Daniel Mazur przeczytał wiadomość jeszcze raz.
Potem trzeci.
Jakby miał nadzieję, że za każdym razem słowa ułożą się inaczej.
Nie ułożyły się.
**Oddajcie dysk i dziewczynkę, a córka pułkownika dożyje jutra.**
Ryszard wyciągnął rękę.
— Nie kasuj niczego.
— Nie zamierzam.
— I nie odpowiadaj.
Mazur podniósł wzrok.
— Ktoś wie, że mamy dysk.
Ryszard spojrzał w stronę rezydencji.
— I wie o Lenie.
To było znacznie gorsze.
Informacja o znalezionym serwerze nie zdążyła jeszcze opuścić domu oficjalnym kanałem.
Lena została wyniesiona z piwnicy zaledwie kilka minut wcześniej.
A mimo to ktoś już wiedział.
Ryszard przeniósł wzrok na policjantów stojących przed posesją.
Na ratowników.
Na techników.
Na sąsiadów z telefonami.
Na każdego, kto mógł patrzeć.
— Ilu ludzi wiedziało, co znaleźliście w piwnicy?
Mazur zacisnął szczękę.
— Za dużo.
— To nie jest odpowiedź.
— Ja. Dwóch funkcjonariuszy. Technik, który zabezpieczał komputer. Teraz pan.
Ryszard spojrzał na Emilię.
— I ona.
Emilia siedziała na noszach, blada i nieruchoma.
Ratownik zakładał jej kołnierz stabilizujący.
— Zabieramy ją — powiedział. — Natychmiast.
Ryszard ruszył za noszami.
Mazur zatrzymał go za ramię.
— Pułkowniku.
Ryszard odwrócił się.
— Od tej chwili nikt nie zostaje sam. Ani Emilia, ani Lena.
Mazur skinął głową.
— Zorganizuję ochronę w szpitalu.
— Nie kogoś przypadkowego.
— Rozumiem.
— Nie. Jeszcze nie rozumiesz.
Ryszard wskazał telefon komendanta.
— Jeśli ktoś wiedział o dysku po kilku minutach, to znaczy, że problem nie kończy się na Adrianie.
Mazur nie odpowiedział.
Nie musiał.
Obaj wiedzieli, że właśnie to oznaczała wiadomość.
W karetce Emilia przez kilka minut milczała.
Dopiero kiedy sygnał pojazdu ucichł na skrzyżowaniu, otworzyła oczy.
— Tato...
— Jestem tutaj.
— Lena?
— Jedzie drugą karetką.
Emilia wypuściła powietrze.
— Musisz dopilnować, żeby jej nie zabrali.
— Kim ona jest?
Emilia spojrzała na ratownika.
Ryszard zrozumiał.
Pochylił się bliżej.
— Możesz mówić.
— Znalazłam ją trzy tygodnie temu.
— W piwnicy?
— Nie.
Emilia zamknęła oczy na kilka sekund.
— Pierwszy raz zobaczyłam ją w ogrodzie.
Ryszard zmarszczył brwi.
— Adrian powiedział, że to córka jednej z pracownic. Że matka miała nagły problem i zostawiła ją na kilka dni.
— Uwierzyłaś mu?
— Przez jeden dzień.
Głos Emilii zrobił się słabszy.
— Potem zauważyłam, że Lena nigdy nie wychodzi przez główne wejście. Nigdy nie chodzi do szkoły. Nie miała telefonu. A kiedy zapytałam o jej matkę...
Emilia przełknęła ślinę.
— Zaczęła płakać.
Ryszard czuł, jak coś twardnieje w jego piersi.
— Co ci powiedziała?
— Że nie widziała mamy od bardzo dawna.
— Jak długo?
— Nie umiała powiedzieć.
Karetka skręciła gwałtownie.
Emilia syknęła z bólu.
— Kilka dni później weszłam do gabinetu Adriana. Znalazłam tam listę przelewów. Nazwiska. Daty. Zdjęcia.
— Te same, które były na serwerze?
— Część z nich.
— A Lena?
Emilia spojrzała na ojca.
— Przy jednym nazwisku było jej zdjęcie.
Ryszard zamilkł.
— Jakie nazwisko?
— Nie pamiętam. Widziałam je tylko przez chwilę. Adrian wszedł do pokoju.
— I wtedy zaczął cię bić?
— Nie.
Emilia pokręciła głową.
