Rozrywka

Przygarnęła rannego Damiana Bielskiego i jego zamarzającego syna podczas zamieci — o świcie 420 czarnych SUV-ów otoczyło jej dom

— Ilu ludzi Robert może mieć przy pensjonacie? — zapytała Marta.

Marek spojrzał na zatrzymanego ochroniarza.

— Jeśli wysłał wiadomość przed zatrzymaniem, może już tam być.

Damian wsunął magazynek do pistoletu.

— Więc nie pojedziemy główną drogą.

Marta patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— W pańskim stanie nie pojedzie pan nigdzie.

— Marta.

— Rana znowu krwawi. Ma pan gorączkę. Jeśli jeszcze raz będzie pan udawał niezniszczalnego, pański syn zostanie sierotą z wyjątkowo głupiego powodu.

W magazynie zapadła cisza.


Marek odwrócił twarz, ukrywając uśmiech.

Damian popatrzył na Martę.

— Nikt nie mówi do mnie w ten sposób.

— Widocznie dlatego ktoś powinien zacząć.

Łukasz siedzący na skrzyni uniósł głowę.

— Mama też tak mówiła.

Damian zamknął oczy na sekundę.

— Tak. Mówiła.

Marta dokończyła opatrunek.

— Jedziemy razem. Ale to ja decyduję, czy jest pan zdolny wyjść z samochodu.


— Nie obiecuję posłuszeństwa.

— To ja nie obiecuję delikatności.

Piętnaście minut później cztery SUV-y opuściły tartak.

Zatrzymany zdrajca został pod strażą.

Tym razem nie używali radia.

Telefony wyłączono.

Laptop Marka został zamknięty w metalowym pojemniku.

Trasa prowadziła przez boczne drogi, które Marta pamiętała jeszcze z czasów, kiedy przyjeżdżała tu z Elżbietą.

Im bliżej byli pensjonatu, tym więcej wspomnień wracało.

Letnie wieczory.


Tanie wino kupowane w małym sklepie.

Elżbieta śmiejąca się tak głośno, że właścicielka pensjonatu groziła wyrzuceniem ich na zewnątrz.

— Pokój 317 — powiedział Damian. — Dlaczego akurat ten?

Marta spojrzała przez okno.

— Zawsze prosiłyśmy o trzecią kondygnację. Elżbieta twierdziła, że z góry łatwiej zauważyć problemy.

— Brzmi jak ona.

— Znałam ją przed panem.

Damian spojrzał na nią.

— Wiem.

— Więc niech pan nie mówi o niej tak, jakby należała tylko do pańskiego świata.


Po chwili odpowiedział:

— Nigdy do niego nie należała.

Marta odwróciła głowę.

W jego głosie nie było złości.

Tylko zmęczenie.

— Właśnie dlatego się w niej zakochałem — dodał.

SUV zwolnił.

Marek odwrócił się z przedniego siedzenia.

— Jesteśmy kilometr od pensjonatu.

— Zatrzymajcie się tutaj — powiedziała Marta.


Damian zmarszczył brwi.

— Za daleko.

— Za blisko, jeśli Robert obserwuje drogę.

Marta wskazała las po lewej stronie.

— Jest ścieżka prowadząca od jeziora. Kiedyś chodziłyśmy nią do pensjonatu, żeby nie maszerować kilka kilometrów szosą.

Marek spojrzał na Damiana.

— Ma sens.

Damian niechętnie skinął głową.

Dwóch ludzi zostało z Łukaszem.

Chłopiec zaprotestował natychmiast.


— Idę z Martą.

Marta uklękła przed nim.

— Nie tym razem.

— Ale klucz był u mnie.

— Właśnie dlatego teraz musisz pilnować wilka.

Łukasz spojrzał na zabawkę.

— To ważne?

— Bardzo.

— Mama powiedziałaby, żebym cię słuchał?

Marta przełknęła ślinę.


— Myślę, że tak.

Łukasz skinął głową.

Damian dotknął jego włosów.

— Wrócę.

Chłopiec złapał ojca za nadgarstek.

— Obiecujesz?

