Rozrywka

Nakarmiłam Głodujące Niemowlę Szefa Mafii W Prywatnym Odrzutowcu — A Potem Odkryłam Prawdę O Śmierci Mojej Rodziny

Anna nie odpowiedziała. Siedziała nieruchomo, wpatrując się w Mateusza, podczas gdy w jej głowie rozpadała się ostatnia wersja rzeczywistości, której jeszcze próbowała się trzymać. Przez cały czas myślała, że znalazła się na pokładzie przypadkiem. Kupiła bilet w pośpiechu, chciała uciec od Warszawy, od mieszkania, od pokoju swoich synów, od wszystkich spojrzeń ludzi, którzy patrzyli na nią z litością. Teraz ktoś próbował jej powiedzieć, że nawet ten krok mógł być częścią planu. Zofia zaczęła cicho popłakiwać, więc Mateusz przyciągnął ją do siebie. Dziewczynka natychmiast uspokoiła się na jego piersi, a Anna zauważyła, że mężczyzna trzyma ją znacznie delikatniej niż wcześniej.

— Chcę zobaczyć zapis trasy — powiedziała Anna.

— To nie jest dobry moment.

— Właśnie teraz jest najlepszy.

Mateusz spojrzał na nią długo, po czym skinął głową. Ochroniarz przyniósł tablet połączony z systemem pokładowym. Na ekranie widniała mapa lotu oraz dodatkowy punkt docelowy. Anna znała tę nazwę. Prywatne lotnisko znajdowało się niecałe trzydzieści kilometrów od miejsca, w którym mieszkała przed śmiercią męża.

— Ktoś chciał, żebym tam wylądowała — powiedziała.

— Tak.

— I co wtedy?

— Tego jeszcze nie wiemy.

Anna podniosła wzrok.

— Ale ty masz pomysł.

Mateusz milczał.

— Powiedz.

— Gdyby ktoś chciał cię zabić, najłatwiej byłoby zrobić to po cichu, bez angażowania mojego samolotu. Jeśli jednak chciał cię zmusić do wejścia do konkretnego miejsca, musiał mieć pewność, że będziesz na pokładzie.

— Czyli potrzebowali mnie.

— Albo czegoś, co masz.

Anna odruchowo dotknęła kieszeni płaszcza. Niczego tam nie było poza telefonem i kluczami. Nagle przypomniała sobie coś drobnego. W dniu pogrzebu męża znalazła w jego kieszeni mały mosiężny klucz. Policja oddała jej rzeczy osobiste, ale klucza nie potrafiła dopasować do żadnych drzwi. Od tamtej pory nosiła go przy sobie, nie wiedząc dlaczego.

Sięgnęła do kieszeni.

Mateusz natychmiast to zauważył.

— Co masz?

Anna wyjęła mały klucz i położyła go na dłoni.

— Mój mąż miał go przy sobie, kiedy zginął.

Jeden z ochroniarzy podszedł bliżej.

Mateusz spojrzał na klucz i nagle jego twarz stężała.

— Skąd go masz?

— Powiedziałam. Z rzeczy mojego męża.

— Anna, kto jeszcze go widział?

— Nikt.

Mateusz wyciągnął rękę, ale nie dotknął klucza.

— Taki sam widziałem trzy miesiące temu.

Anna poczuła, jak serce zaczyna jej bić szybciej.

— Gdzie?

— W sejfie człowieka, który pracował dla mnie.

— Co było w tym sejfie?

— Nic.

— To dlaczego pamiętasz klucz?

Mateusz spojrzał na nią.

— Bo dzień później ten człowiek nie żył.

W kabinie zapadła cisza.

Anna zacisnęła palce wokół klucza.

— Jak się nazywał?

Mateusz przez moment nie odpowiadał.

— Piotr Lewandowski.

Anna poczuła nagły chłód. Nazwisko było jej znajome. Nie wiedziała skąd, dopóki wspomnienie nie wróciło z całą siłą. Piotr Lewandowski był jednym z policjantów, którzy pojawili się w jej mieszkaniu po wypadku. Nie prowadził sprawy, ale przez kilka minut rozmawiał z jej mężem na korytarzu, zanim zabrano ciało.

— Piotr Lewandowski był na miejscu wypadku mojego męża — wyszeptała.

Mateusz podniósł głowę.

— Co?

— Widziałam go. Nie wiedziałam wtedy, kim był.

Mateusz natychmiast sięgnął po telefon.

— Roman?

— Tak, szefie.

— Znajdź wszystkie informacje o Piotrze Lewandowskim. Prywatne i służbowe. Natychmiast.

Ochroniarz odszedł.

Anna spojrzała na Zofię. Dziewczynka spała, zupełnie nieświadoma tego, jak bardzo jej pojawienie się zmieniło wszystko.

— Dlaczego twoja córka nie jadła? — zapytała nagle.

Mateusz spojrzał na nią zaskoczony.

— Co masz na myśli?

— Butelka była przygotowana. Mówiłeś, że próbowałeś ją karmić. Dlaczego nie chciała pić?

— Od wczoraj prawie nic nie jadła.

Anna zmarszczyła brwi.

— A mleko?

— Lekarz powiedział, że może odrzucać butelkę z powodu stresu.

Anna spojrzała na śpiącą Zofię i poczuła niepokój.

— To nie był stres.

— Skąd możesz wiedzieć?

— Bo kiedy dziecko jest głodne, a jednocześnie odrzuca jedzenie, trzeba sprawdzić, co naprawdę dostaje.

Mateusz zesztywniał.

— Co sugerujesz?

Anna spojrzała na butelkę stojącą na stoliku. Podniosła ją i powąchała.

— Nie wiem jeszcze.

Podała ją Mateuszowi.

— Ale ktoś przygotował jej jedzenie przede mną.

Mateusz natychmiast zawołał stewardesę.

— Przynieś każdą butelkę, którą dostała Zofia od początku lotu. I niczego nie wyrzucaj.

Stewardesa pobiegła do kuchni.

Kilka minut później przyniosła cztery butelki. Anna przyjrzała się jednej z nich. Na dnie zauważyła cienką warstwę osadu.

Mateusz zobaczył jej twarz.

— Co to jest?

— Nie wiem.

Wtedy jego telefon zawibrował.

Roman przesłał wiadomość.

„Szefie, znalazłem Piotra Lewandowskiego. Nigdy nie był policjantem.”

Mateusz otworzył kolejną wiadomość.

„Jego prawdziwe nazwisko to Piotr Wolski. Był człowiekiem twojego największego wroga.”

Anna spojrzała na niego.

— Kim był twój największy wróg?

Mateusz przez kilka sekund nie odpowiadał.

Potem powiedział cicho:

— Człowiekiem, którego zabiłem dziesięć lat temu.

Anna zamarła.

A na ekranie telefonu pojawiła się jeszcze jedna wiadomość.

„Szefie… on nie żyje. Ale ktoś używa jego nazwiska do dziś.”

No comments yet