Rozrywka

Mój Mąż Rzucił Na Stół Test DNA I Kazał Mi Odejść — Wtedy Do Domu Wszedł Generał

Wiktoria patrzyła na mężczyznę z legitymacją, jakby sam widok dokumentu odebrał jej zdolność mówienia.

— Ja… nikogo nie szantażowałam — wydusiła w końcu.

— Nikt pani jeszcze o szantaż nie oskarżył — odpowiedział spokojnie funkcjonariusz.

To jedno zdanie wystarczyło.

Kilku krewnych wymieniło nerwowe spojrzenia.

Artur patrzył na matkę z coraz większym niedowierzaniem.

— Skąd znasz Lenę?

Wiktoria zacisnęła palce na pasku torebki.

— Poznałam ją niedawno.

— Gdzie?


— Artur, nie teraz.

— Właśnie teraz.

Nie podniósł głosu, ale pierwszy raz tego wieczoru jego gniew nie był skierowany na mnie.

Generał Majewski stał nieco z boku, obserwując wszystkich w milczeniu.

Funkcjonariusz wskazał salon.

— Możemy porozmawiać tutaj, o ile właściciel domu wyraża zgodę.

Wiktoria wyprostowała się.

— To mój dom.

— W takim razie proszę usiąść.

Usiadła powoli.


Artur pozostał na środku pokoju.

Ja wciąż trzymałam Hanię.

Moja córka była zmęczona. Oparła głowę o moje ramię, zupełnie nieświadoma, że kilka minut wcześniej jej własna babcia próbowała wyrzucić ją razem ze mną za drzwi.

Jeden z funkcjonariuszy wyjął niewielki notes.

— Pani Kowalska, dziewięć dni temu wykonała pani przelew na konto należące do Pawła Radeckiego. Zgadza się?

Wiktoria przełknęła ślinę.

— Tak.

— W jakim celu?

— Miał sprawdzić pewną osobę.

— Jaką?


Jej wzrok przesunął się na mnie.

Nie musiała odpowiadać.

Artur zrobił krok w jej stronę.

— Wynajęłaś człowieka, żeby śledził moją żonę?

— Chciałam cię chronić.

— Przed czym?

— Przed nią.

Poczułam, jak coś twardego zaciska mi się w piersi.

Wiktoria spojrzała na mnie z mieszaniną strachu i starej, dobrze znanej pogardy.

— Od początku wiedziałam, że to małżeństwo jest błędem. Wiecznie służba, wyjazdy, rozkazy. Nigdy nie byłaś normalną żoną.


— Więc postanowiłaś udowodnić, że zdradzam Artura?

— Chciałam poznać prawdę.

— Nie — odezwał się generał Majewski. — Zapłaciła pani człowiekowi, który produkował prawdę na zamówienie.

Wiktoria spuściła wzrok.

Funkcjonariusz otworzył teczkę.

— Radecki twierdzi, że nie zgłosiła się pani do niego samodzielnie.

Zapadła cisza.

Wiktoria uniosła głowę.

— Kłamie.

— Twierdzi, że została pani skierowana do niego przez Lenę Kaczmarek.


Artur znieruchomiał.

— Co?

Funkcjonariusz mówił dalej.

— Według jego zeznań pani Kaczmarek przekazała pani numer telefonu i zapewniła, że Radecki może „dyskretnie rozwiązywać problemy rodzinne”.

Twarz Wiktorii zrobiła się szara.

— Ona powiedziała, że jest wiarygodny.

Artur patrzył na matkę.

— Kiedy poznałaś Lenę?

Wiktoria milczała.

— Mamo.


— Kilka miesięcy temu.

Artur cofnął się o pół kroku.

— Kilka miesięcy?

Poczułam ukłucie niepokoju.

Na fotografiach Artur obejmował Lenę w hotelowym holu.

Teraz okazywało się, że jego matka znała ją znacznie dłużej, niż chciała przyznać.

— Artur — powiedziałam — jak długo ty ją znasz?

Przetarł dłonią twarz.

— Około czterech miesięcy.

Osiem miesięcy chłodu w naszym małżeństwie.


Cztery miesiące znajomości z Leną.

Te liczby ułożyły się w mojej głowie zbyt szybko.

— Spałeś z nią?

W pokoju zrobiło się cicho.

