Rozrywka

Wróciłem Wcześniej Na 16. Urodziny Córki — Znalazłem Ją Nieprzytomną, A Alarm Wyłączono Od Środka

Droga powrotna do szpitala trwała jedenaście minut.

Dla mnie trwała godzinę.

Grabowski prowadził tak szybko, jak pozwalały mu światła i ruch, a ja siedziałem obok niego z telefonem zaciśniętym w dłoni tak mocno, że obudowa wbijała mi się w skórę.

Hanna jechała drugim samochodem.

Nie rozmawialiśmy.

Nie było już czego mówić.

Ktoś wiedział, że opuściłem szpital.

Ktoś wiedział dokładnie, gdzie byliśmy.

I ktoś wykorzystał te kilkanaście minut, żeby spróbować dostać się do Wiktorii.

To nie był przypadek.


To była obserwacja.

Plan.

Kiedy wpadłem na oddział, zobaczyłem dwóch ochroniarzy przed drzwiami jej sali.

Pielęgniarka, która wcześniej przekazała mi kartkę z literami „MAR”, podeszła natychmiast.

— Gdzie on jest? — zapytałem.

— Kto?

— Człowiek, który próbował wejść.

— Uciekł.

— Jak?

— Powiedział, że jest wujkiem Wiktorii. Miał nawet jej pełne dane, datę urodzenia i nazwisko panieńskie matki.


Spojrzałem na Hannę.

Jej twarz zbladła.

— Jak wyglądał?

Pielęgniarka wzięła oddech.

— Około trzydziestu pięciu, może czterdziestu lat. Ciemna kurtka. Czapka. Mówił bardzo spokojnie.

— Kamera?

— Ochrona już zabezpiecza nagranie.

Grabowski skinął jednemu z policjantów.

— Przynieście je tutaj.

Wszedłem do sali Wiktorii.


Leżała nieruchomo.

Maszyny oddychały za nią.

Monitor wyświetlał rytm serca, który był jedynym dźwiękiem na świecie, jaki naprawdę chciałem słyszeć.

Podszedłem bliżej i dotknąłem jej dłoni.

— Jestem tutaj.

Wiem, że mnie nie słyszała.

Ale musiałem to powiedzieć.

— Tym razem nigdzie nie idę.

Za moimi plecami drzwi otworzyły się cicho.

Hanna weszła sama.


Przez chwilę stała przy ścianie.

— Maciej…

Nie odwróciłem się.

— Kim jest Marek naprawdę?

— Powiedziałam ci.

— Nie wszystko.

Cisza.

— Wiktoria napisała „MAR”. Marek wiedział o czwartym telefonie. Miał spotkać się z tobą potajemnie. Ktoś go porwał albo zmusił do nagrania. A teraz człowiek znający dane naszej córki próbuje wejść na jej oddział.

Spojrzałem na nią.

— Koniec półprawd.


Hanna usiadła.

Jej ręce drżały.

— Marek znalazł coś na telefonie Kamila.

— Co?

— Grupę.

— Jaką grupę?

— Prywatny czat.

Poczułem napięcie w karku.

— Kto tam był?

— Uczniowie. Kilku dorosłych. Nie wiem dokładnie.


— Co robili?

Hanna zamknęła oczy.

— Zdjęcia.

— Jakie zdjęcia?

— Dzieci.

Przez chwilę nic nie powiedziałem.

Nie dlatego, że nie zrozumiałem.

Dlatego, że zrozumiałem zbyt dobrze.

— Wyjaśnij.

— Zaczęło się od kompromitujących zdjęć. Ktoś fotografował uczniów, obserwował ich, zdobywał prywatne wiadomości. Potem używał tego do szantażu. Marek powiedział, że Kamil przypadkiem zobaczył pliki na telefonie jednego z chłopaków.


— Nazwisko.

— Filip Rudnicki.

Zapamiętałem.

— Wiktoria też to widziała?

— Kamil pokazał jej część materiałów. Chciał, żeby mu pomogła ustalić, kto stoi za kontem administratora.

