Anna patrzyła na ekran telefonu Mateusza, ale przez kilka sekund nie potrafiła zrozumieć znaczenia słów. Człowiek, którego Mateusz miał zabić dziesięć lat temu, nie żył. Piotr Lewandowski nigdy nie był prawdziwym policjantem. A jednak ktoś od miesięcy używał jego nazwiska, pojawił się przy wypadku jej męża i teraz wiedział o niej wystarczająco dużo, by przewidzieć jej obecność w prywatnym odrzutowcu. Wszystkie te fakty zaczynały układać się w jeden obraz, lecz jego środek wciąż pozostawał ciemny.
— Kogo zabiłeś dziesięć lat temu? — zapytała Anna.
Mateusz odłożył telefon.
— Człowieka, który nazywał się Aleksander Wolski.
Anna poczuła ukłucie niepokoju.
— Wolski?
— Tak. Piotr był jego młodszym bratem.
— I myślisz, że to jego ludzie stoją za tym wszystkim?
— Myślałem tak do tej pory.
— A teraz?
Mateusz spojrzał na nią.
— Teraz nie jestem pewien.
Wziął butelkę, którą wcześniej podała mu Anna, i przez chwilę przyglądał się osadowi na dnie. Potem podał ją ochroniarzowi.
— Zabezpiecz to. Nie chcę, żeby ktokolwiek jej dotykał.
— Tak jest.
Anna obserwowała mężczyznę. Jeszcze kilka godzin temu był dla niej potworem z opowieści, człowiekiem, którego nazwisko szeptano w Warszawie z mieszaniną strachu i fascynacji. Teraz jednak widziała ojca, który nie spuszczał wzroku z własnego dziecka.
— Jeśli ktoś próbował ją otruć, dlaczego?
Mateusz zamarł.
— Tego właśnie musimy się dowiedzieć.
— I dlaczego potrzebowali mnie?
— Być może nie potrzebowali ciebie.
Anna zmarszczyła brwi.
— Więc czego?
Mateusz spojrzał na mały klucz leżący na stole.
— Tego.
Anna zacisnęła palce.
— Co on otwiera?
— Nie wiem.
— Ale podejrzewasz.
Mateusz odwrócił wzrok.
— Twój mąż miał kontakt z jednym z moich ludzi.
Anna poczuła, jak coś ściska ją w żołądku.
— Co powiedziałeś?
— Nie wiedziałem, że to twój mąż. Dowiedziałem się dopiero dzisiaj.
— Kiedy?
— Kiedy zobaczyłem zdjęcie.
Anna podniosła się gwałtownie.
— Od początku wiedziałeś coś o moim mężu?
— Nie.
— Nie kłam.
Jej głos był pierwszy raz tak twardy, że jeden z ochroniarzy spojrzał na nią z zaskoczeniem.
Mateusz nie odpowiedział.
Anna zrobiła krok w jego stronę.
— Przez trzy miesiące żyłam z przekonaniem, że mój mąż i moi synowie zginęli w wypadku. Jeśli wiedziałeś choćby najmniejszy szczegół, miałeś obowiązek mi powiedzieć.
— Nie wiedziałem.
— Ale teraz już wiesz.
— Tak.
— Więc powiedz mi wszystko.
Mateusz spojrzał na śpiącą Zofię.
— Twój mąż spotkał się z moim człowiekiem dwa dni przed śmiercią.
Anna poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.
— Z kim?
— Z człowiekiem, który prowadził dla mnie interesy w Polsce.
— Jak się nazywał?
Mateusz milczał.
— Jak się nazywał?
— Marek Sadowski.
Anna natychmiast pokręciła głową.
— Nie znam tego nazwiska.
— Twój mąż znał.
Mateusz wyjął telefon i pokazał jej zdjęcie. Anna przybliżyła obraz. Mężczyzna stał obok jej męża przed małą restauracją. Anna znała miejsce. To była restauracja, do której jej mąż zabierał ją w każdą rocznicę.
— Nigdy mi nie powiedział, że spotykał się z tym człowiekiem.
— Być może chciał cię chronić.
Anna spojrzała na zdjęcie jeszcze raz. Wtedy zauważyła coś na drugim planie. Ciemny samochód zaparkowany przy ulicy.
— Ten samochód…
Mateusz nachylił się.
— Co z nim?
— Należał do Piotra Lewandowskiego.
Mateusz spojrzał na nią ostro.
— Jesteś pewna?
— Tak. Widziałam go pod szpitalem.
Nagle z głośnika dobiegł głos pilota.
— Panie Wołkow, musimy natychmiast zmienić wysokość.
Mateusz podniósł wzrok.
— Dlaczego?
— Otrzymaliśmy sygnał, którego nie powinno być w tym rejonie. Ktoś próbuje śledzić nasz transponder.
W kabinie rozległ się alarm.
Mateusz podszedł do drzwi kokpitu, a Anna została sama z ochroniarzem i śpiącą Zofią. Po chwili usłyszała krótki trzask. Zofia zaczęła się wiercić.
Anna natychmiast podeszła do niej.
— Spokojnie, maleńka.
Dziewczynka otworzyła oczy.
Anna zobaczyła, że coś jest nie tak. Zofia nie płakała. Patrzyła za Annę, w stronę fotela, na którym wcześniej leżała jej walizka.
Anna odwróciła się.
Walizka była otwarta.
A przecież przed chwilą zamykała ją na zamek.
Podeszła powoli. W środku, pod ubraniami, znajdowała się mała czarna saszetka, której nigdy wcześniej nie widziała.
Anna nie dotknęła jej.
— Mateusz!
Mężczyzna natychmiast wrócił.
— Co się stało?
Wskazała walizkę.
Mateusz wyjął broń spod marynarki i dał znak ochroniarzom. Jeden z nich ostrożnie otworzył saszetkę.
W środku znajdował się telefon.
Telefon nagle się włączył.
Na ekranie pojawiło się nagranie.
Anna usłyszała głos swojego męża.
„Jeśli ktoś tego słucha, oznacza to, że już nie żyję. Anna nie może ufać policji. A przede wszystkim nie może zaufać Mateuszowi Wołkowowi.”
Mateusz znieruchomiał.
Anna spojrzała na niego, blada jak ściana.
Nagranie trwało dalej.
„Ale jeśli Anna jest teraz z nim, znaczy to, że plan zadziałał. W takim razie musi znaleźć sejf numer siedemnaście. Tylko ona ma klucz.”
Anna powoli spojrzała na mosiężny klucz w swojej dłoni.
Mateusz nie odezwał się ani słowem.
Bo oboje właśnie zrozumieli, że jej mąż przewidział ten dzień na długo przed swoją śmiercią.







No comments yet