Rozrywka

Moja córka wyszeptała: „Tato, on znowu mnie skrzywdził”. Dwadzieścia minut później wszedłem do domu mojego zięcia

Ryszard otworzył szafę i wyjął czarną metalową kasetkę, której narożniki nosiły ślady wielu lat wojskowych podróży.

W środku leżał jego pistolet służbowy, legitymacja pułkownika oraz zaklejona koperta, którą Emilia dała mu dwa lata wcześniej.

— Jeśli kiedykolwiek zadzwonię i powiem, że znowu mnie skrzywdził — wyszeptała wtedy — otwórz to.

Dłonie Ryszarda zacisnęły się mocniej.

Rozerwał kopertę, biegnąc w stronę samochodu.

W środku znajdowały się zdjęcia siniaków, kopie dokumentacji medycznej oraz lista dat. Na samym dole Emilia napisała jedno zdanie:

Adrian ma komendanta policji w kieszeni, ale prawda do niego nie należy.

Ryszard zadzwonił pod numer 112, kiedy już jechał. Podał dyspozytorowi adres i zażądał, żeby patrol spotkał się z nim na miejscu.

Dwadzieścia minut później jego samochód przemknął przez żelazną bramę rezydencji Adriana Kowalskiego.

Drzwi wejściowe były otwarte.


W środku wielkanocne dekoracje leżały rozbite na marmurowej posadzce. Jedno z krzeseł przy stole było przewrócone. Na brzegu białego dywanu widniała krew.

— Emilia! — krzyknął Ryszard.

Z góry odpowiedział mu słaby jęk.

Pokonywał schody po dwa stopnie naraz, lecz na półpiętrze pojawił się Adrian w idealnie skrojonym granatowym garniturze, spokojnie poprawiając mankiet koszuli.

— Znowu ma jeden ze swoich napadów — powiedział Adrian. — Powinien pan wyjść, zanim jeszcze bardziej ją pan skompromituje.

Ryszard dostrzegł krew na kostkach jego dłoni.

Wtedy zza Adriana, z sypialni, chwiejnym krokiem wyszła Emilia. Jedno oko miała opuchnięte, a żebra obejmowała ręką tak, jakby nawet oddychanie sprawiało jej ból.

Wojskowy spokój Ryszarda stał się zimniejszy niż gniew.

— Odsuń się od mojej córki.

Adrian się uśmiechnął.


— Wie pan, kim jestem?

— Tak — odpowiedział Ryszard. — Człowiekiem, który myli wpływy z bezkarnością.

Z oddali dobiegł dźwięk zbliżających się syren, ale Adrian nawet nie drgnął.

Pierwszym policjantem, który wszedł do domu, był sam komendant Daniel Mazur.

Uśmiech Adriana stał się jeszcze szerszy.

— Komendancie — powiedział — proszę aresztować tego intruza.

Mazur spojrzał na Ryszarda, a potem na Emilię.

Ku zaskoczeniu Ryszarda komendant wyciągnął broń — i wycelował ją prosto w Adriana.

— Adrianie Kowalski — powiedział Mazur — jest pan zatrzymany.

Twarz Adriana nagle stężała.


Ale zanim ktokolwiek zdążył się poruszyć, Emilia wyszeptała:

— Tato... on nie jest jedyny.

Wskazała na zamknięte drzwi prowadzące do piwnicy.

W tej samej chwili po drugiej stronie rozległo się rozpaczliwe uderzanie małych pięści.

Dziecko próbowało wydostać się ze środka.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 3, aby czytać dalej.**

No comments yet