— Wtedy pierwszy raz się przestraszył.
To zdanie Ryszard zapamiętał.
Nie „zdenerwował się”.
Nie „wpadł w szał”.
Przestraszył się.
— Co zrobił?
— Zamknął gabinet. Zabrał mi telefon. Powiedział, że od tej chwili nie będę wychodziła sama.
Emilia spojrzała w sufit karetki.
— A następnego dnia Lena zniknęła.
— Trafiła do piwnicy.
— Tak.
Ryszard ścisnął dłonie.
— Dlaczego nie zadzwoniłaś wtedy?
— Bo Adrian powiedział, że jeśli komukolwiek powiem o dziewczynce, jej matka „będzie miała wypadek”.
Przez chwilę słychać było tylko dźwięk monitora.
— Więc zaczęłaś zbierać dowody.
Emilia skinęła głową.
— Dlatego dałam ci tamtą kopertę dwa lata temu.
— Dwa lata?
Ryszard poczuł ukłucie winy.
— To trwało tak długo?
— Dłużej.
Nie było w jej głosie oskarżenia.
To bolało jeszcze bardziej.
— Dzisiaj znalazłam sposób, żeby dostać się do serwera.
— I zrobiłaś kopię.
— Tak.
— Dokąd ją wysłałaś?
Emilia przez moment patrzyła na niego bez słowa.
— Do miejsca, którego Adrian nie może zamknąć jednym telefonem.
— Emilia.
— Ustawiłam automatyczną wysyłkę.
Ryszard zesztywniał.
— Do kogo?
— Jeśli przez określony czas nie anuluję procedury, pliki pójdą do trzech różnych odbiorców.
— Kiedy?
Emilia spojrzała na zegarek ratownika.
— O osiemnastej.
Była 14:11.
— Kto dostanie pliki?
— Jeden dziennikarz śledczy.
— Kto jeszcze?
— Prokurator spoza Warszawy.
Ryszard czekał.
— I trzecia osoba?
Emilia odwróciła twarz.
— Tego ci teraz nie powiem.
— Dlaczego?
— Bo jeśli ktoś nas podsłuchuje, im mniej wiesz, tym lepiej.
Ryszard chciał zaprotestować.
Ale powstrzymał się.
Córka, którą jeszcze rano uważał za zastraszoną i bezbronną, od tygodni prowadziła własną grę przeciwko człowiekowi kontrolującemu niemal każdy jej ruch.
I najwyraźniej zrobiła coś, czego Adrian naprawdę się bał.
Kiedy dotarli do szpitala, przed wejściem czekał już Mazur.
Jego twarz mówiła, że wydarzyło się coś nowego.
Podszedł do Ryszarda.
— Adrian zażądał adwokata.
— To było do przewidzenia.
— Nie chodzi o adwokata.
Mazur wyciągnął telefon.
— Pięć minut temu do komisariatu zadzwonił człowiek przedstawiający się jako mecenas Piotr Wolski.
Emilia gwałtownie podniosła głowę.
— Wolski?
Ryszard spojrzał na nią.
— Znasz go?
Jej twarz pobladła jeszcze bardziej.
— To prawnik Adriana.
Mazur skinął głową.
— I już wiedział, że znaleźliśmy Lenę.
Ryszard poczuł zimno w karku.
— Skąd?
— Tego właśnie nie wiem.
Mazur zawahał się.
— Ale powiedział coś jeszcze.
— Co?
Komendant spojrzał prosto na Emilię.
— Powiedział, że jeśli dziewczynka zacznie mówić, ktoś bardzo wysoko postawiony straci wszystko.
Emilia zamknęła oczy.
— Więc już wiedzą.
— Kto?
Emilia otworzyła oczy.
— Ludzie, których Adrian nagrywał.
W tej samej chwili z końca korytarza dobiegł krzyk.
Pielęgniarka wybiegła z sali Leny.
— Policja! Proszę natychmiast!
Mazur ruszył biegiem.
Ryszard za nim.
Kiedy dotarli do sali, łóżko było puste.
Okno uchylone.
Na podłodze leżał pluszowy królik bez jednego ucha.
A na białym prześcieradle ktoś zostawił złożoną kartkę.
Ryszard rozwinął ją.
Było na niej tylko sześć słów.
**Teraz wiecie, że mówiliśmy poważnie.**
Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.







No comments yet