Daniel Mazur spojrzał na zegarek.
16:48.
Siedemdziesiąt dwie minuty.
— „Magazyn 14” może oznaczać wszystko — powiedział. — Halę, numer boksu, magazyn firmowy, kontener.
Emilia wyciągnęła rękę.
— Daj mi zdjęcie.
Mazur podał jej telefon.
Przez kilka sekund wpatrywała się w fotografię Leny i Marty.
Potem powiększyła fragment betonowej ściany.
— Tu.
Ryszard pochylił się.
Obok żółtej czternastki widać było fragment czerwonego znaku.
Tylko kilka liter.
**…CHEM…**
— Materiały chemiczne? — zapytał Mazur.
Emilia pokręciła głową.
— Nie.
Powiększyła jeszcze bardziej.
— Adrian ma centrum zapasowe poza Warszawą. Oficjalnie służy do przechowywania sprzętu serwerowego.
— Gdzie?
— Nie pamiętam adresu. Nigdy mnie tam nie zabrał.
Ryszard spojrzał na nią.
— Skąd o nim wiesz?
— Dwa lata temu znalazłam fakturę za system przeciwpożarowy. Była wystawiona na spółkę-córkę Adriana.
— Nazwa?
Emilia zamknęła oczy.
Próbowała sobie przypomnieć.
— K-Secure Logistics.
Mazur natychmiast zadzwonił do dyżurnego.
— Sprawdźcie wszystkie nieruchomości, umowy najmu i pojazdy powiązane z K-Secure Logistics. Priorytet najwyższy.
Ryszard patrzył na córkę.
Jeszcze kilka godzin wcześniej myślał, że zna granice koszmaru, w którym żyła.
Teraz zaczynał rozumieć, że Emilia przez lata zapamiętywała każdy szczegół, który pewnego dnia mógł stać się drogą ucieczki.
Telefon Mazura zadzwonił po trzech minutach.
— Mamy adres.
Stara strefa przemysłowa pod Piasecznem.
Kompleks osiemnastu magazynów.
Jeden z nich, numer 14, od czterech lat wynajmowała K-Secure Logistics.
Ryszard spojrzał na zegarek.
16:54.
— Ile stąd?
— Przy tej porze trzydzieści minut.
— Jedziemy.
— Pan zostaje.
Ryszard nawet nie mrugnął.
— Nie.
— To operacja policyjna.
— Moja córka jest celem groźby. Dziecko i jego matka mogą zginąć. A człowiek, który organizuje to wszystko, ma ludzi w policji.
Mazur zacisnął szczękę.
— Właśnie dlatego nie mogę pana zabrać.
Ryszard nachylił się bliżej.
— Daniel, jeśli wyślesz tam informacje szerokim kanałem, ktoś ich ostrzeże.
Mazur milczał.
Wiedział, że Ryszard ma rację.
Po chwili wyjął drugi telefon.
— Tylko ludzie, których znam osobiście.
— Ilu?
— Czterech.
— Bez oznakowanych radiowozów.
Mazur skinął głową.
Emilia nagle chwyciła ojca za rękę.
— Tato.
Ryszard odwrócił się.
— Nie rób niczego dla zemsty.
Te słowa zatrzymały go bardziej niż rozkaz.
— Jadę po dziecko.
— I po Martę.
— I po Martę.
— Adrian całe życie liczył na to, że inni stracą kontrolę przed nim.
Emilia spojrzała mu prosto w oczy.
— Nie daj mu tego.
Ryszard położył dłoń na jej policzku.
— Wrócę.
O 17:21 dwa nieoznakowane samochody skręciły w przemysłową ulicę.
Magazyn 14 stał na końcu kompleksu.
Metalowa hala.
Jedne duże drzwi załadunkowe.
Jedno wejście boczne.
Żadnych samochodów przed budynkiem.
Za spokojnie.
Mazur spojrzał na Ryszarda.
— Zostaje pan tutaj.
Tym razem Ryszard nie zaprotestował.
Czterech funkcjonariuszy ruszyło w stronę hali.
Dwóch od frontu.
Dwóch od tyłu.
Ryszard obserwował wejście.
17:24.
Nic.
17:25.
Nagle w słuchawce Mazura odezwał się policjant.
