Rozrywka

Mąż Zostawił Mnie Z Wcześniakami I Myślał, Że Jestem Bezbronna — Nie Wiedział, Kim Jest Mój Dziadek

Przez kilka sekund nie potrafiłam nawet mrugnąć. Obraz na ekranie zatrzymał się na twarzy kobiety, którą pamiętałam wyłącznie z jednego starego zdjęcia stojącego kiedyś na biurku dziadka. Ciemne włosy, wysoki kołnierz płaszcza, ten sam lekko przechylony uśmiech. Helena Wysocka. Moja ciotka. Siostra mojego ojca. Kobieta, o której przez całe dzieciństwo słyszałam, że zginęła w wypadku samochodowym, kiedy miałam zaledwie kilka miesięcy. Oficjalnie zmarła dziewiętnaście lat temu. Patrzyłam na nagranie, a potem na Aleksandra. Jego twarz była blada, lecz nie wyglądał na człowieka, który zobaczył ducha. Wyglądał jak człowiek, który przez dziewiętnaście lat bał się dokładnie tego jednego dnia.

— To niemożliwe — powiedziałam.

— Wiem.

— Dziadku, powiedziałeś mi, że Helena nie żyje.

Aleksander zamknął oczy.

— Bo tak miałaś wierzyć.

Poczułam, jak ogarnia mnie gniew.

— Miałaś wierzyć? — powtórzyłam. — Całe życie?

— Chroniłem cię.

— Przed czym?


Nie odpowiedział od razu. Wstał powoli, podszedł do okna oddziału i przez kilka sekund patrzył na nocną Warszawę. Światła miasta odbijały się w szybie, podczas gdy za naszymi plecami moje dzieci walczyły o każdy oddech.

— Helena nie była ofiarą wypadku — powiedział w końcu. — Była częścią największego kryzysu, jaki kiedykolwiek dotknął naszą rodzinę.

— Co zrobiła?

— Próbowała przejąć fundację.

Zacisnęłam dłonie.

— I przez dziewiętnaście lat pozwalałeś mi myśleć, że nie żyje?

— Bo wtedy była jedyną osobą, która wiedziała, gdzie znajduje się dokument założycielski Asterii.

Spojrzałam na ekran.

— A teraz wróciła.

— Tak.


Mężczyzna z granatowego garnituru odezwał się cicho:

— Pani Adrianno, nagranie pochodzi z wczorajszego wieczoru.

Zamarłam.

— Wczoraj?

— Tak. Kobieta weszła do kancelarii razem z Dominikiem. Przez dwadzieścia trzy minuty przebywali w archiwum.

— Czego szukali?

— Tego jeszcze nie wiemy.

Aleksander odwrócił się.

— Sprawdźcie sejf numer siedem.

Mężczyzna natychmiast wyjął telefon.


— Sejf numer siedem?

— Tak.

— Myślałem, że został zamknięty po śmierci pańskiego syna.

— Właśnie dlatego chcę wiedzieć, czy nadal jest zamknięty.

Telefon znowu zadzwonił.

Mężczyzna słuchał przez kilka sekund, po czym jego twarz stężała.

— Sejf jest otwarty.

Aleksander zacisnął palce na lasce.

— Co było w środku?

— Pusto.


Dziadek spojrzał na mnie.

— W takim razie zabrali dokument.

— Jaki dokument?

Nie odpowiedział.

— Dziadku.

— Oryginał Asterii.

W mojej głowie natychmiast pojawiło się pytanie.

— Po co Dominikowi dokument sprzed dziewiętnastu lat?

Aleksander przez chwilę milczał.

— Bo nie chodzi o pieniądze.


— Więc o co?

— O władzę.

Poczułam nieprzyjemny chłód.

— Nad Grupą Medyczną?

— Nad wszystkim.

Wtedy z oddziału dobiegł alarm. Natychmiast odwróciłam się w stronę inkubatorów. Jedna z pielęgniarek podbiegła do Zosi, a druga sprawdziła parametry Leona. Serce podeszło mi do gardła.

