Ojciec usiadł ciężko na krześle.
— Nigdy nie sprzedałem Piotrowi żadnej ciężarówki — powtórzył.
Prawniczka po drugiej stronie telefonu milczała przez chwilę.
— W takim razie, panie Wolski, powinni państwo jak najszybciej zabezpieczyć wszystkie dokumenty firmowe. Jeżeli podpisy na umowach zostały sfałszowane, sprawa może być znacznie poważniejsza, niż początkowo zakładaliśmy.
Spojrzałam na ojca.
— Czy możemy otrzymać kopie tych umów?
— Tak. Wyślę je pani po potwierdzeniu adresu mailowego. Proszę jednak niczego nie podpisywać i nie kontaktować się z PM Logistics w sprawie ewentualnych rozliczeń.
— Dlaczego?
— Ponieważ jeden z wierzycieli twierdzi, że część majątku Wolski Transport została przeniesiona do PM Logistics po cenach znacznie niższych niż rynkowe.
Ojciec uniósł głowę.
— Co?
— Nie mogę w tej chwili powiedzieć więcej.
Podałam jej mój adres.
Rozłączyłam się.
Przez kilka sekund żadne z nas się nie odezwało.
Mama siedziała przy stole z dłońmi zaciśniętymi wokół filiżanki.
Ojciec wyglądał, jakby nagle postarzał się o dziesięć lat.
— Tato — powiedziałam. — Musisz mi teraz powiedzieć wszystko.
— Nie mam nic do powiedzenia.
— Piotr używa twojego nazwiska na umowach.
— Może to jakaś pomyłka.
— Przestań.
Mój głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzałam.
Ojciec spojrzał na mnie.
— Nie broń go tylko dlatego, że jest twoim synem.
— Jest też twoim bratem.
— Właśnie dlatego próbuję zrozumieć, co zrobił.
Mama nagle wstała.
— Zadzwonię do niego.
— Nie — powiedziałam.
— Katarzyna…
— Jeśli naprawdę przenosił majątek firmy bez wiedzy taty, nie możemy go ostrzegać, co już wiemy.
Ojciec zmarszczył brwi.
— To brzmi absurdalnie. Piotr prowadzi tę firmę razem ze mną.
— Właśnie.
Wyjęłam laptop.
— I dlatego miał wszystko, czego potrzebował.
Ojciec zacisnął szczękę.
— Co chcesz zrobić?
— Najpierw sprawdzić, co jeszcze sprzedał.
Pojechaliśmy do biura Wolski Transport tuż po ósmej.
Budynek znajdował się na obrzeżach Poznania, za magazynem części samochodowych.
Znałam to miejsce od dziecka.
Kiedyś ojciec miał dwa samochody dostawcze i jedno małe biuro.
Teraz na placu stały ciężarówki, naczepy i kilka samochodów osobowych.
A przynajmniej powinny stać.
Ojciec zatrzymał się przy bramie.
— Gdzie jest MAN?
— Ten czerwony?
— Tak.
Rozejrzałam się.
Nie było go.
— Może jest w trasie.
Ojciec pokręcił głową.
— Kierowca jest na urlopie.
Weszliśmy do środka.
Sekretarka, Aneta, podniosła głowę znad komputera.
— Panie Janie? Nie wiedziałam, że pan dziś przyjedzie.
— Gdzie Piotr?
— Jeszcze go nie było.
Ojciec spojrzał na zegarek.
— O tej porze?
Aneta wyraźnie się zmieszała.
— Ostatnio często pracuje poza biurem.
— Co to znaczy?
— Spotkania. Banki. Klienci.
Ojciec nic nie powiedział.
Poszliśmy do jego gabinetu.
Na biurku leżały segregatory.
Otworzyłam pierwszy.
Faktury.
Drugi.
Umowy leasingowe.
Trzeci.
Pusty.
Na grzbiecie widniał napis:
POJAZDY 2024–2026.
— Gdzie są dokumenty? — zapytałam.
Ojciec wyszedł na korytarz.
— Aneta!
Sekretarka pojawiła się po chwili.
— Tak?
— Gdzie jest zawartość tego segregatora?
Popatrzyła na pustą półkę.
— Piotr zabrał dokumenty kilka tygodni temu.
— Dokąd?
— Powiedział, że do księgowej.
— Kiedy?
Aneta zastanowiła się.
— Pod koniec sierpnia.
Spojrzałam na ojca.
Dokładnie wtedy, gdy przygotowywano dokumenty kredytowe.
— Czy zabierał coś jeszcze? — zapytałam.
Aneta przeniosła wzrok na mnie.
— Nie wiem, czy powinnam…
— Aneta — przerwał jej ojciec. — Mów.
Przełknęła ślinę.
— Ostatnio kopiował dużo umów. Prosił też o stare wzory pana podpisu.
Ojciec zamarł.
— Po co?
— Powiedział, że bank wymaga zgodności dokumentacji.
Poczułam, jak żołądek zaciska mi się w supeł.
— I dała mu pani te dokumenty?
— Myślałam, że pan o tym wie.
Ojciec zamknął oczy.
— Co jeszcze?
Aneta spuściła wzrok.
— W zeszłym miesiącu zmienił hasła do systemu flotowego.
— Dlaczego?
— Powiedział, że wdrażamy nowe zabezpieczenia.
Ojciec podszedł do komputera.
