Rozrywka

Przygarnęła rannego Damiana Bielskiego i jego zamarzającego syna podczas zamieci — o świcie 420 czarnych SUV-ów otoczyło jej dom

— Sześć lat czekałem, aż ktoś wreszcie otworzy tę kasetę.

Damian uniósł pistolet.

— Kruk.

Po drugiej stronie drzwi rozległ się krótki śmiech.

Marta spojrzała na Marka.

— To Paweł Kruk?

Marek skinął głową.

— Tak.

Damian nie odrywał wzroku od drzwi.

— Człowiek, który był z Elżbietą w noc jej śmierci.


Marta poczuła, jak wszystkie elementy zaczynają układać się w jeden przerażający obraz.

— I był przy narodzinach Łukasza?

Damian nie odpowiedział od razu.

— Stał przed salą porodową. Robert też tam był. Marek również.

Marek pobladł.

— Szefie...

— Elżbieta nie napisała, któremu z nas nie ufała.

Głos Kruka ponownie dobiegł z korytarza.

— Właśnie dlatego była mądrzejsza od was wszystkich.

Marta spojrzała na okno.


Trzecie piętro.

Pod nimi śnieg i stromy dach niższej części budynku.

Nie było dobrej drogi ucieczki.

— Czego chcesz? — zapytał Damian.

— Teczki i rejestratora.

— A potem?

— Potem Robert zdecyduje.

Damian uśmiechnął się bez humoru.

— Od kiedy pozwalasz mojemu bratu decydować za siebie?

Cisza.


Tym razem trafili w czuły punkt.

— Otwórz drzwi — powiedział Kruk. — Nie komplikuj tego.

Marta ścisnęła czarną teczkę.

— Jeśli tego tak bardzo chce, to znaczy, że jeszcze nie wie, co jest w środku.

Damian spojrzał na nią.

— Otwórz.

Marek natychmiast przesunął ciężką szafkę pod drzwi.

Marta położyła teczkę na łóżku.

W środku znajdowały się dokumenty z pieczęciami kilku spółek, wydruki przelewów i fotografie.

Pierwsze zdjęcia przedstawiały Roberta spotykającego się z ludźmi, których Marta nie znała.


Na kolejnych zobaczyła policyjne radiowozy stojące nocą przy magazynach.

Potem natrafiła na zdjęcie Damiana.

Było zrobione z daleka.

Damian trzymał na rękach niemowlę.

Obok niego stała Elżbieta.

A kilka metrów dalej Robert rozmawiał z Pawłem Krukiem.

Na odwrocie Elżbieta napisała:

„Dzień narodzin Łukasza. Pierwszy raz usłyszałam ich plan.”

Marta podała fotografię Damianowi.

Jego twarz stężała.


— Jaki plan?

— Rejestrator — powiedziała.

Małe urządzenie wyglądało jak stary dyktafon cyfrowy.

Marta nacisnęła przycisk.

Przez chwilę słychać było jedynie trzaski.

Potem głos Roberta.

Młodszy, ale bez wątpienia ten sam.

— Damian stracił rozsądek, odkąd pojawiło się dziecko.

Drugi głos należał do Kruka.

— To może działać na naszą korzyść.


— Nie, jeśli chłopiec kiedyś odziedziczy wszystko.

Damian zacisnął pięść.

Nagranie trwało dalej.

— Robert, to dziecko ma kilka godzin.

— I już zmienia układ sił.

Kruk powiedział coś ciszej.

Marta zwiększyła głośność.

— A Elżbieta?

Zapadła krótka cisza.

Robert odpowiedział:


— Ona obserwuje za dużo.

Nagranie się skończyło.

Nikt w pokoju się nie poruszył.

Marta poczuła mdłości.

Elżbieta zaczęła zbierać dowody w dniu, w którym urodziła syna.

Sześć lat wcześniej wiedziała już, że coś jest nie tak.

— Otwórz drzwi! — krzyknął Kruk.

Pierwszy strzał trafił w zamek.

Marek odpowiedział ogniem przez drzwi.

Ktoś na korytarzu zaklął.


— Mamy może minutę — powiedział.

Marta szybko przeglądała pozostałe dokumenty.

Jedna strona była inna.

Nie dotyczyła pieniędzy.

Była kopią aktu notarialnego.

— Damian.

