Kobieta stała w drzwiach bez ruchu, jakby przez te kilka sekund próbowała zdecydować, czy jeszcze może się wycofać. W dłoni ściskała stary telefon, którego obudowa była porysowana i popękana przy jednym rogu. Anna rozpoznała go dopiero po chwili. To był telefon jej matki. Ten sam, który sześć lat wcześniej zniknął z domu zaraz po pogrzebie. Anna pamiętała, jak wtedy przeszukiwała szuflady, torebki i wszystkie miejsca, w których Maria zwykle odkładała swoje rzeczy. Katarzyna powiedziała jej wtedy, że telefon prawdopodobnie wyrzuciła sama matka, bo od dawna miała problemy z pamięcią. Anna uwierzyła. Teraz poczuła, że przez sześć lat żyła z kłamstwem, którego nawet nie próbowała podważyć.
— Nazywam się Elżbieta Wrona — powiedziała kobieta. — Opiekowałam się pani matką w ostatnich tygodniach jej życia.
Sędzia wskazała jej miejsce.
— Proszę wejść i usiąść. Skąd ma pani ten telefon?
Elżbieta weszła powoli do sali. Jej spojrzenie ani na moment nie oderwało się od Piotra.
— Przechowywałam go przez sześć lat.
Anna wstała.
— Dlaczego?
Kobieta spojrzała na nią z wyraźnym smutkiem.
— Bo pani matka poprosiła mnie, żebym go nikomu nie oddawała, dopóki nie będzie pani bezpieczna.
Anna poczuła, że nogi niemal się pod nią uginają.
— Bezpieczna przed kim?
Elżbieta nie odpowiedziała od razu.
— Przed człowiekiem, któremu najbardziej ufała.
Piotr poderwał się.
— To absurd.
— Proszę usiąść — rozkazała sędzia.
Piotr usiadł, ale jego wzrok stał się zimny.
Elżbieta położyła telefon na stole.
— Pani Maria wiedziała, że ktoś wykorzystuje jej dane. Wiedziała też, że rachunek utworzony na pani nazwisko nie był zwykłym funduszem dla rodziny. Był zabezpieczeniem.
— Przed czym? — zapytała Anna.
— Przed tym, co miało się wydarzyć po jej śmierci.
Anna spojrzała na Piotra.
— Czyli wiedziała, że chcecie mnie pozbawić pieniędzy?
Elżbieta pokręciła głową.
— Nie. Chciała ochronić panią przed kimś, kto próbował przejąć znacznie większy majątek.
Marek Zieliński natychmiast sięgnął po telefon.
— Czy mogę zobaczyć urządzenie?
— Tak, ale jest zablokowane.
— Znam kod — powiedział Jakub.
Anna odwróciła się do syna.
— Skąd?
Chłopiec spojrzał na Elżbietę.
— Babcia powiedziała mi go kiedyś.
Anna zamarła.
— Ty znałeś kod przez cały ten czas?
Jakub skinął głową.
— Bałem się go powiedzieć.
Piotr zacisnął dłonie.
— Wysoki Sądzie, to zaczyna być absurdalne. Dziecko twierdzi, że zna hasło do telefonu zmarłej kobiety sprzed sześciu lat.
Elżbieta spojrzała na niego.
— Bo pani Maria mu je powiedziała.
— Dlaczego miałaby powiedzieć dziewięcioletniemu dziecku?
— Bo wiedziała, że dorosłym nie może ufać.
Te słowa uderzyły Annę mocniej niż wszystko, co usłyszała tego dnia.
Elżbieta podała telefon Jakubowi.
Chłopiec wpisał cztery cyfry.
Ekran rozświetlił się.
W sali zrobiło się zupełnie cicho.
Na urządzeniu znajdowały się dziesiątki wiadomości, nagrania głosowe i zdjęcia. Jakub przesunął palcem po ekranie, aż zatrzymał się na jednym nagraniu oznaczonym datą sprzed sześciu lat.
— To jest ostatnie — powiedział.
Anna poczuła ucisk w gardle.
— Odtwórz.
Z głośnika wydobył się słaby, zmęczony głos Marii.
— Aniu, jeśli tego słuchasz, prawdopodobnie mnie już nie ma. Nie ufaj Katarzynie. Ale przede wszystkim nie ufaj Piotrowi. On nie zaczął tego wszystkiego. Ktoś zmusił go do współpracy.
Anna zamknęła oczy.
Nagranie trwało dalej.
— Prawdziwy problem nie znajduje się w naszej rodzinie. Jest związany z firmą, którą Piotr odziedziczył po swoim ojcu. Jeśli kiedykolwiek spróbują odebrać ci dzieci, szukaj nazwiska, które pojawia się w dokumentach jako „Wrona”.
Elżbieta nagle pobladła.
Anna odwróciła się do niej.
— Wrona? To pani nazwisko.
Kobieta nie odpowiedziała.
Na nagraniu Maria mówiła dalej.
— Elżbieto, jeśli jesteś przy Annie, powiedz jej prawdę. Powiedz jej, kto był obecny w domu w noc, kiedy mnie odwiedziłaś.
Nagranie nagle się urwało.
Anna patrzyła na Elżbietę.
— Była pani wtedy w naszym domu?
Kobieta powoli skinęła głową.
— Tak.
— Po co?
— Pani matka zadzwoniła do mnie kilka godzin wcześniej.
— Co pani wtedy zobaczyła?
Elżbieta zacisnęła usta.
— Panią Marię. Katarzynę. Piotra...
Zawahała się.
Anna poczuła, że serce zaczyna jej bić szybciej.
— I kogo jeszcze?
Elżbieta spojrzała na Piotra.
— Człowieka, którego pani znała jako swojego ojca.
Anna zamarła.
— Mój ojciec nie żyje od dwunastu lat.
— Wiem.
— Więc kto tam był?
Elżbieta pochyliła się nad stołem.
— To właśnie jest problem, pani Kowalska. Człowiek, którego widziałam tamtej nocy, miał dokumenty pańskiego ojca, jego podpis i jego nazwisko.
Piotr nagle wstał.
— Niech pani przestanie!
Elżbieta cofnęła się o krok.
— Ty też wiesz, że on żyje.
Anna odwróciła się do Piotra.
— Co?
Mężczyzna nie odpowiedział.
Anna podeszła do niego.
— Piotr. Powiedz mi, że ona kłamie.
Piotr patrzył na nią przez kilka sekund. W jego oczach nie było już żadnej możliwości ucieczki.
W końcu wyszeptał:
— Twój ojciec nie zginął w wypadku.
Anna poczuła, że cały świat wokół niej przestaje istnieć.
— Więc gdzie jest?
Piotr spojrzał na drzwi.
— Właśnie dlatego próbowałem cię od niego ochronić.
W tym samym momencie telefon na stole zadzwonił.
Numer był nieznany.
Sędzia poleciła, aby nikt go nie dotykał.
Jednak ekran pokazał wiadomość:
„Anna, jeśli Piotr powiedział ci, że mnie chronił, kłamał. To ja przez te wszystkie lata chroniłem jego.”







No comments yet