Anna patrzyła na zdjęcie tak długo, aż zaczęły drętwieć jej palce. Dom, który przez trzy miesiące był dla niej miejscem bólu, nagle stał się czymś znacznie bardziej przerażającym. Na fotografii wyraźnie widziała okno pokoju swoich synów. Firanka była lekko odsunięta, a za szybą stała ciemna sylwetka mężczyzny. Nie dało się rozpoznać twarzy, ale Anna znała każdy szczegół tego pomieszczenia. Na ścianie wciąż powinny wisieć dwie małe papierowe gwiazdki, które Jakub i Michał oglądali przed snem.
— Kiedy zrobiono to zdjęcie? — zapytała.
Mateusz wziął telefon i przyjrzał się fotografii.
— Kilka minut temu.
Anna podniosła na niego wzrok.
— Skąd wiesz?
— Spójrz na zegar na ścianie.
W prawym dolnym rogu zdjęcia, częściowo zasłonięty przez drzwi, rzeczywiście znajdował się mały zegar. Wskazywał godzinę niemal identyczną z obecną.
— Ktoś jest teraz w moim domu — wyszeptała Anna.
Mateusz natychmiast wydał polecenie ochroniarzowi.
— Połącz mnie z Warszawą. Potrzebuję obrazu z kamer.
Mężczyzna uruchomił laptop. Po chwili na ekranie pojawiły się nagrania z ulicy. Dom Anny wyglądał na pusty. Żadnych samochodów. Żadnych ludzi. Jedynie światło na piętrze.
Anna wstrzymała oddech.
— Tam nie powinno być światła.
Mateusz nachylił się nad ekranem.
— Kamera została wyłączona trzydzieści siedem minut temu.
— Przez kogo?
— Ktoś miał dostęp do systemu.
Anna zamknęła oczy. Wszystko zaczynało tworzyć przerażającą całość. Ktoś znał jej nazwisko. Ktoś znał jej męża. Ktoś wiedział o kluczu. Ktoś potrafił przewidzieć, że nakarmi Zofię. A teraz ktoś czekał w pokoju, w którym jeszcze niedawno stały dwa łóżeczka.
— Muszę tam pojechać — powiedziała.
— Tak.
Anna spojrzała na niego zaskoczona.
— Zgadzasz się?
— Bo jeśli ktoś jest w twoim domu, odpowiedzi są prawdopodobnie tam razem z nim.
— A jeśli to pułapka?
Mateusz spojrzał na Zofię.
— Wtedy pułapka jest już zastawiona. Pytanie brzmi, kto ją zastawił.
Kilka godzin później samolot wylądował na prywatnym lotnisku pod Warszawą. Mateusz nie pozwolił Annie wysiąść pierwszej. Najpierw dwóch ochroniarzy sprawdziło teren, dopiero potem otworzyły się drzwi. Chłodne nocne powietrze uderzyło Annę w twarz. Poczuła znajomy zapach wilgotnego asfaltu i przez moment miała wrażenie, że wróciła do dawnego życia.
Nie było już jednak powrotu.
Konwój ruszył w stronę Warszawy. Zofia spała w foteliku, a Anna siedziała obok niej, patrząc przez szybę na mijające światła. Mateusz siedział naprzeciwko.
— Dlaczego uratowałeś mnie? — zapytała nagle.
— Nakarmiłaś moje dziecko.
— To nie jest cała odpowiedź.
Mateusz milczał.
— Twój mąż ostrzegł mnie przed tobą. Ty wiedziałeś o zagrożeniu. A mimo to zabrałeś mnie ze sobą.
— Bo kiedy zobaczyłem zdjęcie twojej rodziny, zrozumiałem, że ktoś próbuje wykorzystać ciebie przeciwko mnie.
— Czyli jestem dla ciebie narzędziem?
Mateusz spojrzał jej prosto w oczy.
— Nie. I właśnie dlatego ktoś popełnił błąd.
— Jaki?
— Myślał, że będziesz się bała bardziej niż będziesz chciała poznać prawdę.
Anna odwróciła wzrok.
— Nie zna mnie.
— Właśnie.
Samochód zatrzymał się przed jej domem.
Anna wysiadła. Wszystko wyglądało tak samo jak trzy miesiące wcześniej. Brama. Mały ogród. Doniczka przy schodach. Nawet rower męża wciąż stał oparty o ścianę garażu, choć Anna nie miała siły go usunąć.
Mateusz stanął obok niej.
— Nie wchodź pierwsza.
— To mój dom.
— A ktoś chce, żebyś tak myślała.
Ochroniarze weszli do środka. Po kilku minutach jeden z nich dał znak.
— Czysto.
Anna weszła.
W domu panowała cisza. Zbyt głęboka.
Ruszyła schodami na górę. Każdy stopień wywoływał wspomnienie. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi pokoju dzieci.
Były uchylone.
Anna zatrzymała się.
— Zawsze je zamykałam — powiedziała.
Mateusz stanął za nią.
Anna pchnęła drzwi.
Pokój wyglądał dokładnie tak, jak w dniu, gdy zamknęła go po pogrzebie. Dwa łóżeczka. Dwa pluszowe misie. Mała lampka. Fotografia rodzinna.
Ale na podłodze leżała świeża koperta.
Anna podniosła ją.
W środku znajdowała się kartka.
„SEJF NIE JEST W ŚCIANIE.”
Anna spojrzała na Mateusza.
— Więc gdzie?
Na odwrocie kartki znajdowało się drugie zdanie.
„JEST TAM, GDZIE ANNA CHOWAŁA RZECZY, KTÓRYCH NIE CHCIAŁA PAMIĘTAĆ.”
Anna poczuła nagłe ukłucie.
Jej wzrok powoli przesunął się w stronę starej komody.
Trzecia szuflada.
Tam trzymała rzeczy męża po jego śmierci.
Podeszła i otworzyła ją.
Pod ubraniami znajdowała się mała drewniana kaseta.
Klucz w jej dłoni pasował idealnie.
Anna przekręciła go.
W środku nie było pieniędzy ani dokumentów.
Był tylko drugi telefon.
I nagranie zatytułowane:
„DLA ANNY — JEŚLI MATEUSZ PRZYJECHAŁ Z TOBĄ.”
Mateusz spojrzał na ekran.
Anna nacisnęła odtwarzanie.
Po chwili usłyszała głos swojego zmarłego męża.
— Jeśli słuchasz tego razem z Wołkowem, oznacza to, że stało się coś, czego najbardziej się obawiałem.
Anna spojrzała na Mateusza.
Nagranie trwało dalej.
— Anna, musisz wiedzieć jedną rzecz. Człowiek, którego Mateusz zabił dziesięć lat temu, nie był moim wrogiem.
Głos na nagraniu zadrżał.
— Był twoim ojcem.







No comments yet