Podała mu dokument.

Przeczytał pierwszą stronę.

Potem drugą.

Jego oczy zwęziły się.


— Co to jest? — zapytał Marek.

— Testament Elżbiety.

Marta spojrzała na zaznaczony fragment.

W przypadku śmierci Elżbiety oraz śmierci, zaginięcia lub prawnej niezdolności Damiana opiekę nad Łukaszem miała przejąć osoba wskazana w oddzielnym załączniku.

Nazwisko wpisano odręcznie.

Marta Lis.

Marta poczuła, jak pokój przechyla się pod jej stopami.

— Nie.

Damian patrzył na dokument.

— Elżbieta wybrała panią.


— Nic mi nie powiedziała.

— Najwyraźniej bała się, że sama wiedza narazi panią na niebezpieczeństwo.

Marta przypomniała sobie fotografię ukrytą w wilku.

„Gdyby coś się stało, powierz Łukasza Marcie.”

To nie była prośba przyjaciółki.

To był plan.

Na korytarzu huknęła kolejna seria.

Drewno przy zawiasach pękło.

— Musimy wyjść — powiedział Marek.

Damian spojrzał na okno.

— Dach.

Marek podszedł do niego.

— Jest śliski.

— Lepszy dach niż Kruk.

Marta schowała dokumenty pod kurtkę.

Damian wziął rejestrator.

— Najpierw pani.

— Nie.

— Marta...

— Jeśli spadnie pan z tego dachu ze swoim ramieniem, będę musiała zejść po pana. Więc pan pierwszy.

Mimo sytuacji Marek prychnął.

Damian rzucił mu spojrzenie.

— Ani słowa.

Otworzył okno.

Zimny wiatr wdarł się do pokoju.

Kilka metrów niżej znajdował się dach dawnej restauracji pensjonatu.

Damian wyszedł na parapet.

Marek zabezpieczał drzwi.

Marta już miała podążyć za Damianem, gdy zauważyła jeszcze jedną kopertę leżącą na dnie kasety.

Małą.

Żółtą.

Na niej widniało tylko jedno słowo.

ŁUKASZ.

Sięgnęła po nią.

Drzwi eksplodowały do środka.

Marek oddał dwa strzały.

Marta rzuciła się w stronę okna.

Kruk wszedł do pokoju.

Po sześciu latach Marta po raz pierwszy zobaczyła twarz człowieka, który był przy Elżbiecie w noc jej śmierci.

— Zatrzymaj się! — krzyknął.

Marta stanęła na parapecie.

Kruk wycelował.

Damian natychmiast zasłonił ją własnym ciałem.

— Strzel, Paweł.

Kruk zawahał się.

Tylko na moment.

Wystarczyło.

Marek uderzył go od boku.

Broń wypadła Krukowi z ręki.

Damian wciągnął Martę na dach.

— Ruszaj!

Zsunęli się po śniegu w stronę niższej krawędzi.

Za nimi rozległy się kolejne strzały.

Marta trzymała kopertę Łukasza pod kurtką.

Kiedy dotarli do samochodów, chłopiec wybiegł jej naprzeciw.

— Ciociu Marto!

Objęła go mocno.

Damian spojrzał na kopertę.

— Co to jest?

Marta odwróciła ją.

Łukasz zobaczył swoje imię.

— Od mamy?

— Prawdopodobnie.

Chłopiec przez chwilę patrzył na kopertę.

Potem podał ją Marcie.

— Otwórz.

W środku znajdowała się pojedyncza kartka.

Marta zaczęła czytać.

Po trzecim zdaniu przestała.

Damian natychmiast to zauważył.

— Co?

Marta spojrzała na Łukasza.

Potem na Damiana.

Elżbieta napisała:

„Jeśli Łukasz ma już sześć lat, powiedz Damianowi prawdę. Robert nie chciał zabić mnie dlatego, że odkryłam jego pieniądze. Chciał mnie uciszyć dlatego, że odkryłam, kto naprawdę zlecił pierwszy zamach na ciebie.”

Pod spodem znajdowało się nazwisko.

Marta przeczytała je jeszcze raz.

I zrozumiała, dlaczego Elżbieta przez sześć lat bała się zaufać komukolwiek z najbliższego otoczenia Damiana.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 8, aby czytać dalej.**

No comments yet