— Co się dzieje?

— Spokojnie, pani Adrianno — powiedziała pielęgniarka. — Saturacja na chwilę spadła. Już reagujemy.

Przyłożyłam dłoń do szyby.

— Jestem tutaj, Zosiu.


Aleksander stanął obok mnie.

— Właśnie dlatego musimy zakończyć tę rozmowę.

Odwróciłam się.

— Nie. Właśnie dlatego musimy ją kontynuować.

Dziadek spojrzał mi prosto w oczy.

— Jesteś świeżo po operacji.

— A mój mąż właśnie próbował przejąć majątek mojej rodziny, moja ciotka, która oficjalnie nie żyje, włamała się do twojej kancelarii, a ktoś wykorzystuje moje nazwisko do dostępu do fundacji. Nie zamierzam leżeć tutaj i udawać, że nic się nie dzieje.

Po raz pierwszy od początku naszej rozmowy na jego twarzy pojawił się cień dumy.

— Masz charakter swojej babci.

— Nie znam nawet własnej babci.


— Wiem.

Nagle rozległo się pukanie.

Do sali wszedł szef ochrony.

— Panie Wysocki, mamy problem.

— Mów.

— Pan Dominik został zatrzymany przy wyjściu z parkingu.

Zmarszczyłam brwi.

— Przecież miał zostać wyprowadzony ze szpitala.

— Został. Ale nie wyszedł z terenu placówki.

— Co robił?


Szef ochrony zawahał się.

— Czekał na kogoś.

— Na kogo?

— Na kobietę.

Aleksander spojrzał na niego ostro.

— Helenę?

— Nie wiemy. Kobieta przyjechała samochodem około pięciu minut temu. Nie weszła do budynku. Przekazała panu Dominikowi małą czarną kopertę.

Zrobiło mi się zimno.

— Gdzie są teraz?

— Dominik został zatrzymany przez ochronę. Kobieta odjechała.


— Macie numer rejestracyjny?

— Mamy.

Szef ochrony podał Aleksandrowi kartkę.

Dziadek spojrzał na nią i nagle całkowicie stracił kolor twarzy.

— Co? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Wyrwałam mu kartkę z ręki.

Na dole widniał numer rejestracyjny samochodu.

Pod nim nazwisko właściciela.

Nie znałam tej osoby.


Ale Aleksander znał.

— Dziadku, kto to jest?

Przez kilka sekund patrzył na mnie bez słowa.

— To lekarz.

— Jaki lekarz?

— Ten, który prowadził twój poród.

Zamarłam.

— Co?

Aleksander zrobił krok w moją stronę.

— Adrianno, musisz posłuchać mnie bardzo uważnie.

— Co on ma wspólnego z Dominikiem?

— Wszystko.

— Skąd go znasz?

Dziadek spojrzał w stronę inkubatorów.

— Bo dziewięć miesięcy temu ten człowiek przekazał mi informację, której nigdy nie odważyłem się ci powiedzieć.

— Jaką?

Aleksander ściszył głos.

— Że twoja ciąża nie była przypadkiem.

Poczułam, jak świat na moment przestaje istnieć.

— Co masz na myśli?

Zanim odpowiedział, drzwi oddziału otworzyły się gwałtownie.

W progu stanęła pielęgniarka, wyraźnie zdenerwowana.

— Pani Adrianno…

— Co się stało?

— Lekarz neonatologii prosi panią natychmiast do gabinetu.

— Dlaczego?

Pielęgniarka spojrzała na Aleksandra.

— Powiedział, że znaleziono coś w dokumentacji medycznej bliźniąt.

Zrobiłam krok do przodu.

— Co znaleziono?

Pielęgniarka zacisnęła usta.

— Wynik badania, którego według systemu nigdy nie wykonano.

I wtedy Aleksander powiedział cicho:

— Nie idź tam sama.

No comments yet