Generał Majewski patrzył na raport tak długo, że w salonie dało się usłyszeć jedynie nierówny oddech Artura i ciche pochlipywanie Hani.
W końcu uniósł wzrok.
— Prawdopodobieństwo biologicznego ojcostwa: dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięćdziesiąt dziewięć procent — przeczytał powoli. — Artur Kowalski jest biologicznym ojcem Hani.
Nikt się nie odezwał.
Artur stał nieruchomo, jakby ktoś przybił mu buty do podłogi.
Wiktoria jako pierwsza odzyskała głos.
— To niemożliwe.
Generał odwrócił ku niej głowę.
— Próbki zostały pobrane zgodnie z procedurą, zabezpieczone, opisane i przekazane do akredytowanego laboratorium. To właśnie wygląda jak prawdziwy wynik badania DNA.
Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle.
Nie była to ulga.
Jeszcze godzinę wcześniej wracałam do domu przekonana, że czeka mnie rodzinny wieczór. Teraz stałam w mundurze, z przestraszonym dzieckiem na rękach, przed kilkunastoma ludźmi, których mój własny mąż zaprosił, żeby publicznie nazwać mnie zdrajczynią.
Spojrzałam na Artura.
— Wiedziałeś?
— Nie.
Odpowiedział zbyt szybko.
— Wiedziałeś, że ten pierwszy test nie został wykonany normalnie?
— Powiedziałem ci, że nie.
— Nie powiedziałeś mi nic. — Głos zadrżał mi po raz pierwszy. — Zorganizowałeś rodzinny sąd, zanim zadałeś mi choć jedno pytanie.
Artur spojrzał na krewnych, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że wszyscy nadal tam są.
— Chciałem tylko poznać prawdę.
— Nie. — Pokręciłam głową. — Chciałeś mnie upokorzyć.
Wiktoria prychnęła.
— Nie rób teraz z siebie ofiary.
Generał Majewski przesunął wzrok w jej stronę.
— Pani naprawdę uważa, że to właściwy moment?
Wiktoria zamilkła, ale jej twarz stwardniała.
Generał ponownie zebrał zdjęcia ze stołu.
— Jest jeszcze kwestia kobiety widocznej na fotografiach.
Artur zrobił gwałtowny ruch.
— To prywatna sprawa.
— Przestała być prywatna, kiedy ta sama osoba spotkała się z twoją matką, a niedługo potem pojawił się sfałszowany raport wykorzystany do oskarżenia twojej żony.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
Spojrzałam na zdjęcie leżące najbliżej mnie.
Blondynka w jasnym płaszczu stała obok Artura w hotelowym holu. Jego dłoń spoczywała na jej talii.
Nie był to przypadkowy gest.
Nie wyglądało to też jak spotkanie z detektywem.
— Kim ona jest? — zapytałam.
Artur zacisnął usta.
— Lena.
— Nazwisko.
Milczał.
Generał odpowiedział za niego.
— Lena Kaczmarek.
W pokoju rozległ się szmer.
Nazwisko nic mi nie mówiło, ale po twarzy Wiktorii zobaczyłam, że jej mówiło bardzo wiele.
— Skąd ją znasz? — zapytałam Artura.
— To znajoma.
— Z hotelu?
— Proszę cię, nie rób sceny.
Zaśmiałam się krótko, bez cienia humoru.
— Ty zaprosiłeś pół rodziny, żeby powiedzieć im, że nasze dziecko nie jest twoje, a teraz prosisz mnie, żebym nie robiła sceny?
Artur spuścił wzrok.
Hania poruszyła się na moim ramieniu. Jej mała dłoń dotknęła mojego policzka.
Ten gest otrzeźwił mnie bardziej niż cokolwiek innego.
Nie zamierzałam krzyczeć.
Nie przy nich.
— Generale — powiedziałam cicho. — Wspomniał pan o groźbie wymierzonej w Hanię.
Majewski natychmiast spoważniał.
— Tak.
Artur podniósł głowę.
— Jakiej groźbie?
Generał spojrzał na niego chłodno.
