Anna przez kilka sekund nie była w stanie odpowiedzieć. Słowa Mateusza zawisły między nimi cięższe niż cisza panująca za zamkniętymi drzwiami. Zofia spała spokojniej, wtulona w jej ramiona, jakby nie wiedziała, że kilka metrów dalej ktoś właśnie zdecydował o losie kobiety, której jeszcze godzinę wcześniej nawet nie znała. Anna spojrzała na Mateusza i zauważyła coś, czego wcześniej nie dostrzegała. Nie chodziło już o gniew. Nie chodziło nawet o strach. W jego oczach pojawiła się koncentracja człowieka, który właśnie odkrył, że wróg zna ruch, którego nie powinien znać.
— Powiedziałeś, że wiadomość przyszła do Warszawy — odezwała się Anna. — Skąd wiedzą, że to ja?
Mateusz nie odpowiedział od razu. Podszedł do stolika, wyjął z kieszeni telefon i wyświetlił ekran. Anna zobaczyła jedynie krótką wiadomość, napisaną po polsku.
„Kobieta z samolotu. Kowalska. Ma zniknąć przed lądowaniem.”
Serce Anny zamarło.
— Znają moje nazwisko.
— Tak.
— Ale ja nie powiedziałam go nikomu tutaj.
Mateusz podniósł wzrok.
— Właśnie dlatego mamy problem.
Anna poczuła, że ręce zaczynają jej drżeć. Przypomniała sobie moment wejścia na pokład. Bilet, kontrolę, stewardesę, ludzi Mateusza. Nie znała żadnego z nich. Nikomu nie opowiadała o swoim życiu. Nie wspomniała nawet o dzieciach. A jednak ktoś znał jej nazwisko.
— Może ktoś sprawdził listę pasażerów — powiedziała.
— Ten samolot nie ma publicznej listy pasażerów.
— Więc ktoś z twoich ludzi ją przekazał.
Trzej ochroniarze spojrzeli na siebie.
Mateusz uśmiechnął się bez cienia rozbawienia.
— Wreszcie zaczynasz rozumieć, w jakim świecie się znalazłaś.
Anna przycisnęła Zofię mocniej do siebie.
— Chcę wysiąść.
— Nie możesz.
— To nie jest twoja decyzja.
— W tej chwili właśnie moja.
Anna poderwała głowę.
— Nie jestem twoim pracownikiem, Mateuszu. Nie jestem częścią twojego imperium. Nakarmiłam głodne dziecko. To wszystko.
— Dla ciebie tak. Dla człowieka, który wysłał tę wiadomość, nie.
Zofia poruszyła się przez sen. Anna natychmiast złagodniała, sprawdzając jej oddech. Dziewczynka spała spokojnie, a jej policzek był ciepły. Ten widok przypomniał Annie jej własnych synów. Przez moment znów zobaczyła ich pokój, dwa łóżeczka ustawione obok siebie, małe skarpetki pozostawione w szufladzie. Zacisnęła powieki.
Mateusz zauważył jej reakcję.
— Jak mieli na imię?
Anna spojrzała na niego zaskoczona.
— Moi synowie?
Kiwnął głową.
— Jak mieli na imię?
— Jakub i Michał.
Mateusz spuścił wzrok.
— Ile mieli miesięcy?
Anna przełknęła ślinę.
— Osiem.
Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. W końcu Mateusz odwrócił się do ochroniarza.
— Zmieńcie trasę.
— Nie możemy bez zgody pilota.
— Więc ją zdobądźcie.
Mężczyzna odszedł. Anna spojrzała na Mateusza.
— Dlaczego pytasz o moje dzieci?
— Bo moja córka ma osiem miesięcy.
Te słowa uderzyły ją mocniej, niż się spodziewała. Zofia poruszyła ustami i przez sen zacisnęła palce na jej palcu. Anna poczuła nagły ból w gardle.
— Gdzie jest jej matka?
Mateusz zesztywniał.
To było zaledwie kilka sekund, ale Anna zobaczyła zmianę. Wcześniej odpowiadał na wszystko natychmiast. Teraz jego milczenie trwało zbyt długo.
— Nie żyje — powiedział w końcu.
Anna spojrzała na niego uważnie.
— Od kiedy?
— Od urodzenia Zofii.
— Co się stało?
— Wypadek.
Jedno słowo. Zbyt szybkie. Zbyt gotowe.
Anna nie naciskała, ale zapamiętała jego reakcję.
Nagle samolot lekko przechylił się na bok. Z głośników dobiegł spokojny głos pilota, informujący o zmianie kursu z powodu sytuacji bezpieczeństwa. Anna spojrzała przez okno. Ciemność Atlantyku wyglądała jak bezkresna pustka.
Wtedy telefon Mateusza zawibrował ponownie.
Tym razem wiadomość była krótsza.
„Nie ufaj kobiecie. Ona nie przypadkiem znalazła się na twoim pokładzie.”
Mateusz zamarł.
Anna zobaczyła jego twarz i natychmiast poczuła, że coś się zmieniło.
— Co napisali?
Mateusz nie odpowiedział.
— Co napisali?
Podszedł do niej i odebrał Zofię z jej ramion.
— Od tej chwili zostajesz tutaj.
— Dlaczego?
— Bo ktoś próbuje wmówić mi, że zostałaś wysłana do mojego samolotu celowo.
Anna poczuła zimno.
— A ty mu wierzysz?
Mateusz spojrzał jej prosto w oczy.
— Nie.
Chwilę później dodał ciszej:
— Ale ktoś właśnie udowodnił, że wie o tobie więcej, niż powinien.
W tym samym momencie stewardesa wbiegła do kabiny. Była blada.
— Panie Wołkow… znaleźliśmy coś w jej bagażu.
Anna poczuła, jak żołądek zaciska się jej w supeł.
— Co?
Stewardesa spojrzała na Mateusza.
— Kopertę.
— Jaką kopertę?
Kobieta wyciągnęła przezroczystą torbę. W środku znajdowała się biała koperta, której Anna nigdy wcześniej nie widziała.
Na jej froncie było napisane tylko jedno zdanie.
„DLA MATEUSZA WOŁKOWA — OTWORZYĆ DOPIERO, GDY KOBIETA NAKARMI ZOFIĘ.”
Mateusz spojrzał na Annę.
A Anna po raz pierwszy zrozumiała, że jej spotkanie z Zofią mogło zostać zaplanowane na długo przed tym, zanim ktokolwiek na pokładzie usłyszał jej płacz.







No comments yet