Drzwi oddziału neonatologii otworzyły się dziesięć minut później.
Początkowo Dominik wyglądał na wyraźnie uspokojonego, jakby spodziewał się, że pojawi się zwykła ochrona szpitala i grzecznie wyprowadzi mnie za robienie zamieszania.
Potem zobaczył mężczyznę idącego tuż za ochroniarzami.
Aleksander Wysocki wszedł na oddział w czarnym płaszczu, z siwymi włosami starannie zaczesanymi do tyłu. Przy każdym kroku jego laska uderzała o podłogę z cichą, lecz niepodważalną stanowczością. Za nim szło dwóch członków rady nadzorczej szpitala. Towarzyszyli im również dyrektor placówki, szef ochrony oraz prawnik niosący skórzaną teczkę.
Z twarzy Dominika odpłynęła cała krew.
Dłoń Natalii zsunęła się z jego ramienia.
— Panie Wysocki — wyjąkał Dominik. — Nie wiedziałem, że będzie pan dzisiaj w szpitalu.
Dziadek nawet na niego nie spojrzał.
Podszedł prosto do mnie, ostrożnie się pochylił i pocałował mnie w czoło.
— Moja kochana dziewczynko — szepnął. — Dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej?
Próbowałam odpowiedzieć, ale łzy napłynęły zbyt szybko.
Jego wzrok przesunął się w stronę inkubatorów.
Maleńka klatka piersiowa Leona unosiła się pod ciepłym światłem lampy. Paluszki Zosi zaciskały się na pustce, podczas gdy ona w ciszy walczyła o życie.
Twarz Aleksandra stężała.
Dopiero wtedy odwrócił się do Dominika.
— Rzuciłeś mojej wnuczce dokumenty rozwodowe na kolana, kiedy siedziała przy inkubatorach moich prawnuków?
Dominik przełknął ślinę.
— Proszę pana, to prywatna sprawa między mną a żoną.
— Nie — odpowiedział Aleksander. — Stała się moją sprawą w chwili, gdy zagroziłeś bezpieczeństwu dwojga niemowląt w moim szpitalu.
Natalia cofnęła się o krok, mocniej otulając kremowym płaszczem zaokrąglony brzuch.
Wzrok Aleksandra zatrzymał się na płaszczu.
— To należy do Adrianny.
Natalia otworzyła usta, ale nie wydobyło się z nich ani jedno słowo.
Prawnik zrobił krok do przodu.
— Panie Dominiku, pańska firma zajmująca się zaopatrzeniem placówek medycznych ma obecnie trzy umowy z Grupą Medyczną Świętej Aurelii.
Szczęka Dominika lekko zadrżała.
— Miała — poprawił go Aleksander.
Dyrektor szpitala podał Dominikowi zaklejoną kopertę.
— Ze skutkiem natychmiastowym wszystkie umowy zostają zawieszone do czasu zakończenia postępowania wyjaśniającego dotyczącego podejrzenia oszustwa, wywierania presji oraz niewłaściwego rozporządzania majątkiem wspólnym.
Dominik odwrócił się do mnie. Arogancję na jego twarzy zastąpiła panika.
— Adrianno, powiedz im, że to jakieś nieporozumienie.
Spojrzałam na niego przez łzy.
— Powiedziałeś, że jestem zdana na siebie.
Aleksander uniósł laskę i wskazał nią ochroniarzy.
— Proszę ich wyprowadzić.
Natalia zaczęła płakać, kiedy pracownicy ochrony skierowali ich w stronę wyjścia, ale Dominik nagle wyrwał ramię z uścisku jednego z nich i krzyknął:
— Ale dokumenty rozwodowe są już podpisane!
Prawnik uśmiechnął się ledwie zauważalnie.
— Owszem — powiedział. — A pańskie podpisy są dowodem pańskich zamiarów.
Następnie otworzył skórzaną teczkę.
— Tyle że intercyza pani Adrianny świadczy o czymś, co jest dla pana znacznie gorsze.
Dominik znieruchomiał.
Aleksander podszedł bliżej i powiedział cicho:
— Nie opróżniłeś jej prawdziwych kont, chłopcze. Opróżniłeś tylko te, które miały być przynętą.







No comments yet