Funkcjonariusz natychmiast pochylił się nad laptopem.
— Do ilu odbiorców?
Jego palce przesuwały się szybko po klawiaturze.
— Jeszcze nie wiem. System rejestruje kilka prób jednocześnie.
Generał Majewski stanął obok niego.
— Zablokować wszystko, co możemy.
— Próbujemy.
Patrzyłam na migające komunikaty i po raz pierwszy od początku tego wieczoru poczułam coś gorszego niż gniew.
Bezsilność.
Lena nie musiała już siedzieć przy komputerze.
Nie musiała nawet mieć telefonu.
Przygotowała mechanizm, który miał działać za nią.
— Co wysyła? — zapytałam.
Funkcjonariusz otworzył pierwszy przechwycony plik.
— Pakiet dokumentów podobny do tego, który miała przy sobie. Fałszywy test DNA. Spreparowana korespondencja z majorem Borkowskim. Zdjęcia ze służby.
Generał zmarszczył brwi.
— To już znamy.
— Jest coś nowego.
Mężczyzna kliknął kolejny załącznik.
Na ekranie pojawiło się zdjęcie mnie wychodzącej z budynku jednostki.
Trzymałam Hanię na rękach.
Fotografia została wykonana z dużej odległości.
Następna przedstawiała mój samochód.
Kolejna — wejście do naszego domu.
Zamarłam.
— Ona mnie obserwowała.
— Najwyraźniej od dłuższego czasu — odpowiedział funkcjonariusz.
Przewinął niżej.
Pojawiło się jeszcze kilka zdjęć Hani.
Na spacerze.
W foteliku samochodowym.
Przed przychodnią.
Poczułam, jak cała krew odpływa mi z twarzy.
— To były te groźby.
Generał Majewski skinął powoli głową.
— Teraz wiemy, dlaczego potraktowano je poważnie.
Zacisnęłam ręce tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w dłonie.
Fałszywy test DNA był podły.
Próba zniszczenia kariery była groźna.
Ale ktoś śledził moje dziecko.
To przekroczyło granicę, po której nie było już nic do tłumaczenia.
— Gdzie jest Lena?
Funkcjonariusz odpowiedział natychmiast:
— Nadal zatrzymana przy jednostce. Jej telefon i laptop zabezpieczono.
— Więc zatrzymajcie tę wysyłkę.
— To nie wychodzi z jej urządzeń.
Generał spojrzał na ekran.
— Serwer zewnętrzny?
— Tak. Zaplanowane wiadomości zostały przygotowane wcześniej.
Na ekranie pojawiła się lista adresów.
Kilka należało do wojskowych skrzynek służbowych.
Inne do lokalnych redakcji.
Jeszcze inne wyglądały na prywatne.
— Chciała zrobić z tego skandal publiczny — powiedziałam.
— Jeżeli nie mogła pani zniszczyć wewnętrznie, próbowała zrobić to na zewnątrz — odpowiedział Majewski.
Funkcjonariusz nagle uniósł rękę.
— Mamy dostęp do części kolejki.
W pokoju zapadła cisza.
— Mogę zatrzymać wiadomości do wojskowych adresów. Redakcje będą trudniejsze, ale mamy czas, ponieważ załączniki są duże i wysyłane partiami.
Generał wydał kilka szybkich poleceń.
Przez następne minuty nikt prawie się nie odzywał.
Siedziałam z Hanią na kolanach, patrząc na ludzi walczących z konsekwencjami decyzji, o których jeszcze rano nie miałam pojęcia.
Telefon zawibrował mi w kieszeni.
Artur.
Nie odebrałam.
Zadzwonił ponownie.
Potem trzeci raz.
Generał spojrzał na mnie.
— Może chodzić o coś istotnego.
Niechętnie odebrałam.
— Co?
Po drugiej stronie usłyszałam jego urywany oddech.
— Wiktoria zniknęła.
Wyprostowałam się.
— Co znaczy „zniknęła”?
— Funkcjonariusze rozmawiali ze mną w kuchni. Mama powiedziała, że musi się położyć. Kiedy poszedłem sprawdzić, pokój był pusty.
Generał natychmiast wyciągnął rękę po mój telefon.
Włączyłam głośnik.
— Panie Kowalski — powiedział. — Czy zabrała samochód?
— Nie. Jej auto stoi przed domem.
— Telefon?
— Nie odbiera.
Generał spojrzał na funkcjonariusza.
— Sprawdzić lokalizację.
Artur mówił dalej.
— Jest jeszcze coś.
— Co?
— Zniknęła też teczka.
