Rozrywka

Przygarnęła rannego Damiana Bielskiego i jego zamarzającego syna podczas zamieci — o świcie 420 czarnych SUV-ów otoczyło jej dom

Marta przeczytała nazwisko po raz trzeci.

Potem powoli podniosła wzrok.

Marek stał kilka kroków od niej.

— Co jest napisane? — zapytał Damian.

Marta nie odpowiedziała.

W uszach słyszała głos Elżbiety z nagrania.

„Człowiek, który go chroni, siedzi przy twoim stole, zna każdą trasę, każdy magazyn i każde nazwisko twoich ludzi.”

Marek zrobił krok bliżej.

— Marta?

Damian zauważył jej twarz.


Spojrzał najpierw na nią, potem na swojego najbliższego człowieka.

— Daj mi list.

Marta zacisnęła palce na kartce.

— Marek, gdzie byłeś w dniu narodzin Łukasza?

Marek znieruchomiał.

Tylko na ułamek sekundy.

Ale Damian to zobaczył.

— Odpowiedz.

— W szpitalu. Wiesz o tym.

— Przy kim?


— Przy tobie.

Marta pokręciła głową.

— Elżbieta napisała, że człowiek, który zlecił pierwszy zamach na Damiana, był tamtego dnia w szpitalu.

Marek spojrzał na list.

Damian wyciągnął rękę.

— Nazwisko.

Marta podała mu kartkę.

Damian przeczytał.

Nie powiedział nic.

Jego twarz stała się zupełnie nieruchoma.


Marek powoli opuścił dłoń w stronę płaszcza.

Damian wycelował w niego pistolet.

— Nie.

Ludzie stojący przy samochodach natychmiast sięgnęli po broń.

Nikt jednak nie wiedział, w kogo celować.

Przez lata Marek wydawał im rozkazy w imieniu Damiana.

— Szefie — powiedział spokojnie. — Jesteś ranny. Elżbieta nie żyje od sześciu lat. Nie wiesz, w jakim stanie pisała ten list.

Damian uniósł kartkę.

— Napisała twoje nazwisko.

Marek westchnął.


I wtedy Marta zrozumiała.

Nie zaprzeczył.

Damian również to zrozumiał.

— Dlaczego?

— Bo sześć lat temu byłeś słaby.

Łukasz skulił się przy samochodzie.

Marta natychmiast stanęła przed nim.

Marek patrzył tylko na Damiana.

— Zacząłeś podejmować decyzje jak mąż i ojciec, a nie jak człowiek, który zbudował imperium. Rezygnowałeś z interesów. Odcinałeś ludzi. Chciałeś zalegalizować połowę struktur.

— Więc postanowiłeś mnie zabić?


— Chciałem cię przestraszyć.

Damian zaśmiał się cicho.

Bez śladu humoru.

— Most sześć lat temu. Samochód bez hamulców. To było straszenie?

Marta spojrzała na niego.

Nigdy wcześniej nie wspominał o tamtym zamachu.

Marek przestał udawać.

— Miałeś przeżyć.

— A Robert?

— Robert miał ambicję. Ja miałem dostęp.


Nagle wszystko stało się jasne.

Robert potrzebował człowieka, który znał trasy Damiana.

Ktoś musiał otwierać mu drzwi.

Ktoś przez sześć lat musiał sprawiać, żeby Damian patrzył wszędzie poza właściwym miejscem.

— Elżbieta cię odkryła — powiedziała Marta.

Marek przeniósł na nią wzrok.

— Za szybko.

Damian zrobił krok do przodu.

— Zabiłeś ją?

— Nie.


Odpowiedź padła natychmiast.

— Robert zabił Elżbietę. To była jego decyzja.

— Ale wiedziałeś.

Marek milczał.

To wystarczyło.

Damian rzucił się na niego.

Marta zdążyła tylko krzyknąć.

Marek odskoczył i wyciągnął broń.

Strzał przeszył ciszę.

Damian zachwiał się.


Marta poczuła, jak serce staje jej w piersi.

Pocisk nie trafił jednak Damiana.

Jeden z jego ludzi upadł w śnieg.

Wybuchło zamieszanie.

Marek cofnął się za SUV-a.

— Broń na ziemię! — wrzasnął Damian.

Dwóch ochroniarzy wykonało rozkaz.

Trzeci pobiegł za Markiem.

Padły kolejne strzały.

Marta przycisnęła Łukasza do boku samochodu.


— Zostań tutaj.

— Tato!

