Rozrywka

Na urodzinach ojca mój brat ogłosił, że spłacił rodzinny dom. Chwilę później bank zadzwonił w sprawie kredytu na 480 000 zł pod mój podpis

Przez kilka sekund patrzyłam na Piotra, czekając, aż powie, że Marek kłamie.

Nie powiedział.

Ojciec zrobił krok w jego stronę.

— O jakim mieszkaniu mówił?

Piotr przetarł twarz.

— Tato, najpierw musimy rozwiązać problem firmy.

— O jakim mieszkaniu?

Tym razem głos ojca był tak spokojny, że zabrzmiał groźniej niż krzyk.

Piotr spojrzał na mnie, potem na Monikę.

— Mama odziedziczyła je po swojej ciotce.


Ojciec znieruchomiał.

— Halina niczego nie odziedziczyła.

— Odziedziczyła.

— Kiedy?

— Sześć lat temu.

Ojciec wpatrywał się w niego, jakby mówił w obcym języku.

— Sześć lat?

Piotr skinął głową.

— Małe mieszkanie na Jeżycach. Ciotka Zofia przepisała je na mamę jeszcze przed śmiercią.

Spojrzałam na ojca.


Naprawdę nic o tym nie wiedział.

— Dlaczego mama ci nie powiedziała? — zapytałam.

— Zapytaj ją.

Wyjęłam telefon.

Piotr natychmiast wyciągnął rękę.

— Kasia, nie.

— Dlaczego?

— Bo ona…

Urwał.

— Bo ona co?


Nie odpowiedział.

Zadzwoniłam.

Mama odebrała po pierwszym sygnale.

— Kasiu? Czy wszystko w porządku?

— Mamo, masz mieszkanie w Poznaniu?

Cisza.

To wystarczyło.

— Mamo?

Usłyszałam jej oddech.

— Kto ci powiedział?


Ojciec zamknął oczy.

— Czyli to prawda.

Mama usłyszała jego głos.

— Jan jest przy tobie?

— Tak.

— Halina — powiedział ojciec. — Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

— Jan…

— Sześć lat.

Mama zaczęła płakać.

— Chciałam ci powiedzieć.


— Kiedy?

— To nie było takie proste.

— Mieszkanie nie jest proste?

Wzięłam telefon.

— Mamo, najważniejsze pytanie. Czy podpisałaś coś dla Piotra dotyczącego tego mieszkania?

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Mamo.

— Tak.

Piotr odwrócił się do okna.

Poczułam, że robi mi się niedobrze.


— Co podpisałaś?

— Powiedział, że potrzebuje tymczasowego zabezpieczenia. Tylko na kilka miesięcy.

Ojciec złapał się krawędzi biurka.

— Halina, dlaczego?

— Bo powiedział, że firma może upaść!

— I nie powiedziałaś mi?!

— Wiedziałam, że się nie zgodzisz!

Ojciec roześmiał się gorzko.

— Wszyscy w tej rodzinie ostatnio wiedzą lepiej ode mnie, na co powinienem się zgodzić.

Mama rozpłakała się mocniej.


— Chciałam pomóc naszemu synowi.

Spojrzałam na Piotra.

— Ile jest warte to mieszkanie?

— Około sześciuset tysięcy.

— I jest zabezpieczeniem Northbridge?

— Częściowo.

— Co znaczy „częściowo”?

Monika podeszła bliżej.

Piotr westchnął.

— Mama podpisała poręczenie hipoteczne do czterystu tysięcy.


Ojciec pobladł.

— Czterystu?

— Miało zostać zwolnione po refinansowaniu.

— Przestań mówić, co „miało” się wydarzyć! — krzyknął ojciec.

Telefon w mojej dłoni drżał.

Mama szepnęła:

— Kasia… czy możemy stracić mieszkanie?

Nie chciałam jej okłamywać.

— Możliwe.

Zapłakała.


— Piotr powiedział, że nie ma ryzyka.

Spojrzałam na brata.

Nie miał odwagi na mnie spojrzeć.

— Mamo, zostań w domu. Niczego więcej nie podpisuj. Nikogo nie wpuszczaj. Marta przygotuje dla nas instrukcje.

Rozłączyłam się.

Ojciec usiadł.

— Dom Katarzyny. Mieszkanie Haliny. Moja firma.

Policzył na palcach.

— Co jeszcze?

Piotr milczał.


— Co jeszcze dałeś Markowi?

— Nic.

— Nie wierzę ci.

— Nic więcej.

Marta odezwała się przez telefon.

— Panie Piotrze, jeżeli chce pan mieć choć minimalną szansę na ograniczenie szkód, teraz jest moment, żeby przestać ukrywać dokumenty.

Piotr spojrzał na ekran.

— Jeśli powiem wszystko, pójdę do więzienia.

Nikt nie odpowiedział.

Po chwili ojciec powiedział:

— A jeśli nie powiesz, możesz zabrać na dno również swoją matkę.

To trafiło.

Piotr usiadł.

Oparł łokcie na kolanach.

— Marek od początku wiedział, że nie będę w stanie spłacić tych pożyczek z bieżących przychodów.

— Więc dlaczego ci je dawał? — zapytałam.

— Bo nie chciał pieniędzy.

Ojciec uniósł głowę.

— Chciał firmy.

Piotr pokręcił głową.

— Nie tylko.

— Czego jeszcze?

Piotr spojrzał na ojca.

