Anna dotarła do banku kilka minut przed Piotrem. Przez całą drogę powtarzała sobie, że nie może pozwolić, by strach przejął kontrolę, lecz kiedy ochroniarz zaprowadził ich do niewielkiego gabinetu bez okien, jej dłonie były lodowate. Kierowniczka oddziału, kobieta po pięćdziesiątce przedstawiająca się jako Joanna Wysocka, położyła przed Anną dokument identyfikacyjny skrytki.
— Została otwarta na pani nazwisko osiemnaście lat temu — wyjaśniła. — Opłaty były regulowane z rachunku technicznego utworzonego przy zawarciu umowy.
— Przez kogo?
Joanna spojrzała na Piotra, jakby upewniała się, ile może powiedzieć.
— Formalnym zleceniodawcą była pani matka.
Anna poczuła jednocześnie ulgę i jeszcze większe zagubienie.
— Mama założyła skrytkę i nigdy mi o niej nie powiedziała?
— Umowa przewidywała przekazanie pełnej kontroli pani po ukończeniu czterdziestego roku życia. Istniała jednak procedura awaryjna pozwalająca wcześniej potwierdzić pani tożsamość.
Piotr pochylił się nad dokumentem.
— Hasło „Andrzej”?
Joanna skinęła głową.
— To jeden z elementów weryfikacji.
— Kto próbował otworzyć skrytkę?
— Mężczyzna przedstawił pełnomocnictwo.
— Marcin Kowalski? — zapytała Anna.
Kierowniczka nie odpowiedziała bezpośrednio. Obróciła monitor.
Na ekranie znajdował się nieruchomy kadr z kamery bezpieczeństwa.
Anna zesztywniała.
To nie był Marcin.
Mężczyzna wyglądał na około sześćdziesiąt lat. Siwe włosy, okulary, granatowy płaszcz. Nigdy wcześniej go nie widziała.
— Powiedział, że reprezentuje pani rodzinę — wyjaśniła Joanna. — Dokument został odrzucony z powodu niezgodności podpisu. Ochrona chciała go zatrzymać do wyjaśnienia, ale wyszedł, zanim rozpoczęto procedurę.
— Macie jego dane?
— Dokument tożsamości najprawdopodobniej był fałszywy.
Anna poczuła narastające napięcie.
Ktoś wiedział o skrytce. Znał hasło. Wiedział, że właśnie teraz należy działać.
— Chcę ją otworzyć.
Po kolejnej serii podpisów zeszli do podziemnej części banku. Metalowe drzwi otworzyły się z głuchym kliknięciem. Joanna wyjęła długą kasetę oznaczoną numerem 417 i pozostawiła Annę oraz Piotra w prywatnym pomieszczeniu.
Anna przez chwilę nie dotykała pokrywy.
— Gotowa? — zapytał Piotr.
— Nie.
Otworzyła ją mimo to.
W środku nie było pieniędzy.
Leżały tam cztery grube koperty, niewielki klucz, stary pendrive oraz notes należący do jej ojca.
Anna rozpoznała go natychmiast. Jako dziecko widywała Andrzeja zapisującego w nim obliczenia przy kuchennym stole.
Pierwsza koperta nosiła napis: „Anna — po czterdziestych urodzinach.”
Druga: „Dokumentacja funduszu.”
Trzecia: „K.K.”
Anna spojrzała na Piotra.
Otworzyła właśnie tę.
Wypadły fotografie, kopie przelewów i korespondencja sprzed ponad dwudziestu lat. Krystyna rzeczywiście pracowała przy dokumentacji projektu ojca Anny. Ale kolejne strony ujawniały coś jeszcze.
Andrzej podejrzewał nieprawidłowości finansowe w firmie.
Pieniądze znikały przez sieć spółek pośredniczących. Kilka podpisów zostało podrobionych. Krystyna była jedną z osób, które pomagały mu zbierać dowody.
Anna czytała coraz szybciej.
— To nie ma sensu — wyszeptała. — Mama uważała, że Krystyna próbowała dostać się do funduszu.
Piotr podniósł jedną z kartek.
— A te dokumenty sugerują, że początkowo pomagała twojemu ojcu.
Na ostatniej stronie znajdowała się odręczna notatka Andrzeja:
„Krystyna wie, gdzie trafiła część środków. Jeśli coś mi się stanie, nie wolno jej ufać bez potwierdzenia od Marka.”