— Drzwi otwarte.
Chwilę później:
— Mamy ślady.
Potem cisza.
— Jakie ślady? — zapytał Mazur.
Brak odpowiedzi.
— Bartek?
Trzask.
— Komendancie... ktoś tu był przed chwilą.
Mazur wysiadł.
Ryszard zrobił to samo.
Weszli do hali.
W środku unosił się zapach paliwa i wilgotnego betonu.
Na podłodze leżała przewrócona butelka wody.
Dwa plastikowe krzesła.
Kawałek sznura.
W kącie znajdował się mały dziecięcy but.
Lena.
Ryszard poczuł, jak serce uderza mu mocniej.
— Są jakieś wyjścia?
— Tylne drzwi prowadzą na rampę.
Jeden z funkcjonariuszy wrócił.
— Ślady opon są świeże.
Mazur przeklął.
— Spóźniliśmy się.
Ryszard spojrzał na ścianę.
Żółta czternastka ze zdjęcia.
To było właściwe miejsce.
Ale coś mu nie pasowało.
Jeśli Wolski chciał ich tylko opóźnić, dlaczego wysłał prawdziwe zdjęcie magazynu?
Dlaczego dał Emilii wskazówkę, którą mogła rozszyfrować?
Ryszard przeszedł kilka kroków.
Pod jedną ze ścian stał metalowy stół.
Na nim stary laptop.
Ekran był czarny.
— Nie dotykać — powiedział Mazur.
Technik podłączył zasilanie.
Laptop uruchomił się bez hasła.
Na pulpicie znajdował się tylko jeden plik wideo.
Nazwa:
**DLA PUŁKOWNIKA**
Mazur spojrzał na Ryszarda.
Technik otworzył nagranie.
Na ekranie pojawił się Piotr Wolski.
Siedział spokojnie w ciemnym pomieszczeniu.
— Pułkowniku Majewski — powiedział. — Jeśli to pan ogląda, oznacza to, że Emilia okazała się dokładnie tak uparta, jak przewidywaliśmy.
Ryszard zesztywniał.
Wolski uśmiechnął się.
— Pańska córka sądzi, że zbudowała zabezpieczenie. Trzech odbiorców. Automatyczna publikacja o osiemnastej.
Ryszard spojrzał na Mazura.
Skąd wiedział o trzech odbiorcach?
Na nagraniu Wolski pochylił się bliżej kamery.
— Jest tylko jeden problem.
Uśmiech zniknął.
— Jeden z tych trzech odbiorców pracuje dla nas.
Emilia była przekonana, że rozproszyła ryzyko.
Ale ktoś znał jej plan od środka.
— I jeszcze jedno — kontynuował Wolski. — Magazyn 14 nigdy nie był miejscem, w którym mieliśmy zostać.
Za nim na sekundę przesunęła się czyjaś sylwetka.
Kobieta.
Marta.
A potem mała postać.
Lena.
Żyły.
Przynajmniej w chwili nagrania.
— Chcieliśmy tylko sprawdzić, kogo Daniel Mazur zabierze ze sobą.
Wolski uśmiechnął się ponownie.
Ryszard powoli odwrócił głowę.
Czterech policjantów stało w hali.
Każdy z nich patrzył na ekran.
— Teraz już wiemy — powiedział Wolski.
Nagranie zakończyło się.
Zapadła cisza.
Wtedy jeden z funkcjonariuszy stojących najbliżej tylnego wyjścia sięgnął po telefon.
Mazur spojrzał na niego.
— Bartek.
Mężczyzna znieruchomiał.
— Odłóż telefon.
— Komendancie...
— Odłóż go.
Policjant powoli uniósł ręce.
Telefon upadł na beton.
Ekran wciąż świecił.
Na nim widniała właśnie wysłana wiadomość:
**Majewski tu jest. Mazur też.**
Ryszard poczuł, jak wszystko wreszcie zaczyna układać się w jedną całość.
Zdrajca nie znajdował się gdzieś wysoko ponad nimi.
Jeden z ludzi Adriana stał trzy metry od niego.
A zegarek wskazywał 17:34.
Do publikacji plików Emilii pozostało dwadzieścia sześć minut.
Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.







No comments yet