Rozrywka

Mój Mąż Rzucił Na Stół Test DNA I Kazał Mi Odejść — Wtedy Do Domu Wszedł Generał

Generał Majewski nie odrywał wzroku od ekranu telefonu.

— Wiadomość została wysłana na oficjalny adres kancelarii dowództwa — powiedział. — Dołączono do niej kopię fałszywego raportu DNA, zdjęcie kapitan Kowalskiej oraz nazwisko oficera, z którym rzekomo miała romans.

Poczułam, jak ściska mnie żołądek.

— Jakie nazwisko?

Generał przesunął palcem po ekranie.

Kiedy je przeczytał, na jego twarzy pojawiło się coś pomiędzy zdumieniem a gniewem.

— Major Michał Borkowski.

Zamarłam.

Znałam Michała.

Służyliśmy w tej samej jednostce podczas jednego z wcześniejszych wyjazdów. Był żonaty, miał dwoje dzieci i od ponad roku pracował w innym garnizonie.


Nie mieliśmy ze sobą żadnego prywatnego kontaktu.

— To absurd — powiedziałam.

— Wiem — odparł generał.

Artur spojrzał na mnie.

— Znasz go?

Odwróciłam głowę w jego stronę.

Po wszystkim, co wydarzyło się tego wieczoru, to pytanie zabrzmiało niemal groteskowo.

— Tak. Służyłam z nim.

Jego twarz natychmiast stężała.

— Czyli jednak…


— Dokończ to zdanie — powiedziałam cicho.

Artur zamilkł.

Generał Majewski spojrzał na niego z pogardliwym niedowierzaniem.

— Pańska żona właśnie padła ofiarą próby sfabrykowania kompromitujących materiałów, a pan nadal szuka sposobu, żeby obrócić to przeciwko niej?

Artur opuścił wzrok.

Funkcjonariusz stojący obok stołu wyjął telefon.

— Skontaktuję się z zespołem. Jeżeli wiadomość została wysłana z urządzenia powiązanego z Leną Kaczmarek, możemy to ustalić.

Wiktoria siedziała sztywno na kanapie.

— Lena nie zrobiłaby czegoś takiego.

Artur obrócił się do niej.


— Ty nadal jej bronisz?

— Ja tylko mówię, że jej nie znacie.

— A ty ją znasz?

Wiktoria otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.

To wystarczyło.

Artur podszedł bliżej.

— Ile razy się z nią spotkałaś?

— Kilka.

— Po co?

— Rozmawiałyśmy.


— O czym?

— O tobie.

Artur przetarł twarz dłonią.

— Oczywiście.

Spojrzałam na Wiktorię.

— To Lena powiedziała ci, że Hania może nie być jego dzieckiem?

Jej milczenie trwało zaledwie sekundę.

— Tak.

— Miała jakikolwiek dowód?

— Powiedziała, że słyszała pewne rzeczy.


— Od kogo?

— Nie wiem.

— I to ci wystarczyło, żeby zapłacić za sfałszowany test?

Wiktoria zacisnęła usta.

— Chciałam ochronić syna.

— A przed jego własną zdradą też chciałaś go ochronić?

Artur drgnął.

Wiktoria spojrzała na mnie ostro.

— Nie mieszaj do tego sprawy z Leną.

— To Lena jest dokładnie w środku tej sprawy.


Generał Majewski skinął głową.

— Kapitan ma rację.

Funkcjonariusz, który wcześniej wykonywał telefon, wrócił do salonu.

— Mamy pierwszą informację.

Wszyscy spojrzeli w jego stronę.

— Wiadomość do dowództwa została wysłana z publicznej sieci bezprzewodowej w hotelu Centrum Plaza.

Artur momentalnie pobladł.

Na jednym ze zdjęć leżących na stole widziałam dokładnie ten sam hotel.

— To tam spotykałeś się z Leną? — zapytałam.

Nie odpowiedział.


Nie musiał.

Funkcjonariusz kontynuował:

— Monitoring zabezpieczono już wcześniej w związku ze sprawą Radeckiego. Zespół sprawdza teraz zapis z ostatnich dwóch godzin.

Generał Majewski schował telefon do kieszeni.

— A co z majorem Borkowskim?

— Trzeba go uprzedzić.

— Ja to zrobię.

Generał odszedł kilka kroków i zadzwonił.

W salonie zapadła ciężka cisza.

Hania zaczęła się wiercić.


Była już bardzo zmęczona.

Pocałowałam ją w czubek głowy.

Artur patrzył na nas.