— I zamiast zgłosić to policji, prowadzili własne śledztwo?

— Byli dziećmi.

— Właśnie.

Hanna zaczęła płakać.

Tym razem nie wyglądało to jak strach o siebie.


— Wiktoria przyszła do mnie dziewięć dni temu. Powiedziała, że ktoś wysłał jej zdjęcie naszego domu.

— I co zrobiłaś?

— Zadzwoniłam do Marka.

— Dlaczego do niego?

— Bo Kamil już mu powiedział.

W tym momencie do sali wszedł Grabowski.

Miał laptop.

— Musicie to zobaczyć.

Postawił go na stoliku.

Nagranie z kamery szpitalnej.


Korytarz.

Godzina 19:11.

Mężczyzna w ciemnej kurtce zbliżał się do stanowiska pielęgniarek.

Twarz częściowo zasłaniała czapka.

Grabowski zatrzymał obraz.

— Rozpoznaje go pani?

Hanna nachyliła się.

Jej ciało natychmiast zesztywniało.

— Nie.

Spojrzałem na nią.


— Znowu kłamiesz.

— Nie kłamię.

Przesunąłem laptop bliżej.

— To ten sam wyraz twarzy, który miałaś przy wiadomości.

— Maciej…

— Kim on jest?

Hanna wstała gwałtownie.

— Nie wiem!

Wiktoria poruszyła palcami.

Wszyscy zamarliśmy.

Monitor przyspieszył.

Pielęgniarka wbiegła do sali.

— Proszę się odsunąć.

Lekarz pojawił się sekundę później.

Wiktoria otworzyła oczy.

Tylko na moment.

Jej spojrzenie było zamglone.

Znalazło mnie.

Potem Hannę.

I natychmiast pojawił się w nim strach.

Nie zwykłe zagubienie.

Strach.

Wiktoria zaczęła gwałtownie poruszać dłonią.

— Spokojnie — powiedział lekarz. — Nie próbuj mówić.

Jej palec drżał.

Wskazywała coś.

Nie Hannę.

Jej torebkę.

Hanna spojrzała w dół.

— Co?

Wiktoria ponownie uniosła palec.

Torebka.

— Chce czegoś z niej — powiedziałem.

Hanna otworzyła ją.

Portfel.

Klucze.

Chusteczki.

Mały notes.

I stary telefon.

Nie jej obecny.

Drugi.

Czarny iPhone.

Hanna zamarła.

Ja również.

Grabowski zrobił krok do przodu.

— Proszę go odłożyć.

— Ja…

— Hanna — powiedziałem. — Skąd masz ten telefon?

Jej usta drżały.

Wiktoria zaczęła płakać.

Bez głosu.

Jedna łza spłynęła jej po skroni.

Hanna opuściła głowę.

— Marek dał mi go trzy dni temu.

Wtedy wszystko wróciło do mnie naraz.

Trzy dni temu wyłączono historię lokalizacji.

Czwarte urządzenie pojawiło się w systemie alarmowym.

Marek wiedział, kto go używał.

Spojrzałem na telefon w jej dłoni.

— Odblokuj go.

— Maciej…

— Teraz.

Hanna wpisała kod.

Na ekranie pojawiła się lista wiadomości.

Na samej górze widniał kontakt bez nazwiska.

Tylko numer.

Ostatnia wiadomość została wysłana dziś o 15:38.

Trzy minuty przed wyłączeniem alarmu.

Przeczytałem ją.

„Wiktoria już wraca. Zrób dokładnie to, co ustaliliśmy.”

Pod wiadomością widniała odpowiedź wysłana z tego telefonu.

Jedno słowo.

„Dobrze.”

Spojrzałem na Hannę.

— Ty to wysłałaś?

Pokręciła głową.

— Nie.

— Telefon był w twojej torebce.

— Nie wtedy.

Grabowski podniósł wzrok.

— Więc gdzie był?

Hanna spojrzała na Wiktorię.

A potem powiedziała:

— W naszej kuchni.

Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.

No comments yet