił się podobno przypadkiem, bo znał jej kuzyna. Przyniósł jej drinka. Rozmawiali do drugiej nad ranem. Przez lata nazywali to swoim szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
Najwyraźniej żadnego zbiegu okoliczności nie było.
Telefon Anny zawibrował.
Wiadomość od Piotra.
„Nie wracaj do domu. Właśnie dostałem informację z banku. Ktoś dziś rano próbował otworzyć twój sejf depozytowy przy użyciu pełnomocnictwa.”
Anna natychmiast zadzwoniła.
— Kto?
— Bank nie poda nazwiska przez telefon. Jadę tam.
Anna spojrzała na Elżbietę.
— Mam sejf?
— Najwyraźniej.
— Nie, Piotrze. Nigdy nie wynajmowałam żadnego sejfu.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— W takim razie mamy większy problem. Skrytka została założona osiemnaście lat temu na twoje nazwisko.
— Co jest w środku?
— Tego bank nie ujawni bez twojej obecności.
Anna już sięgała po płaszcz.
Wtedy Piotr dodał:
— Jest jeszcze coś. Osoba, która próbowała ją dziś otworzyć, podała hasło bezpieczeństwa.
— Jakie?
Piotr zawahał się.
— „Andrzej”.
Anna spojrzała na zdjęcie ojca leżące na stole.
To nie Marcin był początkiem tej historii.
I być może nawet nie Krystyna.







No comments yet