Spróbował się zalogować.
Hasło było nieprawidłowe.
Jeszcze raz.
To samo.
— Nie mam dostępu do własnej firmy — powiedział cicho.
Nagle zadzwonił telefon Anety.
Spojrzała na ekran.
— To Piotr.
Ojciec wyciągnął rękę.
— Daj.
Odebrał.
— Gdzie jesteś?
Nie słyszałam odpowiedzi.
— Jestem w biurze.
Przerwa.
— Tak, Katarzyna też tu jest.
Kolejna cisza.
Twarz ojca zrobiła się twarda.
— Przyjedź natychmiast.
Rozłączył się.
— Co powiedział?
— Że nie może.
— Dlaczego?
— Ma spotkanie z klientem.
Popatrzyłam na niego.
— Uwierzysz w to?
Nie odpowiedział.
W tym momencie Aneta odezwała się cicho:
— Panie Janie… jest jeszcze coś.
Odwróciliśmy się.
— Co?
— Dwa tygodnie temu przyszedł człowiek, którego wcześniej nie widziałam. Spotkał się z Piotrem w sali konferencyjnej.
— Nazwisko?
— Nie podał.
— Firma?
— Też nie.
— O czym rozmawiali?
— Nie wiem.
Zawahała się.
— Ale kiedy wychodził, słyszałam, jak powiedział Piotrowi: „Jeśli zabezpieczenie nie przejdzie, będziemy musieli zabrać coś innego”.
Spojrzałam na ojca.
— Coś innego?
Aneta skinęła głową.
— Piotr powiedział mu wtedy: „Dom przejdzie. Ojciec dopilnuje podpisów”.
Ojciec zrobił krok do tyłu.
— Ja?
W biurze zapadła cisza.
Wtedy z mojego telefonu dobiegł dźwięk nowej wiadomości.
Mail od Marty Zielińskiej.
Załączniki.
Dwie umowy sprzedaży ciężarówek.
Otworzyłam pierwszą.
Podpis ojca.
Fałszywy.
Druga.
To samo.
Ale pod spodem znajdowała się jeszcze jedna rzecz.
Numer rachunku, na który PM Logistics miało przelać pieniądze za pojazd.
Ojciec spojrzał na ekran.
— To nie jest konto firmy.
— Wiem.
Wpisałam numer w wyszukiwarkę dokumentów, które wcześniej skopiowałam.
Po kilku sekundach znalazłam identyczny rachunek na jednej z faktur.
Właściciel konta:
Wolski Development sp. z o.o.
— Znasz tę nazwę? — zapytałam.
Ojciec pokręcił głową.
Aneta pobladła.
— Ja znam.
Oboje spojrzeliśmy na nią.
— Piotr założył tę spółkę wiosną.
— Czym się zajmuje?
— Nie wiem. Powiedział tylko, że to prywatna inwestycja.
Otworzyłam publiczny rejestr.
Wolski Development.
Data rejestracji: pięć miesięcy wcześniej.
Prezes:
Piotr Marek Wolski.
Udziałowiec:
PM Logistics sp. z o.o.
Poczułam, jak układanka zaczyna się zamykać.
Piotr nie tylko przenosił pojazdy.
Budował cały łańcuch spółek.
Przenosił majątek z jednej do drugiej.
A pieniądze przepływały pomiędzy firmami, których kontrolę miał wyłącznie on.
Ojciec patrzył na ekran bez słowa.
— On wyprowadzał firmę spod twojej kontroli — powiedziałam.
Ojciec pokręcił głową.
— Nie.
— Tato…
— Nie.
Uderzył dłonią w biurko.
— To niemożliwe.
W tej samej chwili na plac wjechał czarny mercedes.
Aneta spojrzała przez okno.
— To nie Piotr.
Z samochodu wysiadło dwóch mężczyzn.
Jeden trzymał teczkę.
Drugi zrobił zdjęcie budynku.
Po chwili weszli do recepcji.
Pierwszy z nich spojrzał na ojca.
— Jan Wolski?
— Tak.
Mężczyzna podał mu kopertę.
— Doręczenie w imieniu wierzyciela.
Ojciec rozerwał papier.
Przeczytał pierwszą stronę.
Jego ręce zaczęły drżeć.
Zabrałam dokument.
Było to wezwanie do zapłaty.
Kwota:
1 240 000 zł.
Dłużnik:
Wolski Transport.
Termin:
siedem dni.
Spojrzałam na ojca.
— Wiedziałeś o tym?
Nie odpowiedział.
Wtedy mężczyzna z teczką powiedział spokojnie:
— To nie wszystko. W przypadku braku spłaty wierzyciel będzie dochodził zabezpieczeń wskazanych w umowie.
— Jakich zabezpieczeń? — zapytałam.
Spojrzał na dokument.
— Floty, nieruchomości firmowej oraz poręczenia osobistego Jana Wolskiego.
Ojciec pobladł.
— Nigdy niczego takiego nie podpisałem.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
— W takim razie radzę bardzo szybko znaleźć osobę, która podpisała to za pana.
Spojrzałam na ostatnią stronę.
Pod podpisem ojca widniała data.
Dokładnie ten sam dzień, w którym Piotr zaprosił rodziców na kolację i powiedział im, że firma właśnie osiągnęła najlepszy wynik od pięciu lat.
Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.







No comments yet