Rozrywka

Mąż Zostawił Mnie Z Wcześniakami I Myślał, Że Jestem Bezbronna — Nie Wiedział, Kim Jest Mój Dziadek

Przez chwilę nikt się nie poruszył. Słowa szefa ochrony zawisły w gabinecie ciężej niż wszystkie dokumenty rozwodowe, które tego dnia leżały na moich kolanach. Biologiczny ojciec moich dzieci. Patrzyłam na Aleksandra, ale tym razem nie próbowałam szukać w jego twarzy odpowiedzi. Wiedziałam już, że jeśli chcę poznać prawdę, będę musiała przestać pozwalać innym decydować, ile tej prawdy mogę udźwignąć.

— Gdzie ona jest? — zapytałam.

— W podziemnym garażu — odpowiedział ochroniarz. — Nie weszła do głównego budynku. Powiedziała, że nie chce spotkać się z panem Wysockim.

Aleksander zmarszczył brwi.

— Chce spotkać się tylko ze mną — powiedziałam.

— Nie — odpowiedział ochroniarz. — Powiedziała dokładnie: „Chcę porozmawiać z Adrianną. Sam na sam”.

Aleksander natychmiast pokręcił głową.

— Nie ma mowy.

— Dziadku…

— Nie wiesz, czego chce.


— Właśnie dlatego muszę się dowiedzieć.

— Helena jest niebezpieczna.

— A Dominik nie był?

Aleksander zamilkł.

— Przez cały dzień dowiaduję się, że ludzie, którym ufałam, ukrywali przede mną rzeczy dotyczące mojego własnego życia. Najpierw Dominik. Potem ty. Teraz Helena. Nie chcę już kolejnej osoby stojącej między mną a prawdą.

Dziadek patrzył na mnie długo.

W końcu skinął głową.

— Dobrze. Ale będę za drzwiami.

Nie odpowiedziałam. Wstałam powoli, ignorując ból pooperacyjny, który przypominał mi przy każdym kroku, że moje ciało wciąż dochodziło do siebie. Kiedy wyszłam na korytarz, minęłam inkubatory. Zatrzymałam się przy szybie.

Leon spał.


Zosia poruszyła maleńką dłonią.

— Wrócę — wyszeptałam.

Nie wiedziałam, czy mówiłam do nich, czy do samej siebie.

Kilka minut później znalazłam się przy wejściu do garażu. Dwóch ochroniarzy otworzyło drzwi. Po drugiej stronie stała kobieta w ciemnym płaszczu.

Była starsza, niż zapamiętałam ją ze zdjęcia.

Ale to była ona.

Helena.

Moja ciotka.

Kobieta, która według dokumentów nie żyła od dziewiętnastu lat.

Przez moment patrzyłyśmy na siebie bez słowa.


Jej oczy natychmiast wypełniły się łzami.

— Jesteś do niego podobna — powiedziała.

— Do kogo?

Helena zrobiła krok w moją stronę.

— Do twojego ojca.

Poczułam ukłucie w piersi.

— Nie przyjechałaś tutaj wspominać mojego ojca.

— Nie.

— Więc po co?

Spojrzała na ochroniarzy.


— Chcę, żebyśmy porozmawiały bez nich.

Skinęłam głową.

Ochrona została kilka metrów dalej. Aleksander pozostał przy drzwiach.

Helena wyjęła z kieszeni małą kopertę.

— To dostał Dominik.

— Wiem.

— Nie. Nie wiesz wszystkiego.

Podała mi kopertę.

W środku znajdowało się zdjęcie.

Zobaczyłam młodego mężczyznę stojącego obok mojego ojca przed wejściem do starej kliniki. Mężczyzna trzymał w ramionach niemowlę.


Na odwrocie zdjęcia widniała data.

Dziewiętnaście lat temu.

A pod nią jedno zdanie:

„Dziecko musi pozostać poza rodziną Wysockich”.

Serce zabiło mi mocniej.

— Kim jest ten mężczyzna?

Helena spojrzała mi prosto w oczy.

— Twoim biologicznym ojcem.

— To niemożliwe.

— Twój ojciec, którego znałaś, był człowiekiem, który cię wychował. Ale nie był twoim biologicznym ojcem.


Pokręciłam głową.

— Nie.

— Twój dziadek zna prawdę.

Odwróciłam się w stronę Aleksandra.