— Trzy tygodnie temu do kancelarii jednostki trafiła anonimowa wiadomość dotycząca kapitan Kowalskiej. Nadawca twierdził, że zna informacje, które mogą „zniszczyć jej rodzinę i karierę”, jeżeli pewna osoba nie zapłaci.
Poczułam zimno przebiegające po plecach.
— Dlaczego nic mi pan nie powiedział?
— Ponieważ kontrwywiad uznał, że ujawnienie sprawy mogłoby spłoszyć osobę odpowiedzialną. Jednocześnie polecono zweryfikować, czy zagrożenie dotyczy wyłącznie pani, czy również dziecka.
Artur zrobił krok do przodu.
— I dlatego zrobiliście test DNA bez naszej wiedzy?
— Materiał porównawczy został zabezpieczony w ramach prowadzonego postępowania zgodnie z procedurą — odpowiedział Majewski. — Szczegółów nie będę teraz omawiał.
Wiktoria nagle złapała torebkę.
— To absurd. Nie muszę tego słuchać.
Generał zastąpił jej drogę samym spojrzeniem.
— Na pani miejscu jeszcze bym nie wychodził.
Zamarła.
Majewski wyjął telefon.
Przesunął palcem po ekranie i położył urządzenie na stole.
— Dziś po południu zatrzymano mężczyznę, który przedstawiał się jako prywatny detektyw. W jego komputerze znaleziono kopie kilkunastu sfałszowanych raportów medycznych.
Artur pobladł jeszcze bardziej.
— Co to ma wspólnego z nami?
— W jednym z folderów znajdował się plik z nazwiskiem „Kowalska”.
W salonie ktoś cicho przeklął.
Generał przesunął telefon w stronę Artura.
— A obok niego znaleziono potwierdzenie przelewu.
Artur spojrzał na ekran.
Jego twarz całkowicie się zmieniła.
— Nie.
Podeszłam bliżej.
Na ekranie widniała data sprzed dziewięciu dni.
Kwota była wystarczająco duża, by nikt nie mógł jej pomylić z przypadkową opłatą.
Ale to nie ona sprawiła, że serce podeszło mi do gardła.
Było tam nazwisko nadawcy.
Nie Artura.
Wiktoria Kowalska.
Spojrzałam na teściową.
Po raz pierwszy od chwili mojego wejścia nie wyglądała na pewną siebie.
— Zapłaciłaś mu? — zapytałam.
— To nie jest tak, jak myślisz.
— Więc jak?
Jej usta zadrżały.
Artur obrócił się do niej gwałtownie.
— Mamo?
Wiktoria cofnęła się o krok.
— Chciałam tylko pomóc.
Generał Majewski patrzył na nią bez emocji.
— W takim razie będzie pani miała okazję bardzo dokładnie wyjaśnić, komu chciała pani pomóc.
Z korytarza dobiegł dźwięk domofonu.
Nikt się nie poruszył.
Po chwili rozległo się kolejne natarczywe brzęczenie.
Artur spojrzał w stronę drzwi.
Generał Majewski westchnął.
— To prawdopodobnie do mnie.
Otworzył.
Na progu stało dwóch mężczyzn w cywilnych ubraniach.
Jeden z nich pokazał legitymację.
Wiktoria zrobiła się śmiertelnie blada.
Mężczyzna spojrzał najpierw na nią, potem na Artura.
— Wiktoria Kowalska?
— Tak…
— Musimy z panią porozmawiać w sprawie Leny Kaczmarek oraz pieniędzy przekazanych za przygotowanie fałszywej dokumentacji.
Artur odwrócił się do matki.
— Leny?
W jego głosie po raz pierwszy usłyszałam prawdziwy strach.
— Skąd ty znasz Lenę?
Wiktoria spojrzała na syna.
I wtedy zrozumiałam, że Artur również nie znał całej prawdy.
— Artur… — wyszeptała.
Ale jeden z mężczyzn przerwał jej.
— Myślę, że lepiej będzie, jeśli resztę tej rozmowy odbędziemy oficjalnie.
Ciąg dalszy — kliknij Część 4, aby czytać dalej.







No comments yet