Piotr wpatrywał się w ekran telefonu tak długo, że sędzia zdążyła zauważyć jego reakcję. Nie musiała widzieć treści wiadomości. Wystarczyło spojrzenie, które pojawiło się na twarzy mężczyzny. Anna znała je aż za dobrze. To nie był strach przed konsekwencjami rozwodu. To był strach przed człowiekiem, który właśnie przestał być jego sprzymierzeńcem. Piotr szybko zablokował telefon i wsunął go do kieszeni marynarki.
— Panie Kowalski, proszę przekazać telefon protokolantce.
— Z jakiego powodu?
— Ponieważ wiadomość, którą pan otrzymał w trakcie przesłuchania, może mieć znaczenie dla sprawy.
Piotr przez moment milczał, po czym podał urządzenie. Jego pełnomocniczka próbowała zaprotestować, ale sędzia uciszyła ją jednym spojrzeniem. Anna siedziała nieruchomo. W głowie wciąż brzmiało zdanie, które zdążyła przeczytać. „Nie powiedziałam im jeszcze, kto naprawdę podpisał dokumenty.” Co oznaczało „naprawdę”? Jeśli nie ona, to kto?
Protokolantka przekazała telefon sędzi. Ta przeczytała wiadomość i przez chwilę nic nie mówiła.
— Panie Kowalski, czy Katarzyna Nowak jest pańską wspólniczką?
— Nie.
— Czy kiedykolwiek była zaangażowana w pańskie interesy finansowe?
— Nie w sposób, który miałby znaczenie dla tej sprawy.
Marek Zieliński uśmiechnął się gorzko.
— Wysoki Sądzie, właśnie ten sposób ma znaczenie.
Piotr gwałtownie odwrócił głowę.
— Proszę nie insynuować.
— Nie insynuuję. Mam dokumenty.
Marek wyjął z teczki kolejną kopertę. Tym razem była grubsza. Położył ją na stole przed sędzią.
— To kopie przelewów z ostatnich dwóch lat. Pieniądze opuszczały konto spółki pana Kowalskiego i trafiały na rachunek należący do fundacji prowadzonej przez panią Katarzynę Nowak.
Anna poczuła, jak żołądek zaciska jej się w supeł.
— Fundacji?
Marek spojrzał na nią.
— Fundacji, o której istnieniu pani nie wiedziała.
Anna pokręciła głową. Katarzyna przez lata przedstawiała się jako osoba niemająca nic wspólnego z biznesem Piotra. Twierdziła, że ledwo radzi sobie z własnymi rachunkami. Dlaczego więc przez dwa lata otrzymywała pieniądze od jego spółki?
Sędzia zaczęła przeglądać dokumenty.
— Jakie były podstawy tych przelewów?
— Oficjalnie darowizny — odpowiedział Marek. — Nieoficjalnie wygląda to zupełnie inaczej.
Piotr pochylił się do przodu.
— To nie ma nic wspólnego z opieką nad dziećmi.
— Ma — odezwała się Anna, zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć. — Bo jeśli Piotr od miesięcy ukrywał przede mną pieniądze i dokumenty, to chcę wiedzieć, dlaczego wykorzystał nasze dzieci jako część tego planu.
Piotr spojrzał na nią z gniewem.
— Przestań udawać, że niczego nie rozumiesz.
Słowa zawisły w powietrzu.
Anna zamarła.
— Co mam rozumieć?
Piotr nie odpowiedział.
Jego pełnomocniczka pochyliła się i wyszeptała mu coś do ucha. Mężczyzna zacisnął dłonie na krawędzi stołu. Widać było, że próbuje odzyskać kontrolę, ale coś już się wymknęło. Sędzia odsunęła dokumenty.
— Chcę, aby pan Kowalski odpowiedział na jedno pytanie. Czy podpis na umowie dotyczącej sprzedaży udziałów należących formalnie do pani Anny Kowalskiej został złożony przez panią Annę?
— Tak.
Anna poczuła ukłucie gniewu.
— To kłamstwo.
— Proszę pani, chwila — powiedziała sędzia. — Panie Kowalski, kto był świadkiem podpisania dokumentu?
Piotr milczał.
— Odpowiedź.
— Katarzyna.
Anna zamknęła oczy.
Nagle przypomniała sobie dzień, w którym siostra odwiedziła ją w szpitalu. Katarzyna siedziała wtedy przy łóżku przez prawie godzinę. Trzymała ją za rękę. Mówiła, że wszystko będzie dobrze. Podała jej wodę. Potem poprosiła pielęgniarkę, żeby pozwoliła jej zostać jeszcze kilka minut.
Anna nigdy nie podejrzewała, że właśnie wtedy mogło wydarzyć się coś, czego nie pamiętała.
— Kiedy podpisano ten dokument? — zapytała.
Marek odpowiedział:
— O godzinie 21:43.
Anna spojrzała na niego.
— O tej godzinie byłam nieprzytomna.
— Dokument został zarejestrowany następnego dnia.
Sędzia podniosła wzrok.
— Czy istnieje oryginał?
— Tak.
— Gdzie?
Marek przez chwilę patrzył na Piotra.
— W sejfie.
Piotr natychmiast zesztywniał.
— To niemożliwe.
— W pańskim domu — powiedział Marek. — Za obrazem w gabinecie.
Anna spojrzała na Piotra. Wiedziała, że Marek nie zgadywał. Zbyt wiele szczegółów było prawdziwych.
Wtedy Jakub nagle podniósł rękę.
— Wysoki Sądzie?
Sędzia spojrzała na niego.
— Tak, Jakubie?
— Ja wiem, gdzie jest ten sejf.
Piotr odwrócił się gwałtownie.
— Jakub, nie.
Chłopiec zrobił krok do przodu.
— Widziałem go tego wieczoru.
— Nie widziałeś niczego.
— Widziałem.
Michał zaczął płakać.
Anna natychmiast przyciągnęła go do siebie.
Jakub jednak nie patrzył już na ojca. Patrzył na sędzię.
— Tata myślał, że nie wiem, co znajduje się za tym obrazem. Ale kiedyś przypadkiem usłyszałem, jak rozmawiał z ciocią Katarzyną.
— Co powiedział? — zapytała sędzia.
Jakub zawahał się.
— Powiedział, że jeśli dokument zniknie, mama nigdy nie odzyska tego, co jej zabrali.
Piotr wstał.
— Wysoki Sądzie, to wystarczy!
Sędzia uderzyła dłonią w stół.
— Panie Kowalski!
Mężczyzna usiadł.
W tym samym momencie telefon protokolantki zadzwonił. Kobieta odebrała, słuchała przez kilka sekund, po czym spojrzała na sędzię.
— Wysoki Sądzie... policja jest już w budynku.
Anna poczuła nagły chłód.
— Dlaczego?
Protokolantka spojrzała na Piotra.
— Otrzymali zgłoszenie dotyczące próby zniszczenia dokumentów w pańskim domu.
Piotr zerwał się z krzesła.
— Co?!
Drzwi sali otworzyły się.
Do środka wszedł policjant.
— Panie Kowalski, proszę pozostać na miejscu.
Piotr pobladł.
— Co się stało?
Policjant spojrzał na niego poważnie.
— Ktoś właśnie próbował otworzyć pański sejf.
Anna spojrzała na Jakuba.
Chłopiec nie wyglądał na zaskoczonego.
Wyglądał tak, jakby dokładnie tego się spodziewał.
A kiedy policjant dodał, że osoba znajdująca się w gabinecie została już zatrzymana, Jakub pochylił się do matki i wyszeptał:
— Mamo... to nie była ciocia Kasia.







No comments yet