— Twój tata żyje.

Damian stał kilka metrów dalej, blady, ale cały.

Marek zniknął między drzewami.

— Nie ścigać go! — krzyknął Damian.

Jeden z ludzi spojrzał na niego w szoku.

— Szefie?

— Robert czeka, aż się rozdzielimy.

Marta zobaczyła coś jeszcze.


Telefon leżący w śniegu.

Musiał wypaść Markowi podczas ucieczki.

Podniosła go.

Ekran był odblokowany.

Na górze widniała ostatnia rozmowa.

ROBERT.

Marta otworzyła wiadomości.

Ostatnia została wysłana trzy minuty wcześniej.

„MAJĄ LIST. DZIEWCZYNA WIE.”

Dziewczyna.

Marta.

Pod spodem znajdowała się odpowiedź Roberta.

„NIE SZKODZI. PRZYPROWADŹ CHŁOPCA. RESZTĘ ZAMKNIEMY DZISIAJ.”

Damian przeczytał wiadomość przez jej ramię.

— Czyli Robert chce Łukasza żywego.

— Dlaczego?

Marta spojrzała na czarną teczkę.

Potem na testament.

I zrozumiała.

— Bo jeśli pan zginie, a Łukasz pozostanie przy życiu, Robert nadal nie przejmie wszystkiego.

Damian spojrzał na testament Elżbiety.

— Opieka przechodzi na panią.

— Nie tylko opieka.

Marta szybko przerzuciła dokumenty.

Na kolejnej stronie znajdował się zapis, którego wcześniej nie zauważyli.

Do czasu osiągnięcia pełnoletności przez Łukasza wszelkie udziały, aktywa i prawa dziedziczone po Damianie miały być zarządzane przez prawnego opiekuna chłopca.

Damian spojrzał na nią.

— Panią.

Marta poczuła chłód.

— Dlatego Robert groził mi od początku.

Nie dlatego, że uratowała Damiana.

Nie tylko dlatego, że znała Elżbietę.

Była ostatnim elementem zabezpieczenia, które Elżbieta stworzyła sześć lat wcześniej.

Telefon Marka zawibrował.

Nowa wiadomość.

Tym razem nie był to tekst.

Wideo.

Damian nacisnął odtwarzanie.

Na ekranie pojawił się ich dom w mieście.

Robert siedział przy długim stole.

Za nim stali uzbrojeni ludzie.

Przed nim leżała obrączka Elżbiety.

— Damian — powiedział Robert. — Skończmy to.

Kamera przesunęła się.

Marta zobaczyła kilkunastu ludzi klęczących pod ścianą.

Niektórzy byli ranni.

— Twoi ludzie. Twoje magazyny. Twój dom. Wszystko, czego próbowałeś bronić.

Robert podniósł obrączkę.

— Przywieź chłopca, Martę i dokumenty Elżbiety.

Damian zacisnął szczękę.

— A jeśli nie?

Jakby Robert mógł go usłyszeć, nagranie trwało dalej.

— Jeśli do zmroku cię nie zobaczę, zacznę od jednego człowieka co dziesięć minut.

Film zakończył się.

Łukasz stał za Martą.

Słyszał wszystko.

— Tato...

Damian odwrócił się.

Chłopiec patrzył na niego ze strachem, ale nie płakał.

— Nie oddasz mnie, prawda?

Damian uklęknął przed synem.

Położył obie dłonie na jego ramionach.

— Nigdy.

Marta spojrzała na zegarek.

Do zmroku zostały niecałe dwie godziny.

Damian wstał.

— Wracamy do miasta.

— Robert na to liczy — powiedziała.

— Wiem.

— Więc potrzebujemy czegoś, czego się nie spodziewa.

Marta spojrzała na telefon Marka.

Potem na czterysta dwadzieścia pojazdów, które Robert nadal prawdopodobnie uważał za armię Damiana.

I nagle przypomniała sobie jedno zdanie Elżbiety.

„Najbezpieczniejsze miejsce jest czasem dokładnie tam, gdzie wszyscy patrzą.”

Marta podniosła telefon.

— Nie pojedziemy do Roberta jako jego zakładnicy.

Spojrzała Damianowi prosto w oczy.

— Sprawimy, żeby uwierzył, że Marek naprawdę przywozi mu Łukasza.

Damian patrzył na nią przez sekundę.

Potem po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnął.

— Elżbieta naprawdę wiedziała, kogo wybrać.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby przeczytać zakończenie.**

No comments yet