Artur spojrzał na Hanię.

Potem na mnie.

— To nie było…

— Tak albo nie.

Jego milczenie było odpowiedzią.

Poczułam ból, ale inny niż wcześniej.


Czystszy.

Prostszy.

Test DNA był kłamstwem.

Zdrada najwyraźniej nie.

Artur opuścił głowę.

— Raz.

Wiktoria gwałtownie się poruszyła.

— Nie musisz jej się z tego tłumaczyć.

Spojrzał na matkę tak ostro, że nawet ona zamilkła.

— Wiedziałaś?


Nie odpowiedziała.

— Wiedziałaś, że byłem z Leną?

— Synku…

— Wiedziałaś?

— Tak.

Artur odsunął się od niej jak od ognia.

Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie było.

Nie gniew.

Odrazę.

— I mimo to zrobiłaś test Hani?


— Lena powiedziała, że jeśli ty mogłeś…

Urwała.

Za późno.

— Jeśli ja mogłem, to moja żona też? — dokończył Artur.

Wiktoria zaczęła szybko mówić.

— Powiedziała, że kobiety w wojsku często prowadzą podwójne życie. Że długo cię nie ma przy niej, że ona też ciągle wyjeżdża, że dziecko…

— Dosyć — przerwałam.

Hania drgnęła na dźwięk mojego głosu.

Przycisnęłam ją mocniej.

— Możecie mówić o mnie, ile chcecie. Ale nie będziecie używać mojego dziecka jako narzędzia do usprawiedliwiania własnych kłamstw.

Generał Majewski skinął lekko głową.

Funkcjonariusz przewrócił kolejną stronę w teczce.

— Jest coś jeszcze.

Artur zaśmiał się gorzko.

— Oczywiście.

— Radecki nie otrzymał tylko jednego przelewu.

Wiktoria podniosła wzrok.

— Co?

— Dwa dni po pani wpłacie dostał kolejne pieniądze.

— Ode mnie nie.

— Wiemy.

Funkcjonariusz wyjął wydruk.

— Druga płatność pochodziła z rachunku należącego do spółki, której pełnomocnikiem jest Lena Kaczmarek.

Przez chwilę nikt się nie odezwał.

Artur powoli spojrzał na fotografie.

— Zapłaciła mu osobno?

— Tak.

— Za co?

— Tego właśnie próbujemy ustalić.

Generał Majewski podszedł do stołu.

— Czy Radecki powiedział, czego dotyczyło drugie zlecenie?

Funkcjonariusz zawahał się.

— Nie w pełni.

To „nie w pełni” zabrzmiało gorzej niż jakakolwiek odpowiedź.

— Co powiedział? — zapytałam.

Mężczyzna spojrzał na mnie.

— Że fałszywy test ojcostwa był tylko pierwszym etapem.

Hania poruszyła się na moim ramieniu.

Artur pobladł.

— Pierwszym etapem czego?

Funkcjonariusz zamknął teczkę.

— Planu, który miał doprowadzić do pani usunięcia z tego domu, a następnie skompromitować kapitan Kowalską również poza rodziną.

Generał Majewski zmrużył oczy.

— Poza rodziną?

Mężczyzna skinął głową.

— W komputerze Radeckiego znaleźliśmy przygotowaną wiadomość przeznaczoną do wysłania do jednostki kapitan Kowalskiej.

Poczułam, jak serce zaczyna mi walić.

— Co było w tej wiadomości?

— Zarzut, że podczas służbowego wyjazdu utrzymywała pani relację z innym żołnierzem i celowo podała męża jako ojca dziecka, żeby ukryć romans.

Artur zamknął oczy.

Generał Majewski milczał przez kilka sekund.

Potem zapytał:

— Czy wiadomość została wysłana?

Funkcjonariusz spojrzał na zegarek.

— Nie z jego komputera.

Poczułam nagły chłód.

— Co to znaczy?

Mężczyzna spojrzał prosto na mnie.

— Oznacza to, że około dwudziestu minut temu ktoś wysłał niemal identyczną wiadomość z innego urządzenia.

Generał Majewski natychmiast wyciągnął telefon.

W tej samej sekundzie jego ekran się rozświetlił.

Przeczytał powiadomienie.

Jego twarz stężała.

— Właśnie trafiła do dowództwa.

Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.

No comments yet