Rozrywka

Przygarnęła rannego Damiana Bielskiego i jego zamarzającego syna podczas zamieci — o świcie 420 czarnych SUV-ów otoczyło jej dom

— Witaj, bracie.

Głos Roberta popłynął z radiostacji spokojnie, niemal pogodnie, jakby dzwonił z życzeniami, a nie przemawiał przez urządzenie w domu otoczonym przez uzbrojonych ludzi.

Damian znieruchomiał.

Marta zobaczyła, jak coś zmienia się w jego twarzy. Ból zniknął. Gorączka przestała mieć znaczenie. Została tylko lodowata koncentracja.

— Robert.

Po drugiej stronie rozległ się cichy śmiech.

— Wiedziałem, że przeżyjesz. Zawsze byłeś trudny do zabicia.

Damian zacisnął palce na pistolecie.

— Obrączka Elżbiety.

Cisza trwała o sekundę za długo.


— Ładna pamiątka, prawda?

Damian poderwał się, ale natychmiast zachwiał.

Marta złapała go za zdrowe ramię.

— Jeśli rozerwie pan ranę, Robert nie będzie musiał pana zabijać.

— Puść mnie.

— Nie.

Ich spojrzenia spotkały się.

Marta nie ustąpiła.

Robert roześmiał się ponownie.

— Ach. Więc to naprawdę ona.


Marta odwróciła głowę w stronę radiostacji.

— Zna mnie pan?

— Elżbieta o pani mówiła.

Serce Marty uderzyło mocniej.

Przez ostatnie miesiące życia Elżbieta coraz częściej odwoływała spotkania. Przestała odpowiadać na wiadomości. Kiedy Marta naciskała, przyjaciółka powtarzała tylko, że pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć.

Marta uwierzyła, że Elżbieta potrzebowała przestrzeni.

Kilka tygodni później dowiedziała się o jej śmierci.

— Co jej zrobiłeś? — zapytała.

— To pytanie powinnaś zadać Damianowi.

Damian wyrwał radiostację Markowi.


— Gdzie jesteś?

— Bliżej, niż myślisz.

— Tchórzu.

— A jednak to ty ukrywasz się za pielęgniarką.

Marta zobaczyła, jak szczęka Damiana się napina.

Robert mówił dalej:

— Przekaż mi chłopca, a kobieta może odejść.

Łukasz obudził się przy piecu.

— Tato?

Damian natychmiast odwrócił się w jego stronę.


— Nie słuchaj go.

Robert musiał usłyszeć głos dziecka.

— Łukasz. Wujek Robert chce tylko, żebyś był bezpieczny.

Chłopiec wtulił pluszowego wilka w pierś.

— Kłamiesz.

W pomieszczeniu zapadła cisza.

Twarz Damiana drgnęła.

Robert już się nie śmiał.

— Elżbieta nauczyła cię za dużo.

Radiostacja umilkła.


Marek natychmiast zmienił częstotliwość.

— Szefie, musimy ruszać. Strzelec na wzgórzu nie był sam. Mamy ruch od północy i zachodu.

— Ilu?

— Nie wiemy.

Marta spojrzała na rozbite okno. Śnieg wpadał do kuchni, topiąc się na drewnianej podłodze, którą sama szlifowała poprzedniej wiosny.

Sześć lat budowała tutaj ciszę.

Teraz wojna Elżbiety stała w jej salonie.

— Samochody na drodze będą widoczne z kilometrów — powiedziała.

Marek spojrzał na nią.

— To pojazdy opancerzone.


— A lód nie przejmuje się pancerzem.

Wskazała na jezioro.

— Półtora kilometra na północ jest stara droga leśna. Zimą nikt jej nie odśnieża, ale prowadzi między wzgórzami. Z głównej drogi jej nie widać.

— Przejedziemy?

— Terenówki tak. Cięższe samochody nie.

Damian patrzył na nią przez chwilę.

— Marek, przygotuj sześć pojazdów. Reszta zostaje tutaj.

Marek zawahał się.

— Czterystu ludzi jako przynęta?

— Jako mur.


Kolejna seria strzałów przecięła las.

Marta uklękła przed Łukaszem.

— Posłuchaj mnie. Za chwilę wyjdziemy tylnymi drzwiami. Będziesz trzymał mnie za rękę i nie puścisz, cokolwiek usłyszysz.

Chłopiec pokiwał głową.

— Mama mówiła, że mogę ci ufać.

Marta zamarła.

— Co jeszcze mówiła?

Łukasz spojrzał na fotografię leżącą na stole.

— Że jeśli kiedyś wszystko pójdzie źle, mam znaleźć ciocię Martę.

Marta poczuła ucisk w gardle.


— Kiedy ci to powiedziała?

— Dawno temu. Tata nie wiedział.

Spojrzała na Damiana.

Jego twarz mówiła jej, że chłopiec mówi prawdę.

— Elżbieta przygotowywała go na coś — powiedziała.

— Elżbieta przygotowywała wszystkich — odpowiedział Damian cicho. — Tylko nigdy nie powiedziała mi na co.

Marek otworzył tylne drzwi.

Uzbrojeni mężczyźni utworzyli osłonięty korytarz prowadzący do samochodów ustawionych przy jeziorze.

Damian zrobił dwa kroki i zachwiał się.

Marta wsunęła się pod jego zdrowe ramię.


— Nikomu o tym nie opowiadaj — mruknął.

— O tym, że wielki Damian Bielski potrzebuje pomocy pielęgniarki?

— Właśnie o tym.

Mimo wszystkiego niemal się uśmiechnęła.

Dotarli do pierwszego SUV-a.

Marta wsadziła Łukasza na tylne siedzenie. Chłopiec nadal kurczowo trzymał wilka.

Kiedy sama wsiadała, zauważyła coś dziwnego.

Szew na brzuchu zabawki.

Jedna część była stara i wyblakła. Druga została zszyta znacznie nowszą nicią.

— Łukasz, kto naprawiał twojego wilka?


— Mama.

Marta przesunęła palcami po materiale.

Pod miękkim wypełnieniem wyczuła coś twardego.

Małego.

Prostokątnego.

Spojrzała na Damiana.

— Wiedział pan o tym?

— O czym?

Nie zdążyła odpowiedzieć.

Radiostacja Marka zatrzeszczała.

— Przechwyciliśmy transmisję ludzi Roberta.

— Mów — polecił Damian.

Marek pobladł.

— Nie szukają tylko was.

Spojrzał na pluszową zabawkę w rękach Łukasza.

— Robert wydał rozkaz, żeby za wszelką cenę odnaleźć wilka.

Marta zacisnęła palce na przetartym materiale.

Nagle zrozumiała, że Elżbieta nie zostawiła synowi zwykłej zabawki.

Zostawiła mu coś, za co Robert Bielski był gotów rozpocząć wojnę.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 4, aby czytać dalej.**

No comments yet