— Mogę ją wziąć?

Spojrzałam na niego.

Jeszcze godzinę wcześniej rzucił na stół fałszywy test i oznajmił całej swojej rodzinie, że nie jest jej ojcem.

Teraz wyciągał ręce w jej stronę.

Cofnęłam się.

— Nie.

Zabolało go to.


Widziałam.

Ale po raz pierwszy tego wieczoru nie czułam potrzeby łagodzenia jego bólu.

— Ona jest też moją córką — powiedział cicho.

— Biologicznie tak.

Te dwa słowa uderzyły go mocniej niż krzyk.

Odwrócił wzrok.

Generał Majewski zakończył rozmowę.

— Major Borkowski jest w domu z rodziną. Potwierdził, że od ponad roku nie miał z panią prywatnego kontaktu poza dwoma oficjalnymi wiadomościami służbowymi.

— Czyli ktoś wybrał jego nazwisko celowo — powiedziałam.

— Najprawdopodobniej dlatego, że służyliście razem. Taka historia brzmi wiarygodniej dla kogoś, kto nie zna szczegółów.


Poczułam narastający gniew.

To nie była spontaniczna zemsta.

Ktoś znał moją służbę.

Moje wyjazdy.

Nazwiska ludzi, z którymi pracowałam.

— Skąd Lena mogła mieć takie informacje?

Generał spojrzał na Artura.

Ja również.

Artur pobladł.

— Co?

— Opowiadałeś jej o mojej pracy?

— Czasami.

— Jak dużo?

— Nie wiem. Normalne rzeczy.

— Nazwiska?

Nie odpowiedział.

Serce zabiło mi mocniej.

— Artur.

— Być może wspomniałem o kilku osobach.

Generał Majewski zacisnął szczękę.

— Czy przekazywał pan pani Kaczmarek informacje o terminach wyjazdów żony, jej jednostce, współpracownikach albo procedurze awansowej?

— O awansie nic nie wiedziałem.

— O reszcie?

Artur usiadł ciężko.

— Rozmawialiśmy. Nie sądziłem, że…

— Właśnie na tym polega problem — przerwałam. — Nigdy nie myślałeś o konsekwencjach.

W tej chwili telefon funkcjonariusza zawibrował.

Spojrzał na ekran.

— Mamy monitoring.

Generał Majewski podszedł bliżej.

— I?

Funkcjonariusz przez chwilę nic nie mówił.

Potem uniósł telefon tak, żebyśmy wszyscy mogli zobaczyć nieruchomy kadr.

Na ekranie widniała hotelowa kawiarnia.

Przy stoliku siedziała Lena.

Przed nią leżał otwarty laptop.

Zdjęcie miało oznaczenie czasu sprzed trzydziestu dwóch minut.

Ale to nie ona przyciągnęła moją uwagę.

Naprzeciwko niej siedział mężczyzna.

Artur poderwał się z miejsca.

— Niemożliwe.

Wiktoria zasłoniła usta dłonią.

Nie znałam tego człowieka.

Generał Majewski najwyraźniej tak.

Jego twarz nagle stwardniała.

— Znam go.

— Kto to? — zapytałam.

Generał przez chwilę patrzył na obraz.

— Cywilny pracownik administracyjny, który ma dostęp do części dokumentacji personalnej jednostki.

W pokoju zapadła martwa cisza.

— Czyli Lena nie zdobywała tych informacji tylko od Artura — powiedziałam.

— Nie — odpowiedział generał.

Funkcjonariusz przesunął zdjęcie.

Na kolejnym kadrze mężczyzna przekazywał Lenie pendrive.

Generał Majewski natychmiast sięgnął po telefon.

— Muszę zabezpieczyć dostęp do systemów.

Ale zanim zdążył wybrać numer, urządzenie w dłoni funkcjonariusza zadzwoniło ponownie.

Odebrał.

Słuchał przez kilkanaście sekund.

Jego twarz zmieniła się.

— Rozumiem. Nie podejmujcie kontaktu. Obserwujcie ich.

Rozłączył się.

— Co się stało? — zapytał generał.

Mężczyzna spojrzał na mnie.

— Lena właśnie wyszła z hotelu.

— Sama?

— Nie.

Zawahał się.

— Ma ze sobą przygotowaną teczkę z dokumentami. Według zespołu na pierwszej stronie widnieje nazwisko kapitan Kowalskiej.

Generał Majewski zmrużył oczy.

— Dokąd jedzie?

Funkcjonariusz spojrzał na ekran.

— W stronę jednostki.

Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.

No comments yet