Nie spałam tej nocy ani minuty.
Siedziałam przy biurku ojca i patrzyłam na listę zdalnych połączeń, jakby samo wpatrywanie się w nią mogło wyjaśnić wszystko.
PIOTR-LAPTOP.
Ostatnie połączenie zakończyło się trzy minuty wcześniej.
Czyli dokładnie wtedy, gdy dostałam od niego wiadomość.
Nie grzeb w firmowych dokumentach.
Wyłączyłam Wi-Fi w komputerze.
Potem odłączyłam kabel sieciowy.
Dopiero wtedy poczułam, że mogę oddychać.
Na pulpicie było kilkadziesiąt folderów.
Faktury.
Umowy.
Dokumenty pojazdów.
Korespondencja z bankami.
Ojciec nigdy nie był dobry w porządkowaniu plików. Wszystko zapisywał tam, gdzie akurat kliknął.
Piotr doskonale o tym wiedział.
Przez następne dwie godziny kopiowałam najważniejsze dokumenty na pendrive.
Nie chciałam niczego usuwać.
Nie chciałam też jeszcze nikogo oskarżać.
Chciałam mieć dowody.
O 2:14 znalazłam folder nazwany „NOWE”.
W środku były skany dokumentów dotyczących kredytu, o którym mówił bankowiec.
Otworzyłam pierwszy plik.
Wniosek kredytowy.
480 000 zł.
Kredytobiorca:
Wolski Transport.
Zabezpieczenie:
nieruchomość przy ulicy Lipowej 18.
Moja nieruchomość.
Przewinęłam niżej.
Pełnomocnictwo właściciela.
Moje imię.
Mój PESEL.
Mój adres.
I podpis.
Przez chwilę po prostu patrzyłam.
Był podobny.
Bardzo podobny.
Ktoś naprawdę się postarał.
Charakterystyczne „K”.
Długi ogonek przy „j”.
Nawet sposób, w jaki zwykle skracałam nazwisko na dokumentach.
Ale to nie był mój podpis.
Powiększyłam obraz.
Zobaczyłam coś, co sprawiło, że przestałam oddychać.
Na dole dokumentu znajdował się podpis świadka.
Jan Wolski.
Mój ojciec.
Wstałam tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o ścianę.
Przez sekundę chciałam pobiec na górę i obudzić go natychmiast.
Nie zrobiłam tego.
Ojciec miał siedemdziesiąt lat i problemy z sercem.
Jeśli naprawdę był w to zamieszany, chciałam najpierw wiedzieć jak.
A jeśli nie był…
To ktoś podrobił również jego podpis.
Zrobiłam kopię dokumentu.
Potem następnego.
I kolejnego.
O 3:07 znalazłam potwierdzenie wysłania skanu dowodu osobistego.
Mojego dowodu.
Plik został załączony z adresu mailowego ojca.
Adresu, do którego Piotr miał dostęp przez zdalne połączenie.
Usiadłam z powrotem.
Wszystko zaczynało układać się w obraz, którego jeszcze nie chciałam zaakceptować.
Piotr nie potrzebował mojego telefonu.
Nie potrzebował mojego podpisu na żywo.
Miał moje stare dokumenty.
Miał komputer ojca.
Miał firmę.
I wyglądało na to, że od miesięcy budował coś, czego nikt z nas nie zauważył.
Rano zeszłam do kuchni o szóstej.
Mama już tam była.
Parzyła kawę.
— Nie spałaś?
— Trochę.
Spojrzała na mnie uważniej.
— Co się stało wczoraj?
Usiadłam.
— Mamo, muszę cię o coś zapytać.
Odłożyła filiżankę.
— Dobrze.
— Czy tata podpisywał ostatnio dokumenty dla Piotra?
— Ciągle coś podpisuje.
— A pełnomocnictwa?
Jej twarz lekko się napięła.
— Nie wiem.
— A dokumenty dotyczące domu?
Tym razem nie odpowiedziała od razu.
To wystarczyło.
— Mamo.
Westchnęła.
— Kilka tygodni temu Piotr powiedział, że potrzebuje papierów do uporządkowania zabezpieczeń firmowych.
Poczułam ucisk w klatce piersiowej.
— Jakich papierów?
— Księga wieczysta. Stare akty. Kopie dokumentów.
— Dałaś mu je?
— Były w biurze taty. On wie, gdzie wszystko leży.
— A mój dowód?
Zmarszczyła brwi.
— Twój?
— Kopia.
