Gabinet neonatologa znajdował się kilka metrów dalej, za szklanymi drzwiami oddziału. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam doktora Pawła Malca stojącego przy biurku. Miał przed sobą otwartą teczkę, laptop i kilka wydruków. Obok niego stała ordynator neonatologii, doktor Ewa Zielińska. Oboje wyglądali tak, jakby od kilku minut prowadzili rozmowę, której żadne z nich nie chciało rozpocząć.
Aleksander wszedł za mną.
— Co znaleźliście? — zapytałam.
Doktor Malec spojrzał najpierw na dziadka, potem na mnie.
— Pani Adrianno, zanim cokolwiek powiem, muszę zaznaczyć, że część informacji wymaga jeszcze potwierdzenia. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków.
— Proszę mi powiedzieć, co jest w dokumentacji moich dzieci.
Podał mi wydruk.
Na górze widniały dane Leona i Zosi, data urodzenia oraz numer dokumentacji. Wszystko wyglądało normalnie. Dopiero niżej zauważyłam wpis dotyczący badania genetycznego.
— Co to jest?
— Test zgodności materiału biologicznego.
— Dla wcześniaków?
— Nie wykonujemy takich badań rutynowo.
Przesunęłam wzrok niżej.
Przy pozycji „zleceniodawca” znajdowało się nazwisko, którego nie znałam.
Dominik.
Zrobiło mi się niedobrze.
— Mój mąż zlecił badanie genetyczne moich dzieci?
Doktor Zielińska skinęła głową.
— Według systemu tak.
— Kiedy?
— Dwa dni przed pani porodem.
Aleksander natychmiast podszedł do biurka.
— A dlaczego nie wiedzieliśmy o tym wcześniej?
— Ponieważ zlecenie zostało oznaczone jako prywatne i ograniczone do dostępu lekarza prowadzącego. Dopiero dziś, podczas weryfikacji dokumentacji, zauważyliśmy niezgodność.
— Jaką? — zapytałam.
Doktor Malec zawahał się.
— Wynik badania pojawił się w systemie, ale nie ma śladu pobrania materiału od dzieci.
— Czyli wynik jest fałszywy?
— Nie możemy jeszcze tego powiedzieć.
— Więc co możecie powiedzieć?
Lekarz odwrócił laptop w moją stronę.
Na ekranie widniał skan dokumentu.
Dwie wartości genetyczne.
Jedna dotycząca Leona.
Druga Zosi.
Obok nich znajdowała się informacja: „zgodność ojcostwa — 0%”.
Przez chwilę nie rozumiałam tego, co widzę.
— To niemożliwe.
— Właśnie dlatego rozpoczęliśmy sprawdzanie dokumentacji.
— Moje dzieci są wcześniakami. Dominik był przy badaniach prenatalnych. Wiedział, że to jego dzieci.
Aleksander położył dłoń na moim ramieniu.
— Adrianno, oddychaj.
— Nie.
Pokręciłam głową.
— Nie rozumiem. Jeśli to badanie wykazało, że Dominik nie jest ich ojcem, dlaczego przez cały czas zachowywał się tak, jakby…
Urwałam.
Nagle przypomniałam sobie jego zachowanie w ostatnich miesiącach.
Pytania o termin porodu.
Niespodziewane wizyty u lekarza.
Telefon, którego nigdy nie zostawiał bez blokady.
A potem jego dziwną reakcję, kiedy dowiedział się, że urodzę bliźnięta.
Wtedy uznałam, że po prostu się przestraszył.
Teraz nie byłam już tego pewna.
— Chcę powtórzyć badanie — powiedziałam.
— Oczywiście.
— Natychmiast.
Doktor Zielińska skinęła głową.
— Możemy pobrać materiał jeszcze dziś, ale wynik potwierdzający będzie wymagał czasu.
— Zróbcie to.
Odwróciłam się do dziadka.
— Coś wiedziałeś?
Aleksander nie odpowiedział.
— Dziadku.
— Wiedziałem, że Dominik interesował się dokumentacją medyczną bardziej, niż powinien.
— Ale wiedziałeś o teście?
— Nie.
Spojrzałam na niego uważnie.
— Kłamiesz.
Jego twarz stężała.
— Nie kłamię.