Damian zawahał się.

Potem przykucnął mimo bólu.

— Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wrócić.

To była odpowiedź człowieka, który zbyt dobrze wiedział, ile warte są fałszywe obietnice.


Ruszyli przez las.

Śnieg sięgał Marcie prawie do kolan.

Po dwudziestu minutach między drzewami pojawił się pensjonat „Nad Sosnami”.

Budynek wyglądał na opuszczony.

Okna były ciemne.

Parking pusty.

— Za spokojnie — powiedział Marek.

Damian skinął na dwóch ludzi.

Rozdzielili się.

Marta podeszła od tylnej strony.


Drzwi kuchenne nadal znajdowały się tam, gdzie je pamiętała.

Były uchylone.

— Ktoś już tu był — wyszeptała.

Na podłodze leżał świeży śnieg naniesiony butami.

Marek przykucnął.

— Trzy osoby. Może cztery.

Damian ruszył pierwszy.

Marta chwyciła go za kurtkę.

— Miał pan słuchać.

— Powiedziałem, że niczego nie obiecuję.


Weszli.

Korytarz pachniał kurzem i wilgotnym drewnem.

Schody na trzecie piętro skrzypiały przy każdym kroku.

Marta liczyła drzwi.

311.

312.

313.

Na końcu korytarza znajdował się pokój 317.

Zamek wyglądał na nienaruszony.

Marta wyjęła mosiężny klucz.

Pasował.

Damian uniósł broń.

Marek stanął po drugiej stronie drzwi.

Marta przekręciła klucz.

Kliknięcie zabrzmiało absurdalnie głośno.

Otworzyła.

Pokój był pusty.

Łóżko.

Szafa.

Stary stolik.

Zasłony przykryte kurzem.

— Nie ma nic — powiedział Marek.

Marta weszła głębiej.

— Elżbieta nie ryzykowałaby życia dla pustego pokoju.

Podeszła do okna.

Na ścianie obok wisiało małe drewniane lustro.

To samo, które pamiętała sprzed lat.

Nagle przypomniała sobie Elżbietę stojącą właśnie tutaj.

„Najbezpieczniejsze miejsce jest czasem dokładnie tam, gdzie wszyscy patrzą.”

Marta zdjęła lustro.

Za nim znajdowała się metalowa kaseta wbudowana w ścianę.

Damian podszedł bliżej.

— Klucz.

Mosiężny klucz pasował także tutaj.

Kaseta otworzyła się.

W środku znajdowały się trzy przedmioty.

Koperta.

Mały rejestrator.

I cienka czarna teczka.

Na kopercie zapisano:

DLA DAMIANA. TYLKO GDY MARTA BĘDZIE PRZY TOBIE.

Damian patrzył na pismo żony.

Jego ręka zadrżała.

Marta podała mu kopertę.

Rozdarł ją ostrożnie.

W środku znajdowała się jedna kartka.

Czytał w milczeniu.

Jego twarz powoli traciła kolor.

— Co napisała? — zapytała Marta.

Damian podał jej list.

Pierwsze zdanie sprawiło, że poczuła ucisk w żołądku.

„Damianie, jeśli czytasz ten list, Robert prawdopodobnie już mnie zabił.”

Marta czytała dalej.

„Ale Robert nie działa sam.”

Jej wzrok zatrzymał się na kolejnym zdaniu.

„Człowiek, który go chroni, siedzi przy twoim stole, zna każdą trasę, każdy magazyn i każde nazwisko twoich ludzi.”

Marek zesztywniał.

Damian wyrwał list.

Ostatnia linijka była podkreślona dwa razy.

„Nie ufaj nikomu, kto był przy Łukaszu w dniu jego narodzin.”

Na korytarzu coś skrzypnęło.

Wszyscy odwrócili głowy.

Marek podniósł broń.

Drzwi pokoju zatrzasnęły się.

A zza nich dobiegł spokojny głos.

— Sześć lat czekałem, aż ktoś wreszcie otworzy tę kasetę.

Damian spojrzał na Martę.

To nie był głos Roberta.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.**

No comments yet