Mama pobladła.
— Kasiu, kiedy przepisywaliśmy dom, twoja kopia została w segregatorze.
Zamknęłam oczy.
Oczywiście.
Dokładnie tak, jak podejrzewałam.
— Dlaczego pytasz?
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
Ojciec wszedł do kuchni.
— Co się dzieje?
Mama spojrzała na mnie.
— Kasia pyta o dokumenty, które dawałeś Piotrowi.
Ojciec sięgnął po kubek.
— Jakie dokumenty?
— Do firmy.
— A.
Usiadł.
— Piotr porządkował sprawy kredytowe.
— Tato, podpisałeś coś dotyczącego mojego domu?
Ręka ojca zatrzymała się w połowie drogi do cukiernicy.
To było prawie niezauważalne.
Prawie.
— Nie.
— Na pewno?
— Katarzyna, powiedziałem, że nie.
Wyjęłam telefon.
Pokazałam mu zdjęcie dokumentu.
Przeczytał nagłówek.
Potem spojrzał na podpis.
Kolor zszedł mu z twarzy.
— Skąd to masz?
— Z twojego komputera.
Ojciec wstał.
— Nie powinnaś przeglądać moich rzeczy.
To nie była reakcja, której się spodziewałam.
— Tato, ktoś wykorzystał mój dom jako zabezpieczenie kredytu.
— Nic jeszcze nie zostało wykorzystane.
Zamarłam.
Mama też.
— Skąd wiesz? — zapytałam.
Ojciec spojrzał na mnie.
W jego oczach pojawiło się coś pomiędzy strachem a żalem.
— Piotr wszystko wyjaśni.
— Czyli wiedziałeś.
— Wiedziałem, że szuka finansowania.
— Pod mój dom?
— Firma potrzebowała płynności.
Poczułam, jak coś we mnie pęka.
— Więc podpisałeś ten dokument?
Ojciec milczał.
— Jan — szepnęła mama.
Odwrócił wzrok.
I wtedy zrozumiałam.
— Wiedziałeś, że mój podpis jest na pełnomocnictwie.
— Piotr powiedział, że się zgodziłaś.
Prawie się roześmiałam.
— Kiedy?
— Mówił, że rozmawialiście.
— Nie rozmawialiśmy.
Ojciec przetarł twarz.
— Nie wiedziałem, że coś jest nie tak.
— Tato, jestem właścicielką tego domu.
— To dom rodzinny.
— Prawnie jest mój.
— Nigdy byśmy go nie stracili.
— A jeśli firma nie spłaci kredytu?
— Spłaci.
— Skąd ta pewność?
Ojciec nie odpowiedział.
Mama usiadła.
— Jan… co Piotr zrobił?
W tej samej chwili zadzwonił mój telefon.
Numer, którego nie znałam.
Odebrałam.
— Pani Katarzyna Wolska?
— Tak.
— Dzień dobry. Nazywam się Marta Zielińska. Reprezentuję kancelarię zajmującą się postępowaniami gospodarczymi. Kontaktuję się w sprawie spółki PM Logistics.
Spojrzałam na ojca.
— Słucham.
— Pani nazwisko pojawiło się w dokumentach przekazanych nam wczoraj wieczorem przez wierzyciela spółki.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Co to ma ze mną wspólnego?
Kobieta zawahała się.
— To właśnie próbujemy ustalić. Spółka PM Logistics ma obecnie zaległe zobowiązania przekraczające siedemset tysięcy złotych.
Przestałam słyszeć tykanie zegara.
— Ile?
— Ponad siedemset tysięcy.
Spojrzałam na ojca.
Tym razem to on wyglądał na zszokowanego.
— I jeszcze jedno — powiedziała prawniczka. — W dokumentacji znajduje się umowa sprzedaży dwóch pojazdów z Wolski Transport do PM Logistics.
— Znalazłam jedną.
— Są dwie.
Poczułam zimno.
— Kto podpisał umowy ze strony Wolski Transport?
— Jan Wolski.
Spojrzałam na ojca.
Usłyszał.
Po jego twarzy zobaczyłam, że coś jest nie tak.
— Tato?
Powoli pokręcił głową.
— Nigdy nie sprzedałem Piotrowi żadnej ciężarówki.
Wtedy zrozumiałam, że Piotr nie oszukiwał tylko mnie.
Oszukiwał nas wszystkich.
Ciąg dalszy — kliknij Część 4, aby czytać dalej.







No comments yet