— Powiedziałeś, że dziewięć miesięcy temu lekarz przekazał ci informację, że moja ciąża nie była przypadkiem. A teraz okazuje się, że Dominik zlecił badanie dwa dni przed porodem. Co jeszcze przede mną ukrywasz?
Aleksander zamknął oczy.
— Jest jedna rzecz.
Poczułam, jak serce zaczyna mi przyspieszać.
— Jaka?
— Kiedy byłaś nieprzytomna po porodzie, Dominik odwiedził mój gabinet.
— Dlaczego?
— Chciał wiedzieć, czy wiem, skąd pochodzi twoja ciąża.
Zamarłam.
— Co to znaczy?
— Zadał mi dokładnie takie pytanie: „Czy Adrianna powiedziała panu, kto był dawcą?”
W pokoju zapadła cisza.
— Dawcą czego?
Aleksander spojrzał na lekarza.
Doktor Malec natychmiast spuścił wzrok.
— Dziadku?
Aleksander westchnął.
— Twoje dzieci zostały poczęte przy pomocy procedury medycznej.
Zamrugałam.
— Co?
— Nie powiedziałaś Dominikowi wszystkiego o leczeniu, które przeszłaś przed ciążą.
— Bo nie było czego ukrywać.
— Adrianno…
— Nie. Pamiętam wszystko. Miałam problemy hormonalne, ale lekarze mówili, że mogę zajść w ciążę naturalnie. Nigdy nie korzystałam z dawcy.
Aleksander spojrzał na mnie z bólem.
— Właśnie dlatego ktoś zmienił dokumentację.
Doktor Malec gwałtownie podniósł głowę.
— Panie Wysocki, tego jeszcze nie możemy stwierdzić.
— Wiem.
Aleksander wyjął telefon.
— Dlatego chcę, żeby sprawdzono każdy wpis z ostatnich dwóch lat.
Nagle telefon doktora Malca zaczął dzwonić.
Spojrzał na ekran.
— To laboratorium.
Odebrał.
— Tak?
Słuchał przez kilka sekund.
Potem jego twarz pobladła.
— Jesteście pewni?
Kolejna pauza.
— Rozumiem.
Rozłączył się.
— Co się stało? — zapytałam.
Doktor Malec spojrzał na mnie.
— Laboratorium znalazło próbkę, na podstawie której sporządzono ten wynik.
— Czyli test był prawdziwy?
— Nie. I właśnie to jest problem.
Położył na stole kopię protokołu.
— Próbka przypisana do Leona nie pochodzi od Leona.
— Skąd więc pochodzi?
Lekarz przełknął ślinę.
— Od osoby dorosłej.
Poczułam, jak nogi uginają się pode mną.
Aleksander natychmiast mnie podtrzymał.
— Czy wiecie, od kogo? — zapytał.
Doktor Malec skinął głową.
— Wstępna analiza wskazuje na mężczyznę.
— Dominik?
— Nie.
— Skąd wiecie?
Lekarz spojrzał na ekran.
— Bo jego profil również znajduje się w bazie porównawczej.
Odwróciłam się do niego.
— Więc czyj to profil?
Doktor Malec nie odpowiedział.
Telefon Aleksandra zabrzęczał.
Dostał wiadomość.
Otworzył ją.
Jego twarz zmieniła się natychmiast.
— Co? — zapytałam.
Podał mi telefon.
Na ekranie znajdowało się zdjęcie dokumentu odzyskanego z sejfu numer siedem.
Podpis pod wynikiem był wyraźny.
Nie należał do Dominika.
Nie należał też do lekarza.
Podpis należał do Aleksandra Wysockiego.
A pod nim widniała data sprzed dziewiętnastu lat.
Spojrzałam na dziadka.
— Ty podpisałeś ten dokument?
Aleksander długo milczał.
W końcu powiedział:
— Tak.
— Co to jest?
Jego oczy zaszły łzami.
— Umowa, która miała zagwarantować, że pewna osoba nigdy nie dowie się, że przeżyła.
Wtedy drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie.
W progu stał szef ochrony.
— Panie Wysocki, Helena wróciła.
Aleksander zesztywniał.
— Gdzie?
— Jest na terenie szpitala.
Spojrzał na mnie.
— I prosi o rozmowę z Adrianną.
Szef ochrony zrobił krótką pauzę.
— Twierdzi, że wie, kto jest biologicznym ojcem bliźniąt.







No comments yet