Stał nieruchomo.

— Dziadku?

Nie odpowiedział.

Helena kontynuowała:

— Dziewiętnaście lat temu twój ojciec odkrył, że Aleksander prowadził tajny program badań genetycznych. Nielegalny nie był sam program, ale sposób, w jaki pozyskiwano materiał biologiczny i utrzymywano to wszystko poza oficjalną dokumentacją.

— Co to ma wspólnego ze mną?


— Wszystko.

Wyjęła z torebki drugi dokument.

— Twój biologiczny ojciec był dawcą materiału genetycznego w tym programie.

Spojrzałam na kartkę.

Nazwisko było zamazane.

— Dlaczego nie widzę nazwiska?

— Bo Dominik zabrał oryginał.

— Skąd go miał?

Helena spuściła wzrok.

— Ode mnie.


Zrobiło mi się zimno.

— Ty mu go dałaś?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bo chciałam, żebyś poznała prawdę.

— Nie. Chciałaś zniszczyć moją rodzinę.

— Twoja rodzina już była zniszczona.

Jej głos załamał się.

— Adrianno, Dominik nie szukał pieniędzy. Szukał tego nazwiska.

— Po co?


Helena spojrzała na moje dłonie.

— Bo twój biologiczny ojciec żyje.

Zamarłam.

— Gdzie?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Nie. Ale wiem, że Dominik go odnalazł.

W tym momencie usłyszałyśmy szybkie kroki. Jeden z ochroniarzy podszedł do nas.

— Pani Adrianno, proszę wrócić na oddział.

— Dlaczego?


— Pan Dominik zniknął.

Aleksander natychmiast ruszył w naszą stronę.

— Jak to zniknął?

— Wykorzystał zamieszanie przy wejściu do garażu. Jeden z samochodów opuścił teren szpitala.

— Kto prowadził?

Ochroniarz zawahał się.

— Pan Dominik.

— Sam?

— Nie.

Aleksander spojrzał na Helenę.

— Kto z nim był?

Ochroniarz przełknął ślinę.

— Natalia.

Helena nagle pobladła.

— Nie.

— Co? — zapytałam.

Spojrzała na mnie.

— Jeśli Natalia pojechała z Dominikiem, musimy znaleźć ich przed świtem.

— Dlaczego?

Helena zacisnęła palce na pasku torebki.

— Bo Natalia jest jedyną osobą, która ma dostęp do miejsca, gdzie Dominik przechowuje kopie dokumentów Asterii.

Aleksander zmrużył oczy.

— Skąd to wiesz?

Helena spojrzała na niego.

— Bo to ja nauczyłam ją, jak je zdobywać.

Dziadek zbladł.

— Co zrobiłaś?

— To, co musiałam.

Helena wyjęła telefon i pokazała nam wiadomość.

Jedno zdjęcie.

Dominik siedział w samochodzie.

Obok niego Natalia.

A na tylnym siedzeniu leżała czarna teczka.

Ta sama, którą wcześniej widziałam w rękach prawnika.

Pod zdjęciem znajdowała się wiadomość wysłana z nieznanego numeru:

„Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwego ojca bliźniąt, przyjedźcie sami. Bez policji. Bez Aleksandra”.

Spojrzałam na dziadka.

Po raz pierwszy zobaczyłam na jego twarzy coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.

Strach.

Nie o majątek.

Nie o fundację.

O mnie.

— Dziadku — powiedziałam cicho. — Ty wiesz, gdzie on jest.

Aleksander milczał.

— Prawda?

Długo nie odpowiadał.

W końcu wyjął z kieszeni telefon i otworzył starą fotografię.

Na ekranie zobaczyłam tego samego mężczyznę, którego twarz widniała na zdjęciu Heleny.

Ale tym razem obok niego stała młoda kobieta.

Moja matka.

Aleksander spojrzał na mnie i powiedział:

— Znam nie tylko jego.

Przełknął ślinę.

— Znam miejsce, w którym ukrywa się od dziewiętnastu lat.

Wtedy telefon Heleny zadzwonił.

Odebrała.

Po kilku sekundach upuściła go na beton.

— Co się stało? — zapytałam.

Spojrzała na mnie z przerażeniem.

— Dominik nie chce pieniędzy.

— Więc czego chce?

Helena odpowiedziała szeptem:

— Chce zabrać Leona i Zosię ze szpitala.

No comments yet