Nagranie urwało się dokładnie w chwili, gdy Anna zaczęła rozumieć, że jej mąż zostawił jej coś więcej niż pożegnanie. Zostawił instrukcję. A przede wszystkim ostrzeżenie. „Nie ufaj Mateuszowi Wołkowowi” powtarzało się w jej głowie, podczas gdy mężczyzna stał naprzeciwko niej z twarzą pozbawioną wszelkiego wyrazu. Zofia spała kilka kroków dalej, zupełnie nieświadoma napięcia, które wypełniło kabinę. Anna zacisnęła dłoń na kluczu.
— Słyszałeś go — powiedziała.
— Tak.
— Więc teraz rozumiesz, dlaczego ci nie ufam.
Mateusz nie zaprzeczył.
— Twój mąż wiedział, że możesz kiedyś trafić na mnie.
— Albo wiedział, że możesz mieć coś wspólnego z jego śmiercią.
Jeden z ochroniarzy drgnął, ale Mateusz podniósł rękę.
— Zostaw nas.
— Szefie…
— Powiedziałem: zostaw nas.
Mężczyźni wycofali się kilka kroków. Anna natychmiast sięgnęła po telefon z nagraniem.
— Chcę usłyszeć resztę.
— Nie ma reszty.
— Właśnie dlatego ktoś przerwał nagranie?
Mateusz spojrzał na urządzenie.
— Może nagranie miało się uruchomić dopiero po spełnieniu określonego warunku.
Anna zmarszczyła brwi.
— Jakiego?
— Nie wiem.
Wtedy telefon wydał cichy sygnał. Ekran rozświetlił się ponownie.
Pojawiła się wiadomość.
„SEJF 17. DWORZEC CENTRALNY. GODZINA 23:40. PRZYJDŹ SAMA.”
Anna poczuła zimno na karku.
— To dzisiaj?
Mateusz sprawdził godzinę.
— Za dwie godziny.
— Chcę tam jechać.
— Nie.
— To nie twoja decyzja.
— Właśnie dlatego, że ktoś chce, żebyś tam poszła sama, nie pozwolę ci tego zrobić.
Anna spojrzała na niego z gniewem.
— Mój mąż zostawił mi wiadomość. Może znajduje się tam odpowiedź, której szukałam przez trzy miesiące.
— A może znajduje się tam człowiek, który czeka, żeby cię zabić.
— Przynajmniej będzie to moja decyzja.
Mateusz zrobił krok w jej stronę.
— Nie rozumiesz. Ktoś znał twoje nazwisko, znał trasę samolotu, znał zawartość twojej walizki i wiedział, że nakarmisz Zofię. To nie jest improwizacja. To operacja przygotowana tygodniami.
Anna zamarła.
— Powiedziałeś „tygodniami”.
Mateusz milczał.
— Skąd wiesz, jak długo to planowano?
Jego spojrzenie uciekło na bok.
Anna poczuła, że właśnie znalazła pierwszą szczelinę w jego opowieści.
— Mateusz.
— Nie teraz.
— Od kiedy wiedziałeś, że ktoś obserwuje moją rodzinę?
— Od kilku tygodni.
Anna poczuła, jak gniew miesza się z bólem.
— Czyli wiedziałeś, że coś może się stać?
— Nie wiedziałem, że chodzi o twojego męża.
— Ale wiedziałeś, że ktoś poluje na ludzi związanych z tobą.
Mateusz nie odpowiedział.
Anna cofnęła się o krok.
— Mój mąż był jednym z nich.
— Prawdopodobnie.
— A ty nic nie zrobiłeś.
— Nie wiedziałem, że jest zagrożony.
— To nie jest odpowiedź.
Przez moment patrzyli na siebie w ciszy. W końcu Mateusz usiadł naprzeciwko niej.
— Twój mąż przyszedł do mnie dwa dni przed śmiercią.
Anna znieruchomiała.
— Osobiście?
— Tak.
— Dlaczego?
— Powiedział, że odkrył coś dotyczącego pieniędzy przepływających przez kilka firm w Warszawie. Firm, które oficjalnie nie miały ze mną nic wspólnego.
— I co mu odpowiedziałeś?
— Że powinien przestać szukać.
— Dlaczego?
Mateusz spuścił wzrok.
— Bo wiedziałem, że jeśli będzie drążył, ktoś go zabije.
Anna poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.
— I mimo to pozwoliłeś mu odejść.
— Nie pozwoliłem. Próbowałem go ochronić.
— Jak?
Mateusz milczał.
Anna nagle zrozumiała.
— Wysłałeś człowieka, żeby go śledził.
— Tak.
— Marka Sadowskiego?
Mateusz skinął głową.
— Miał pilnować twojego męża.
Anna otarła łzę.
— Więc dlaczego Marek zniknął dzień po wypadku?
Mateusz spojrzał na nią.
— Bo został znaleziony martwy.
Anna zamarła.
W tej samej chwili telefon w jej dłoni zadzwonił. Numer był nieznany.
Odebrała.
Przez kilka sekund słyszała tylko oddech.
Potem odezwał się mężczyzna.
— Pani Kowalska, jeśli naprawdę chce pani wiedzieć, dlaczego zginęli pani mąż i synowie, niech pani nie jedzie na dworzec.
Anna poczuła, że serce przestaje jej bić.
— Kim pan jest?
— Człowiekiem, który próbował ich ostrzec.
— Co pan wie?
Głos ściszył się.
— Wiem, że sejf numer siedemnaście nie znajduje się na dworcu.
Anna spojrzała na Mateusza.
— Więc gdzie?
Mężczyzna odpowiedział:
— W domu, w którym pani mieszkała przed wypadkiem.
Połączenie zostało przerwane.
Anna powoli opuściła telefon.
Mateusz patrzył na nią.
— Co powiedział?
Anna nie odpowiedziała od razu.
Potem ścisnęła klucz tak mocno, że metal wbił jej się w skórę.
— Powiedział, że mój mąż zostawił sejf w moim własnym domu.
Mateusz wstał.
— Nie wrócisz tam sama.
Anna spojrzała mu prosto w oczy.
— Nie powiedziałam, że wrócę sama.
Zofia nagle otworzyła oczy.
A telefon ponownie zawibrował.
Tym razem wiadomość zawierała tylko jedno zdjęcie.
Był na nim dom Anny.
I sylwetka mężczyzny stojącego za oknem jej dawnego pokoju dziecięcego.







No comments yet