Mateusz przez długą chwilę patrzył na kopertę, jakby sam jej widok zmuszał go do cofnięcia się o kilka lat. Nie wyciągnął ręki. Zofia spała na jego przedramieniu, spokojna po raz pierwszy od wielu godzin, a jednak całe ciało jej ojca było napięte. Anna zauważyła, że jeden z ochroniarzy odruchowo położył dłoń pod marynarką. Nikt nie pytał, co znajduje się w kopercie. Wszyscy bali się odpowiedzi.
— Skąd ją znaleźliście? — zapytał Mateusz.
— W podszewce jej walizki — odpowiedziała stewardesa. — Była wsunięta w wewnętrzną kieszeń. Nie widzieliśmy jej podczas kontroli.
Anna poczuła, że robi jej się niedobrze.
— To niemożliwe.
— Co? — spytał Mateusz.
— Ta walizka była moja. Sama ją pakowałam. Nie było żadnej koperty.
Mateusz spojrzał na ochroniarza.
— Kto miał dostęp do bagażu przed startem?
Mężczyzna wymienił kilka osób. Stewardesa. Obsługa lotniska. Ochrona. Pilot. I jeszcze jedna osoba, której nazwisko Anna usłyszała po raz pierwszy.
— Technik pokładowy, Roman Zieliński.
Mateusz natychmiast podniósł wzrok.
— Gdzie on jest?
— Nie ma go na pokładzie.
Cisza stała się cięższa.
— Nie ma go na pokładzie? — powtórzył Mateusz.
— Samolot został przygotowany przez jego zespół. Opuścił lotnisko przed naszym odlotem.
Mateusz zacisnął szczękę. Potem ostrożnie położył Zofię w foteliku i podszedł do koperty. Anna obserwowała każdy jego ruch. Wyglądał, jakby spodziewał się pułapki, ale mimo to rozerwał papier.
W środku znajdowało się zdjęcie.
Anna zobaczyła je z drugiego końca kabiny i poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
Na fotografii była ona.
Nie teraz. Sprzed trzech miesięcy.
Stała przed warszawskim szpitalem, trzymając w ramionach jednego ze swoich synów. Obok niej znajdował się jej mąż. Zdjęcie wykonano z dużej odległości, najwyraźniej przez szybę samochodu.
— To mój mąż — wyszeptała Anna.
Mateusz odwrócił fotografię.
Na odwrocie napisano odręcznie:
„Nie zginęli przypadkiem.”
Anna poczuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa.
— Co powiedziałeś?
— Ja nic nie powiedziałem.
Wyrwała mu zdjęcie z ręki. Palce drżały jej tak mocno, że prawie je upuściła. Patrzyła na twarz męża, na spokojny wyraz jego oczu, na małą czapeczkę syna. Znała tę fotografię. Albo przynajmniej znała moment, w którym ją wykonano. Był to dzień przed tragedią.
— Policja powiedziała, że to był wypadek — powiedziała cicho. — Samochód wpadł w poślizg. Droga była mokra.
Mateusz nic nie odpowiedział.
— Powiedzieli, że mój mąż stracił panowanie nad kierownicą.
— A ty im uwierzyłaś?
Anna spojrzała na niego ze złością.
— To była jedyna rzecz, która pozwalała mi dalej żyć.
Mateusz odwrócił wzrok.
— Anna…
— Nie. Jeśli coś wiesz, powiedz mi.
— Nie wiem, co się wydarzyło.
— Ale podejrzewasz.
Przez chwilę patrzył na śpiącą Zofię.
— W moim świecie ludzie nie zostawiają takich wiadomości bez powodu.
Anna ścisnęła fotografię.
— Dlaczego ktoś miałby zabijać moją rodzinę?
Mateusz odpowiedział dopiero po kilku sekundach.
— Może nie chodziło o twoją rodzinę.
Anna zamarła.
— Więc o kogo?
Mateusz spojrzał na nią.
— O mnie.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, światła w kabinie nagle zgasły.
Zofia zaczęła płakać.
Jeden z ochroniarzy natychmiast zamknął drzwi do przedniej części samolotu. Drugi sprawdził broń. Anna przycisnęła dłonie do ust, podczas gdy Mateusz podniósł córkę i próbował ją uspokoić.
— Co się dzieje? — wyszeptała.
— Awaria zasilania — odpowiedział ochroniarz.
Ale jego głos zdradzał, że sam w to nie wierzył.
Po kilku sekundach światła awaryjne zapaliły się ponownie. Wtedy z głośnika rozległ się głos pilota.
— Panie Wołkow, mamy problem. Ktoś próbował przejąć system nawigacyjny.
Mateusz znieruchomiał.
— Czy odzyskaliście kontrolę?
— Tak. Ale znaleźliśmy coś jeszcze.
— Co?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
— W systemie lotu jest zapisana dodatkowa trasa. Nie została wprowadzona przez nas.
Anna spojrzała na Mateusza.
— Dokąd prowadzi?
Pilot odpowiedział:
— Do prywatnego lotniska pod Warszawą.
Anna poczuła lodowaty skurcz w żołądku.
— To przecież miejsce, do którego miałam wrócić.
Mateusz popatrzył na nią bez słowa.
Wtedy pilot dodał:
— I jeszcze jedno, panie Wołkow. Trasa została ustawiona trzy dni przed tym, jak Anna Kowalska kupiła bilet.
Mateusz powoli odwrócił głowę w stronę Anny.
Po raz pierwszy jego spojrzenie nie zawierało podejrzenia.
Zawierało przerażenie.
A Anna zrozumiała, że ktoś zaplanował jej obecność w tym samolocie, zanim sama wiedziała, że kiedykolwiek do niego wejdzie.







No comments yet