— Chciał, żebyś cierpiał.

W pokoju zapadła cisza.

— Powiedział ci to?

— Nie od razu. Na początku udawał, że przeszłość go nie obchodzi. Mówił, że biznes to biznes.

— A potem?

— Zaczął pytać o dom. O mamę. O Katarzynę.

Poczułam zimno na karku.

— O mnie?

— Wiedział, że dom jest na ciebie.

— Skąd?

Piotr spojrzał w bok.

— Dałem mu dokumenty.

Nie zdziwiło mnie to już nawet.

— Co dokładnie?

— Akt własności. Kopię twojego dowodu. Dokumenty związane z przepisywaniem domu.

Ojciec zamknął oczy.

— Boże.

— Potrzebowałem pieniędzy.

— Nie — powiedziałam. — Potrzebowałeś kontroli.

Piotr spojrzał na mnie.

— Może.

Po raz pierwszy przyznał to bez wymówki.

Marta przerwała ciszę.

— Jest jedna rzecz, której nadal nie rozumiem. Skoro pan Jasiński chciał przejąć firmę, dlaczego naciska na przelew trzystu tysięcy? Korzystniej byłoby mu doprowadzić do niewypłacalności.

Monika podniosła wzrok.

— Ma rację.

Spojrzałam na Piotra.

Jego twarz zmieniła się.

— Piotr?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Nie wiem wszystkiego.

— Ale coś wiesz.

Wstał i zaczął chodzić po pokoju.

— Tydzień temu Marek zmienił warunki.

— Jak?

— Powiedział, że jeśli wpłacę trzysta tysięcy, przedłuży termin o miesiąc.

— I uwierzyłeś?

— Potrzebowałem czasu.

— Co miałeś zrobić w tym miesiącu?

Piotr zatrzymał się.

— Sprzedać działkę.

Ojciec spojrzał na niego.

— Jaką działkę?

Znów ta sama cisza.

Poczułam kolejne ukłucie niepokoju.

— Piotr.

— Firmową.

Monika zmarszczyła brwi.

— Nie możemy jej sprzedać bez uchwały wspólników.

— Moglibyśmy po rejestracji przeniesienia udziałów.

Ojciec poderwał się.

— Czyli chciałeś najpierw przejąć większość, a potem sprzedać teren firmy?

— Działka jest warta prawie trzy miliony.

— I gdzie miałaby działać firma?

— Przenieślibyśmy bazę.

— Gdzie?

Piotr nie odpowiedział.

Monika spojrzała na mnie.

— On nie planował ratować Wolski Transport.

Wiedziałam.

Wszyscy już wiedzieliśmy.

Piotr chciał przejąć większość, sprzedać najcenniejszy nieruchomy majątek, spłacić Marka i zostać z tym, co zostanie.

Ojciec patrzył na syna z czymś, czego wcześniej u niego nie widziałam.

Nie ze złością.

Z żałobą.

Jakby właśnie stracił kogoś, kto nadal stał przed nim.

Marta odezwała się:

— Potrzebuję wypisu księgi wieczystej działki firmowej i wszystkich dokumentów dotyczących planowanego przeniesienia udziałów. Jeżeli złożymy odpowiednie wnioski dzisiaj, możemy spróbować zablokować kilka rzeczy jednocześnie.

— Kilka? — zapytałam.

— Kredyt pod pani dom. Zmianę właścicielską w spółce. I ewentualną sprzedaż nieruchomości.

— A mieszkanie mamy?

— Osobne postępowanie. Ale jeśli poręczenie było udzielone świadomie, będzie trudniejsze do podważenia.

Ojciec spojrzał na Piotra.

— Widzisz, co zrobiłeś?

Piotr wyglądał, jakby miał odpowiedzieć.

Wtedy jego telefon zawibrował.

Wiadomość od Marka.

Piotr przeczytał.

Zbladł.

— Co napisał? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Wyjęłam mu telefon z dłoni.

Na ekranie było jedno zdjęcie.

Nasza matka stała przed domem przy Lipowej.

Fotografia została zrobiona z drugiej strony ulicy.

Pod spodem znajdowała się wiadomość:

„Godzina minęła.”

Ojciec ruszył do drzwi.

— Dzwonię na policję.

— Tato…

— Koniec.

Tym razem nikt go nie zatrzymał.

Piotr osunął się na krzesło.

Spojrzał na mnie.

— Kasia, jest jeszcze coś.

— Co?

— Marek nie potrzebuje już przelewu.

Zamarłam.

— Skąd wiesz?

Piotr wskazał kolejną wiadomość.

Przeczytałam ją.

„Nie musicie płacić. Zabezpieczenie zostało uruchomione.”

— Które? — zapytałam.

Piotr pokręcił głową.

W tej samej chwili zadzwoniła Marta.

Jej ton był zupełnie inny niż wcześniej.

— Pani Katarzyno, właśnie sprawdziłam księgę wieczystą pani nieruchomości.

Serce zaczęło mi walić.

— I?

— Wczoraj wpłynął nowy wniosek.

— O hipotekę?

— Nie.

Krótka pauza.

— O zmianę właściciela.

Spojrzałam na Piotra.

— Kto próbuje przejąć mój dom?

Marta odpowiedziała:

— Nie Northbridge Capital.

— Więc kto?

— Wolski Development.

Firma mojego brata.

Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby czytać dalej.

No comments yet