— Marek? — zapytała Anna.
Piotr pokręcił głową.
Nie wiedzieli, kim był.
Anna sięgnęła po drugą kopertę. Dokumentacja funduszu była znacznie bardziej skomplikowana, ale jedna liczba przykuła jej uwagę.
Kwota początkowa: 1 850 000 złotych.
— Mój ojciec nie miał takich pieniędzy.
Piotr przeglądał kolejne strony.
— To nie były jego prywatne środki.
Anna spojrzała na niego.
— Więc czyje?
— Wygląda na to, że zostały zdeponowane jako zabezpieczenie związane z postępowaniem dotyczącym tamtej firmy. Twój ojciec ustanowił cię beneficjentką, ale dostęp miał zostać uruchomiony dopiero po spełnieniu określonych warunków.
— Jakich?
Brakowało strony.
Numeracja przeskakiwała z jedenastej na trzynastą.
Ktoś ją usunął.
Anna poczuła przypływ frustracji. Każda odpowiedź otwierała kolejne drzwi.
Wtedy przypomniała sobie pendrive.
Piotr podłączył go do odizolowanego laptopa należącego do kancelarii. Znajdowały się na nim trzy foldery.
„Finanse”.
„Dowody”.
„Anna”.
Ostatni zawierał jeden plik wideo.
Data nagrania pochodziła sprzed osiemnastu lat.
Anna kliknęła.
Na ekranie pojawiła się jej matka.
Wyglądała na zmęczoną. Siedziała w tym samym mieszkaniu, w którym Anna dorastała.
„Aniu, jeśli oglądasz to nagranie, prawdopodobnie zaczęłaś już zadawać pytania. Musisz wiedzieć, że twój ojciec nie zostawił ci fortuny. Zostawił ci odpowiedzialność.”
Anna ściszyła oddech.
„Pieniądze w funduszu są legalne, ale ich historia jest niebezpieczna. Andrzej pomógł ujawnić proceder, przez który wiele osób straciło ogromne sumy. Część odzyskanych środków zabezpieczono. Twoje nazwisko wykorzystano, ponieważ...”
Nagranie nagle się zatrzymało.
— Co się stało? — zapytała Anna.
Piotr sprawdził plik.
— Jest uszkodzony.
— Możemy odzyskać resztę?
— Spróbujemy.
Telefon Piotra zawibrował.
Spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.
— Policja zatrzymała mężczyznę, który był rano w banku.
— Kim jest?
Piotr przeczytał wiadomość.
Jego twarz natychmiast spoważniała.
— Nazywa się Marek Domański.
Anna spojrzała na notes ojca.
„Nie wolno jej ufać bez potwierdzenia od Marka.”
— Chcę z nim porozmawiać.
— Najpierw dowiedzmy się, kim naprawdę jest.
Tego wieczoru Anna wróciła z Piotrem do kancelarii. Informatyk odzyskał zaledwie kilkadziesiąt sekund dalszej części nagrania.
Obraz matki pojawił się ponownie.
„Najważniejsze jest jednak coś innego. Jeśli Krystyna Kowalska kiedykolwiek zbliży się do ciebie albo do człowieka, którego poślubisz, nie zakładaj od razu, że przyszła po pieniądze. Najpierw zapytaj ją o noc 14 listopada.”
Anna zatrzymała nagranie.
— Czternastego listopada którego roku?
Piotr sprawdził metadane pozostałych dokumentów.
Po chwili podniósł wzrok.
— Tego samego roku, w którym zginął twój ojciec.
Anna poczuła zimno.
Przez całe życie słyszała, że Andrzej zginął w zwykłym wypadku samochodowym.
Telefon Anny zadzwonił.
Numer Marcina.
Odrzuciła połączenie.
Natychmiast przyszła wiadomość.
„Mama zniknęła. Zostawiła telefon w domu. Znalazłem tylko kartkę z twoim imieniem i datą 14 listopada.”
Anna przeczytała wiadomość dwa razy.
Potem spojrzała na Piotra.
Krystyna nie tylko znała datę, o której mówiła jej matka.
Najwyraźniej wiedziała dokładnie, co wydarzyło się tamtej nocy.







No comments yet