Na ekranie widniało:
SYSTEM ROZBROJONY — 15:41
Poniżej znajdowała się nazwa użytkownika przypisana do tej komendy.
HANNA KOWALSKA.
Przez kilka sekund nie słyszałem nic poza jednostajnym buczeniem jarzeniówek nad naszymi głowami i odległym stukotem kół szpitalnego wózka.
Hanna nadal siedziała pochylona na plastikowym krześle, zakrywając twarz obiema dłońmi.
Nie widziała ekranu mojego telefonu.
Jeszcze raz spojrzałem na godzinę.
Lekcje Wiktorii kończyły się o piętnastej piętnaście.
Ze szkoły do domu miała dwanaście minut.
— Gdzie byłaś o piętnastej czterdzieści jeden? — zapytałem.
Hanna powoli opuściła dłonie.
— Co?
— Dzisiaj. O piętnastej czterdzieści jeden.
Jej wyraz twarzy się zmienił.
Nie zobaczyłem poczucia winy.
Jeszcze nie.
Zobaczyłem kalkulację.
Trwało to krócej niż sekundę.
Większość ludzi nawet by tego nie zauważyła.
Ja zauważyłem.
— Byłam w pracy — odpowiedziała. — Przecież wiesz.
— Wyłączyłaś alarm?
— Nie.
Uniósłem telefon, pokazując jej ekran.
Cała krew odpłynęła z jej twarzy.
— Maciej, mogę to wyjaśnić.
Nie zdążyła.
Drzwi bloku operacyjnego otworzyły się.
Podszedł do nas lekarz z maseczką opuszczoną pod brodę.
Wiktoria żyła, powiedział, ale obrzęk mózgu był poważny.
Wprowadzili ją w śpiączkę farmakologiczną.
Najbliższe dwadzieścia cztery godziny miały zdecydować o tym, w jakim stanie do nas wróci.
Hanna osunęła się plecami na ścianę.
Ja pozostałem na nogach.
Komisarz Grabowski wrócił w towarzystwie umundurowanego policjanta i zaczął mówić o odciskach palców, kamerach z sąsiedztwa i ewentualnie skradzionych przedmiotach.
Przerwałem mu.
— Alarm został wyłączony z konta Hanny.
Grabowski spojrzał na nią, potem na mnie.
— Do konta można uzyskać dostęp zdalnie.
— Tylko z zatwierdzonych urządzeń.
— Maciej… — wyszeptała Hanna.
Otworzyłem rejestr urządzeń.
W systemie były zarejestrowane trzy telefony.
Mój.
Jej.
I jeden opisany jako IPHONE WIKTORII.
Ale telefon Wiktorii znaleziono roztrzaskany pod jej plecakiem.
Komenda została wysłana z czwartego urządzenia.
Z urządzenia, które w ogóle nie powinno istnieć.
Grabowski wreszcie przestał wyglądać na znudzonego.
Wtedy mój telefon zawibrował.
Nieznany numer.
Na ekranie pojawiło się jedno zdjęcie.
Wiktoria siedziała tego ranka przy naszym kuchennym stole.
Uśmiechała się do kogoś znajdującego się poza kadrem.
Pod fotografią znajdowało się sześć słów.
ONA NAS ZAPROSIŁA. ZAPYTAJ SWOJĄ ŻONĘ.
Odwróciłem się w stronę Hanny.
Już nie płakała.
Wpatrywała się w wiadomość ponad moim ramieniem.
A za jej strachem kryło się coś jeszcze.
Rozpoznanie.
**Ciąg dalszy — kliknij Część 3, aby czytać dalej.**







No comments yet