Poczułam niepokój.
— Jaka teczka?
— Ta, którą Lena dała jej wcześniej. Ta ze zdjęcia z parkingu hotelowego.
Wszyscy spojrzeliśmy na siebie.
Generał Majewski mówił powoli:
— Pańska matka twierdziła, że przekazano jej tylko materiały dotyczące prywatnego detektywa.
— Wiem.
— Czy widział pan wcześniej tę teczkę?
— Nie.
W tle usłyszeliśmy otwieranie drzwi.
Artur nagle zamilkł.
— Co się dzieje? — zapytałam.
— Ktoś jest przed domem.
— Nie wychodź — powiedział generał.
Usłyszeliśmy kroki.
Potem głos jednego z funkcjonariuszy.
Kilka sekund później Artur odezwał się ponownie.
— Znaleźli jej telefon.
— Gdzie?
— W ogrodzie.
Generał zacisnął szczękę.
— Celowo go zostawiła.
Funkcjonariusz przy laptopie odwrócił się.
— Mamy coś.
Na ekranie pojawiła się lokalizacja płatności kartą.
— Wiktoria użyła karty jedenaście minut temu.
— Gdzie? — zapytałam.
— Na stacji paliw przy trasie wylotowej z miasta.
Artur zaklął cicho.
— Czy ktoś ją zabrał?
— Prawdopodobnie.
Generał wskazał ekran.
— Sprawdzić monitoring stacji.
Przez kilka minut trwało nerwowe oczekiwanie.
Potem nadeszło nagranie.
Samochód zatrzymał się przy dystrybutorze.
Wiktoria wysiadła od strony pasażera.
Kupiła wodę.
Wróciła do auta.
Kamera uchwyciła kierowcę tylko przez moment.
Funkcjonariusz zatrzymał obraz.
Piotr Lewandowski.
Mężczyzna, którego przecież zatrzymano.
— To niemożliwe — powiedziałam.
Generał zmrużył oczy.
— Sprawdź czas nagrania.
Funkcjonariusz spojrzał na znacznik.
Jego twarz się zmieniła.
— To nagranie sprzed zatrzymania Lewandowskiego.
Zrozumiałam pierwsza.
— Wiktoria spotkała się z nim wcześniej.
— Tak.
— Czyli jej zniknięcie nie zaczęło się dzisiaj wieczorem.
Generał pokiwał głową.
— Musiała przygotować coś wcześniej.
Na laptopie pojawiło się kolejne powiadomienie.
Funkcjonariusz otworzył je.
— Mamy kopię zawartości pliku znalezionego na komputerze Lewandowskiego.
— Jakiego pliku?
— Folder nazwany „Wiktoria”.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Otworzył go.
Były tam kopie przelewów.
Wiadomości.
Zdjęcia.
A także skan podpisanego oświadczenia.
Generał przeczytał pierwsze zdania i znieruchomiał.
— Co tam jest? — zapytałam.
Odwrócił ekran w moją stronę.
Dokument był datowany trzy tygodnie wcześniej.
Wiktoria potwierdzała w nim, że zgadza się pomóc w „ujawnieniu niewierności kapitan Kowalskiej”, dostarczając rodzinne materiały i informacje o moich zwyczajach.
Ale ostatni akapit wyglądał inaczej.
Dopisano go później.
„Jeżeli sprawa wymknie się spod kontroli, wszystkie działania mają zostać przypisane Lenie Kaczmarek”.
Patrzyłam na te słowa w osłupieniu.
— Ona od początku przygotowywała sobie wyjście.
Generał Majewski nie odpowiedział.
Funkcjonariusz przewinął niżej.
Pod dokumentem znajdował się jeszcze jeden plik.
Nagranie audio.
— Otworzyć? — zapytał.
Generał skinął głową.
Z głośników dobiegł głos Wiktorii.
Wyraźny.
Spokojny.
Zupełnie inny niż jej spanikowany ton sprzed kilku godzin.
„Nie obchodzi mnie, jak to zrobicie. Chcę tylko, żeby Artur uwierzył, że dziecko nie jest jego. Kiedy wyrzuci ją z domu, reszta pójdzie łatwo”.
Artur nadal był na linii.
Po drugiej stronie zapadła martwa cisza.
Potem usłyszałam jego szept.
— Boże…
Nagranie trwało dalej.
Drugi głos należał do Leny.
„A jeśli prawdziwy test wyjdzie inaczej?”
Wiktoria odpowiedziała bez zawahania:
„Wtedy zniszczymy ją inaczej”.
Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby czytać dalej.







No comments yet